Introdukcja dobroczynka gruszowego

    Agrosimex sp. z o.o.

    Przędziorki i pordzewiacze to groźne szkodniki roślin sadowniczych. W wielu polskich sadach wymagają wykonania w sezonie 2, 3, a nawet 4 zabiegów zwalczających. Prawie każdego roku wielu sadowników zostaje zaskoczonych szkodami, jakie potrafią uczynić w sadach: obniżeniem jakości plonu (gorsze wybarwienie owoców, ordzawienia skórki) i jego wielkości (ograniczona fotosynteza, niższa produkcja asymilatów, obniżenie jakości pąków kwiatowych; fot. 1). W sadach ekstensywnych lub prowadzonych zgodnie z zasadami Integrowanej Produkcji szkodniki te nie są problemem z uwagi na licznie występujące owady pożyteczne, które utrzymują ich populacje na niskim poziomie. Gatunkiem, który można wprowadzić do każdego sadu i najbardziej przydatnym w praktycznym zastosowaniu walki biologicznej z przędziorkami i szkodliwymi szpecielami od lat jest bardzo efektywny drapieżca, dobroczynek gruszowy (Typhlodromus pyri) z rodziny dobroczynkowatych (Phytoseiidae).

    Trochę historii

    Masową hodowlę i introdukcję dobroczynka gruszowego w Polsce rozpoczęto na początku lat 90. ub.w. w Instytucie Sadownictwa i Kwiaciarstwa w Skierniewicach, co było ogromną zasługą prof. Edmunda Niemczyka. Na Kujawach, w ramach wdrażania metod Integrowanej Produkcji, podejmowano w tym czasie próby rozpowszechnienia tego drapieżnego roztocza w sadach jabłoniowych. Na Zachodzie Europy pierwsze introdukcje były wykonywane z dobrym skutkiem już w latach 80. ub.w. Obecnie z metody tej korzystają sadownicy z USA, Kanady, Nowej Zelandii i Australii.

    Niestety w wielu polskich sadach dobroczynek dość szybko wyginął, gdyż sadownicy powszechnie stosowali łatwo wtedy dostępne, bardzo toksyczne dla niego preparaty chemiczne. Obok pyretroidów, powszechnie stosowane były wówczas preparaty fosforoorganiczne. Na Kujawach, z uwagi na problemy w ochronie sadów przed przędziorkami i pordzewiaczami, powrócono do wykorzystania dobroczynka gruszowego i w ciągu ostatnich 3–4 lat ponownie podjęto kilka prób wprowadzenia go w młodych kwaterach jabłoni. Jak się okazywało po dwóch lub trzech sezonach – z bardzo dobrym skutkiem.

    Powody ponownego zainteresowania

    Najpowszechniej zabieg introdukcji przyjął się w sadach jabłoniowych, ale metodę tą można wdrażać również w sadach gruszowych, wiśniowych, czereśniowych, morelowych,  brzoskwiniowych oraz na plantacjach jagodowych (fot. 2). Liczba akarycydów, którymi dzisiaj dysponują sadownicy jest bardzo mała, a do ochrony niektórych gatunków brak jest jakichkolwiek. Ponadto do walki z wieloma szkodnikami polecane są tylko i wyłącznie pyretroidy, po które producent sięga, bo nie ma alternatywy. W ten sposób ogranicza się naturalnych drapieżców i wpływa na niekontrolowany rozwój przędziorków i szpecieli, których potem nie ma czym zwalczać.

    Problem z przędziorkami w niektórych uprawach wymaga pilnego rozwiązania. Jedną z możliwości są rejestracje pozaetykietowe akarycydu dla upraw małoobszarowych, a drugą – próby introdukcji dobroczynka gruszowego. Niestety, póki co producenci podejmują nielegalne próby ochrony drzew i plantacji niezarejestrowanymi akarycydami, co skutkuje niedozwolonymi pozostałościami pestycydów w owocach.

    Problemy ze skutecznym zwalczaniem przędziorków od lat notowane są w sadach jabłoniowych, mimo, że dla tego gatunku zarejestrowanych jest najwięcej akarycydów. Jest kilka przyczyn tych problemów. Jedną z nich jest globalne ocieplenie klimatu, coraz dłuższe okresy suchej i upalnej pogody latem, co sprzyja tej ciepłolubnej grupie szkodników. Inną przyczyną jest okresowo w sezonie utrzymująca się wysoka temperatura powietrza, co wpływa na przyśpieszenie tempa rozwoju populacji pordzewiaczy i przędziorków i wystąpienie w krótkim czasie silnej presji ze strony tych szkodników (w takich warunkach łatwo przegapić optymalne terminy do przeprowadzenia skutecznej ochrony).

