Dzień Otwartych Drzwi w Dąbrowicach

    Plantpress Sp. z o.o.

    Po raz 13 sadownicy mieli okazję przyjrzeć się w praktyce pracom, jakie prowadzą w Sadzie Doświadczalnym w Dąbrowicach naukowcy z Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa im. Szczepana Pieniążka w Skierniewicach. Wspomniany sad został oficjalnie włączony do struktur Instytutu w 1951 roku i obecnie zajmuje około 65 hektarów. Jest największym sadem doświadczalnym w strukturze tej placówki. Zgrupowano w nim ponad 200 doświadczeń oraz kolekcje wszystkich gatunków roślin sadowniczych i jagodowych ze strefy umiarkowanej. Zwiedzaniu sadu towarzyszyła wystawa środków produkcji dla sadownictwa prezentowanych przez dostawców z całej Polski (fot. 1).

    Tegoroczne spotkanie było być może ostatnim Dniem Otwartych Drzwi w Dąbrowicach w dotychczasowej formie, gdyż jak informował otwierający spotkanie prof. dr hab. Edward Żurawicz, planowane jest połączenie dwóch skierniewickich jednostek – Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa oraz Instytutu Warzywnictwa – w jeden Instytut Ogrodnictwa. Jeżeli ten pomysł zostanie przeforsowany na szczeblu ministerialnym, kolejny Dzień Otwarty będzie już na pewno inny.

    „Głowa do góry, tragedii nie będzie”

    W ten sposób najbliższy sezon podsumował prof. dr hab. Augustyn Mika z ISK (fot. 2), polemizując z sadownikami, którzy w rozmowach najczęściej stwierdzali, że będzie bardzo źle. Profesor Mika tłumaczył, „że zima nie wyrządziła poważnych szkód i nie mieliśmy przymrozków wiosennych. Wprawdzie kwitnienie sadów przypadło na okres długiej i zimnej wiosny, ale okres kwitnienia nie jest czynnikiem decydującym o wysokości plonów”. Według profesora Miki, zbiory jabłek będą o 20-30% mniejsze niż w ubiegłym roku, bo wiele drzew ma skłonność do przemiennego owocowania, a w tym roku ta wada dotknęła głównie ‘Jonagolda’, stąd tych jabłek zbierzemy mniej. Na drzewach na początku czerwca zawiązków nie było wprawdzie widać w dolnych częściach korony, ale (może nie we wszystkich rejonach) sporo było ich w górnych partiach. Bardzo słabo zawiązał też ‘Ligol’ . Nie ma natomiast problemów z liczbą zawiązków u ’Idareda’. Przerzedzać trzeba będzie też ‘Šampiona’ i ‘Pinovę’, podczas gdy ‘Gala’ i ‘Elise’ mają z reguły zawiązków w sam raz. „Za miesiąc jabłka wyjdą spod liści” (fot. 3) przekonywał prof. Mika. Dodał też, że tak jak trzeba zawiązały owoce śliwy i czereśnie. Problem może być z wiśniami, ale głównie z powodu zaniedbań sadowników w ochronie sadów, na co wpływ miały niskie ubiegłoroczne ceny wiśni. Sady zaniedbane przetrzebiła monilioza, rak bakteryjny i inne choroby. Zamiast 200 tys. ton (zbiory w 2009 r.) wiśni, w bieżącym sezonie zbierzemy ich około 150 tys. ton. Tam, gdzie sady były dobrze chronione, drzewa zawiązały wystarczająco dużo owoców (fot. 4). „Ceny powinny wiec być dobre, bo zapasów wiśni nie ma”, kontynuował prof. Mika.

