60. OKORS: a gdzie są sadownicy??

Uczestnicy panelu dyskusyjnego (od lewej): Witold Boguta, Aleksandra Mrowiec, Sławomir Rzeźnicki, Piotr Gościło, Piotr Korczak, Jacek Szpytna, prowadzący, Mirosław Korzeniowski

Wczoraj (6 marca) rozpoczęła się w Skierniewicach 60. Jubileuszowa Ogólnopolska Konferencja Ochrony Roślin Sadowniczych organizowana przez Instytut Ogrodnictwa. Patronat honorowy nad tym wydarzeniem objęli minister RiRW – Krzysztof Jurgiel, Wojewoda Łódzki – Zbigniew Rau, Marszałek Województwa Łódzkiego – Witold Stępień, Marszałek Województwa Mazowieckiego – Adam Struzik. Partnerami wiodącymi spośród koncernów fitofarmaceutycznych są: Sumi Agro Poland, Arysta LifeScience Polska Sp. z o.o., BASF Polska.

Wśród uczestników branżowych są wydawnictwa zajmujące się tematyką profesjonalnego sadownictwa oraz wiele branżowych stowarzyszeń, związków, zrzeszeń, tylko … ogrodników – producentów „jak na lekarstwo”.

Dużo mówiło się wczoraj o młodym, perspektywicznym pokoleniu sadowników, dobrze wykształconych, łaknących sukcesów, ale taki wizerunek prezentowali … rodzice i dziadkowie nielicznie obecni w Skierniewicach. Bo tych perspektywicznych właściwie nie było. Pamiętam jeszcze sesje skierniewickie, gdy w sali kinoteatru Polonez (przed remontem) nie mogli się wszyscy zgromadzeni sadownicy pomieścić. Każdego roku przybywali tak licznie, że zajęcie miejsca na schodach (bo w „luksusowych” fotelach brakowało) uważali za sukces. Reszta przecież pozostawała na zewnątrz amfiteatralnej sali i docierały do niej zaledwie skrawki informacji.

Dzisiaj starsze pokolenie, oczywiście w okrojonej skali, jest w Skierniewicach obecne, ale młode ma internet…. Tylko czy on wystarczy? Czy dowiedzą się z niego o nowoczesnych rozwiązaniach technologicznych, nad którymi pracuje obecnie Zakład Agroinżynierii IO, kierowany przez prof. dr. hab. Ryszarda Hołownickiego, przy współpracy z polskimi wytwórcami sprzętu ochrony roślin. Jak mówił profesor „skończyły się czasy kopiowania, bo wszystko już zostało skopiowane. Zachód od kilku lat nie prezentuje technologicznie niczego nowego, ale obecnie podgląda polską myśl techniczną i wdraża do swoich rozwiązań”.

Być może polska oferta nie wygląda tak futurystycznie, jak zachodnia ale „nie suknia zdobi”. Prelegent wskazywał na nowoczesne podzespoły, takie jak wentylatory deflektorowe z odwróconym ciągiem (przy uzyskaniu odchylenia strumienia powietrza ku tyłowi redukuje się o 15% straty cieczy roboczej, czyli tyle więcej pozostaje jej na drzewach), wentylatory dwuwirnikowe, czy opryskiwacze dwuwentylatorowe z ruchomą, pozwalającą na regulację wysokości drugiego wentylatora kolumną. Korzystanie z tak nowoczesnego sprzętu pozwala na wyeliminowanie przedmuchiwania rzędów drzew czy krzewów i eliminuje znoszenie cieczy roboczej na rośliny w kolejnych rzędach, uprzednio opryskane.

Jeżeli nie kontroluje się siły i prędkości strumienia cieczy i pozwala na jej zniesienie, w taki sposób dochodzi m.in. do zwiększenia pozostałości środków ochrony roślin w owocach. A z tym mamy niestety problem, i to wzrastający. Jak informowała dr Artur Miszczak, kierownik Zakładu Badania Bezpieczeństwa Żywności na 140 prób owoców (liczba wyznaczona wg parametrów urzędowych), 11 gatunków (borówki, czereśnie, gruszki, jabłka, maliny, orzechy laskowe i włoskie, porzeczki, śliwki, wiśnie, winogrona), pobranych z 15 województw (bez dolnośląskiego), najwięcej pochodzących z łódzkiego – 79 oraz mazowieckiego – 31, ponadto z podkarpackiego – 5, małopolskiego – 4, z zachodniopomorskiego, opolskiego i lubuskiego – po 3, z lubelskiego, pomorskiego, wielkopolskiego, śląskiego – po 2, z reszty – po 1, nieprawidłowości związane z użyciem środków ochrony roślin stwierdzono w 27,1%, w tym 2,1% – dotyczyło przekroczeń NDP. Najwięcej przekroczeń stwierdzono w wiśniach i jabłkach.

W latach 2015, 2016, 2017 procent nieprawidłowości wynosił odpowiednio: 12, 13,5, 25, a procent przekroczeń: 0,4, 1,7, 2,1. Czyli mimo ciągłego apelowania, licznych spotkań – jesteśmy na fali wzrostowej w tym niechlubnym procederze. Jeśli weźmie się pod uwagę, że te dane w skali całej polskiej produkcji mogą być proporcjonalne, to….

I deklaracje podczas debaty (fot.) na temat możliwości wyprodukowania owoców bez pozostałości, że “młodzi wiedzą jak to zrobić i sobie poradzą” – nie przekonują. Zdaję sobie sprawę, że produkcja żywności dla dzieci jest restrykcyjna i można te wymagania spełnić, że polscy producenci porzeczki czarnej czy borówki wysokiej, eksportujący przetworzone owoce (mrożonki) do USA czy Japonii potrafią dostarczyć perfekcyjny pod kątem wymagań towar (mimo niewysokiej jego ceny, myślę o porzeczce), ale nie wszyscy. Nie chce się wierzyć, że środowisko sadowników samo sobie z tym poradzi, skoro wyniki badań pozostałości są – eufemistycznie – „niepocieszające”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Proszę podać swoje imię
Wpisz swój komentarz

Polityka Prywatności