    Kolejną przyczyną narastających od lat kłopotów z tą grupą szkodników jest wytworzenie w wielu polskich sadach ras odpornych lub mniej wrażliwych na niektóre akarycydy. Przędziorkom często towarzyszy szpeciel – pordzewiacz jabłoniowy. Gatunek ten również lubi długie okresy ciepła i suchej pogody, ponadto „działa podstępnie”, gdyż jest bardzo mały i do jego obserwacji konieczny jest binokular lub lupa o powiększeniu co najmniej 30-krotnym. Potrafi więc zaskoczyć sadownika, niewykonującego regularnych lustracji sadu. Notowany jest częściej na niektórych odmianach jabłoni (głównie ‘Šampion’, ‘Jonagold’, ‘Idared’, ‘Elstar’, ‘Ligol’). Pordzewiacze spotykane są także na śliwach, ale również na wiśniach i czereśniach (niestety nie ma zarejestrowanych akarycydów do walki z nimi na tych gatunkach sadowniczych, ponadto nie zostały jeszcze opracowane progi zagrożenia). Jest to stosunkowo nowy problem, odnotowywany dopiero od kilku sezonów.

    Introdukcja a ochrona

    Zainteresowanie sadowników introdukcją dobroczynka gruszowego rośnie. Jednak jego wprowadzenie do sadów wiąże się z koniecznością dopasowania ze względu na niego chemicznej ochrony, głównie przed szkodnikami. Od dnia 1 stycznia 2014 r. wszystkich profesjonalnych użytkowników środków ochrony roślin obowiązywać będzie Integrowana Ochrona, która polega m.in. na wykorzystaniu w walce ze szkodnikami metod biologicznych. Introdukcja dobroczynka gruszowego i wykorzystanie go w ograniczaniu szkodliwych roztoczy – przędziorków i szpecieli jest jedną z takich metod, która idealnie wpasowuje się w te (za chwilę obowiązujące) trendy w ochronie roślin.

    Biologia drapieżcy

    Stadium zimującym są samice ukryte w szczelinach kory na krzewach i drzewach. Wiosną, w miarę wzrostu temperatury, uaktywniają się i przechodzą ze schronisk zimowych w stronę pąków liściowych i rozwijających się liści, co przypada w okresie pękania pąków kwiatowych (w kwietniu). W czasie jednego sezonu wegetacyjnego rozwijają się 3, a czasami 4 pokolenia tego drapieżcy. Jesienią samice zaprzestają składania jaj i przechodzą z liści na korę poszukując schronienia. Samice dobroczynka gruszowego są nieco mniejsze od przędziorków, mają długość około 0,3 mm (samce są jeszcze mniejsze). Do ich lepszej obserwacji wskazane jest posługiwanie się lupą laboratoryjną o powiększeniu 10- lub 20-krotnym. Występują głównie na dolnej stronie liści, a więc tam, gdzie najczęściej żerują przędziorki i szpeciele. Dorosłe dobroczynki są jasnożółte, błyszczące, kształtu jajowatego. Osobniki, które odżywiają się przędziorkami o czerwonej barwie, mogą okresowo zmienić zabarwienie na różowe. Cechą charakterystyczną dla tego drapieżcy jest ruchliwość i szybkie przemieszczanie się na liściu.

    W rozwoju dobroczynkowatych występują kolejno: jaja (białawe, matowe, o elipsoidalnym kształcie), larwy (mają trzy pary odnóży), protonimfa, deutonimfa i osobniki dorosłe (cztery pary odnóży). Drapieżne są wszystkie stadia ruchome. Jedna samica może złożyć w ciągu swojego życia kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt jaj. W sadach jabłoniowych dobroczynek gruszowy odżywia się głównie różnymi gatunkami przędziorków i szpecielami. Samica dobroczynka może wyssać dziennie około 10–15 osobników dorosłych i młodocianych lub 30 jaj przędziorków i około 30 szpecieli, a w ciągu życia – kilkaset, ponadto stwierdzono, że więcej osobników unieszkodliwia niż zjada.

    Nie należy obawiać się, że dobroczynkowi może zabraknąć pokarmu w sytuacji niskiej populacji przędziorków i pordzewiaczy na danej kwaterze. Dobroczynek gruszowy żywi się również pyłkiem kwiatowym, może zjadać strzępki grzybni, jaja i spadź mszyc. Może także wysysać sok z liści jabłoni, nie czyniąc jednak żadnych widocznych uszkodzeń na nich. Źródłem dodatkowego pokarmu dla dobroczynka może być też naturalna roślinność w sąsiedztwie sadu. Dzięki temu entomofag nie wymiera z powodu niewystarczającej bazy pokarmowej. Jego śmiertelność jest najczęściej wynikiem niewłaściwego postępowania sadownika.

    Podczas surowych zim, w zależności od spadków temperatury i czasu ich trwania, część populacji zimujących samic może zginąć. Czasami więc poleca się zdejmowanie opasek późną jesienią (zakładając, że dobroczynek wykorzysta obecność opasek jako miejsce swojego zimowego schronienia) i ich bezpieczne przechowywanie w chłodnym pomieszczeniu. Jednak nie jest to powszechną praktyką.