    „Czają się mszyce”

    Jakość owoców będzie zależeć od pogody oraz prawidłowej ochrony, mówił prof. Remigiusz Olszak z ISK. W tym sezonie dużym zagrożeniem są przędziorki, którym wprawdzie pogoda przedłużyła cykl rozwojowy, ale gdy się poprawi mogą być problemy z tymi szkodnikami. Profesor Olszak przestrzegał sadowników przed stosowaniem do zwalczania przędziorków preparatów olejowych „z demobilu”, gdyż w ten sposób sami sobie szkodzą. Dodał też, że w tym roku „czają się mszyce”. Zdaniem prof. Olszaka, należy zwrócić uwagę na zagrożenie ze strony mszycy jabłoniowej, gdyż być może wytworzyła ona już rasy odporne na stosowane pestycydy. Wylot owocówki jabłkóweczki przewidywano na okres po 15 czerwca. Cały czas sadom zagrażają zwójkówki, a gruszom także miodówki. Na plantacjach czereśni, a coraz częściej także wiśni, głównym szkodnikiem była dotąd nasionnica trześniówka. Niestety do Polski przywędrował już kolejny gatunek wyrządzający szkody na czereśniach i wiśniach – Rhagoletis cingulata. To jeden z najgroźniejszych gatunków nasionnicy (jego szkodliwość jest większa niż nasionnicy trześniówki), który dotychczas czynił spustoszenia w sadach Ameryki Północnej.

    „Z chorobami jest tragedia”

    Informowała doc. dr hab. Anna Bielenin z ISK (fot. 5). Tegoroczna pogoda wyjątkowo sprzyjała rozwojowi parcha jabłoni, a równocześnie utrudniała sadownikom wjazd do sadów. Sporo jest sygnałów o uszkodzeniach mrozowych drzew sadzonych jesienią ubiegłego roku. Były sady, gdzie wypadła nawet połowa materiału. Problemem w tym przypadku było osłabienie drzew, które wiosną zostały porażone przez patogeny zwykle nie są groźne (np. grzyby z rodzaju Cytospora). W niechronionych sadach wiśniowych można dostrzec nawet do 100% pędów zamierających na skutek porażenia drzew przez brunatną zgniliznę drzew pestkowych. W tym roku dotknęła ona także morele i – po raz pierwszy – niektóre odmiany śliw (zamierają kwiaty, krótkopędy i całe gałęzie). Zdaniem docent A. Bielenin, można się także spodziewać objawów tej choroby na owocach śliw, stąd niezbędne są opryski. W tym roku we znaki dała się sadownikom szara pleśń, która porażała nie tylko truskawki, ale i porzeczki czarne oraz czerwone. Na tych krzewach grzyb początkowo atakował kwiaty, a z nich przerastał potem do pędów i powodował ich zamieranie. „Straty mogą być duże. Dobrze, że pojawił się preparat Signum 33 WG, którym należy opryskiwać porzeczki zanim pędy położą się pod ciężarem owoców” dodała docent Bielenin.

    Samych wiśni ponad 180 odmian

    Do zwiedzania doświadczeń odmianowych w sadzie (ponad 4500 odmian, w tym 180 samych wiśni) zachęcała dr Elżbieta Rozpara, która oprowadzała zainteresowanych, m.in. po kolekcji odmian czereśni (fot. 6). Podkreślała, że rok był ciężki dla szkółkarzy, bo przemarzły podkładki i oczka, a jeszcze większe szkody poczynił lód, który wiosną wyłamywał oczka. W doświadczeniach prowadzonych w Dąbrowicach widać duże różnice w przemarznięciach. Pierwsza, grudniowa fala mrozów uszkodziła sporo korzeni. Takie drzewa wiosną rozwijały liście, które jednak szybko więdły. Druga fala niskiej temperatury przyszła na szczęście w okresie głębokiego spoczynku drzew. Uszkodzone zostały nasady pąków moreli, a brzoskwinie zawiązały owoce tylko z najpóźniej rozkwitających pąków. W przypadku czereśni przemarzły młode nasadzenia odmiany ‘Sweetheart’ (a także ‘Lapins’), którą interesowało się wielu sadowników.

    Dr Rozpara zwracała uwagę, aby z sadów czereśniowych nie „robić kolekcji odmian”, bo to utrudnia później zbyt owoców, zwłaszcza gdy myśli się o ich eksporcie. Według niej, za około 3 lata asortyment odmian tego gatunku powinien się wzbogacić po zakończeniu prowadzonych obecnie prac doświadczalnych. Z ciekawie zapowiadających się kreacji, dr Rozpara wymieniała, m.in. czeskie odmiany ‘Justyna’ i Jacinta’ oraz ukraińskie ‘Wypustnica’ i ‘Walerija nr 3’. Owoce tych ostatnich nie pękały w ubiegłym roku. W bieżącym spękania można było już zobaczyć na owocach pierwszych dojrzewających w Dąbrowicach odmian (fot. 7). Dr Rozpara radziła też zwrócić uwagę na deserowe odmiany wiśni, o dużych twardych i trwałych w obrocie owocach (np. ‘Czudowiśnia’ z Ukrainy czy węgierska ‘Erdi Botermo’).nPodczas wycieczki po sadzie można było zobaczyć m.in. nasadzenia śliw do zbioru kombajnowego przez otrząsanie i zbiór na płachty. Profesor A. Mika zwracał uwagę na pracochłonność formowania takich drzew (fot. 8).

    Wyniki 6-letnich doświadczeń z użyciem siatek przeciwgradowych dla jabłoni (fot. 9) przybliżył dr Zbigniew Buler. W Dąbrowicach używano siatek białych, czarnych i szarych. Białe zabierają 8-10% światła, czarne i szare – do 20%. To największa wada siatek, gdyż pod nimi o połowę słabsze było wybarwienie owoców (nierównomierne i mało intensywne), np. u ‘Jonagoreda’ były bladoczerwone. Jabłka były też w większości mniejsze niż w kwaterze kontrolnej bez siatek, zawierały mniej cukrów oraz miały mniejszą jędrność. Zaletą siatek – oczywiście poza ochroną przed gradem – jest natomiast lepsze owocowanie jabłoni, które dobrze się czują w rozproszonym świetle.

    Premiera opryskiwacza EDAS

    Na wystawie maszyn i środków produkcji można było obejrzeć nawigowany opryskiwacz do środowiskowo bezpiecznej ochrony sadów o nazwie EDAS (Environmentally Dependent Application System), który jak tłumaczył prof. dr hab. Ryszard Hołownicki wytycza nowe trendy w sadownictwie. Urządzenie powstało w wyniku pracy międzynarodowego zespołu pod kierownictwem dr. Grzegorza Doruchowskiego. To pierwszy opryskiwacz z asymetryczną regulacją sterowania strumienia powietrza (można „dmuchnąć” nieco mocniej w kierunku, z którego wieje wiatr). Zaletą systemu EDAS jest też lokalizowanie opryskiwacza za pomocą nawigacji satelitarnej z korekcją sygnału DGPS, pomiar prędkości i kierunku wiatru mierzony stacjonarnie za pomocą anemometru ultradźwiękowego oraz automatyczna regulacja parametrów zabiegu w zależności od pozycji opryskiwacza oraz prędkości i kierunku wiatru.

    Pamiętajmy o wapniu

    W tym roku wiosna była mokra i drzewa mogą cierpieć z powodu niedoboru wapnia, informował doc. dr hab. Eugeniusz Szwonek  z ISK. Tłumaczył, że w normalnych warunkach opadowych do głębszych warstw gleby przemieszcza się do 240 kg CaO, w bieżącym sezonie sporo wapnia „wyjdzie” więc poza zasięg systemu korzeniowego drzew i na glebach mokrych korzenie roślin nie będą mogły go pobrać. Wapń trzeba więc będzie uzupełniać dolistnie, aby owoce dobrze się przechowywały. Dr Szwonek zwracał też sadownikom uwagę na nowe źródła substancji organicznej – nawozy Biorol i Biogleb pochodzące z recyklingu miejskiego i przebadane w Instytucie. Zdaniem tego prelegenta, mogą one pomoc w poprawie właściwości fizykochemicznych gleb. Radził również przyjrzeć się supersorbentom, które są dobrym rozwiązaniem w suche lata i dały bardzo dobre wyniki w kwaterach doświadczalnych czereśni.

    fot. 1-10. W Górka