    Termin introdukcji

    Optymalny czas na wprowadzenie dobroczynka do wybranych kwater to bardzo wczesna wiosna – przed nabrzmiewaniem pąków. Termin wywieszenia opasek czasami może być zależny od zastosowania preparatów olejowych przeciwko formom zimującym przędziorka owocowca – opaski z dobroczynkiem gruszowym należy wówczas wywiesić po kilku dniach od opryskiwania, ale najlepiej nie później niż w pierwszej połowie kwietnia (co w obecnym sezonie przedłużającej się zimy jest trudne do spełnienia). Czekając jednak na odpowiedni moment do zakładania opasek, należy je przechowywać w chłodnym (temperatura 1–3°C) i ciemnym pomieszczeniu. Dobroczynek bezpośrednio po introdukcji jest odporny na występujące w okresie wegetacji niekorzystne warunki pogodowe, chłody i deszcze.

    „Dawkowanie” opasek

    W sadach jabłoniowych poleca się 1500–3000 opasek na hektar, w zależności od wieku i wielkości drzew: w młodych i intensywnych sadach zaleca się powiesić 1 lub 2 opaski na co drugie drzewo (w kujawskich sadach stosowano niezbędne minimum, a więc jedną opaskę na co drugie drzewo), w starszych sadach wymagane są już 2 lub 3 opaski na drzewo, co podnosi koszty introdukcji. Opaski filcowe lub tkaniny z dobroczynkiem powinno się ściśle przywiązać do pnia lub bocznej gałęzi drzewa, aby powierzchnia styku opaski z korą drzewa była jak największa, co umożliwi roztoczom sprawne przejście z pasków na rośliny (fot. 3). Można też użyć zszywaczy do zamocowania opaski na pniu, lub – aby nie ranić drzewa –opaskę owinąć wokół bocznego konaru (najlepiej na wysokość około 1 m nad powierzchnią gleby) i zszywką spiąć naciągnięty filc, tak aby przylegał do tkanki drzewa. Drapieżcę można również wprowadzić na kilkadziesiąt drzew w środku kwatery, z nadzieją, że po 3–5 latach rozprzestrzeni się z wiatrem w całej kwaterze.

    Przed introdukcją

    Introdukcję można planować w kwaterach niezależnie od ich wieku, jednak biorąc pod uwagę koszty tego zabiegu, lepiej zacząć od 2- lub 3-letnich. Wprowadzenie dobroczynka w roku sadzenia drzew też jest możliwe, jednak pod warunkiem dokładnego sprawdzenia materiału szkółkarskiego na obecność pordzewiaczy lub jaj owocowca. Kupiony w kwalifikowanej szkółce materiał powinien być teoretycznie zdrowy, jednak w praktyce bardzo często spotyka się młode kwatery już na starcie silnie porażone przez szpeciele. Przy takiej nierównowadze pomiędzy szkodnikami a dobroczynkiem konieczne jest zastosowanie przynajmniej dwóch zabiegów zwalczających pordzewiacze, co nie pozostanie bez negatywnego wpływu na populację dobroczynka. W roku introdukcji drapieżcy, szczególnie niekorzystne jest wykonywanie zabiegów (nawet niektórymi, bardziej selektywnymi akarycydami) wczesną wiosną, również przed i tuż po kwitnieniu jabłoni, ponieważ w tym czasie występują głównie zapłodnione samice, które przezimowały i dopiero składają jaja. Ograniczanie ich liczebności w tym okresie może spowodować, że próba introdukcji po prostu się nie powiedzie. Dlatego przed podjęciem decyzji o introdukcji na danej kwaterze należy ją bardzo dokładnie obserwować rok wcześniej, aby ocenić wielkość populacji przędziorków i pordzewiaczy. Jeśli te przekroczą próg zagrożenia, wówczas wymagane jest zastosowanie skutecznej metody chemicznej, aby wielkość populacji tych szkodników znacznie zredukować (w momencie introdukcji dobroczynka gruszowego populacja przędziorka owocowca musi być na niskim poziomie – około jeden przędziorek na liść). W sadach, w których nie było przędziorków, a przeoczono występowanie pordzewiaczy, dobroczynek w pierwszym roku po introdukcji nie poradzi sobie w skutecznym ich ograniczaniu (co wymusi na sadowniku sięgnięcie po akarycydy).

    Sposoby introdukcji do sadów jabłoniowych

    Opaski z zimującymi w nich samicami dobroczynka są zamawiane rok wcześniej przed introdukcją, a przesyłane do gospodarstw zimą lub wczesną wiosną. W dogodnym dla sadownika terminie, przy sprzyjającą pogodzie, zawiesza się je na drzewach. Wcześniej wskazane jest jednak wykonanie jeszcze jednej lustracji przed pękaniem pąków, aby ocenić liczebność jaj owocowca i ewentualne zagrożenie z jego strony (jest to ważne szczególnie wtedy, jeśli końcówka lata i jesień w poprzednim roku były bardzo ciepłe, co niosłoby ze sobą ryzyko niekontrolowanego wzrostu populacji szkodnika w tym okresie). Jeśli okazałoby się, że ilość jaj owocowca przekracza próg zagrożenia, można jeszcze rozważyć wczesnowiosenne zastosowanie oleju mineralnego na jaja i wylęgające się larwy i dopiero po kilku dniach od zabiegu zaplanować zakładanie opasek. Do tego czasu nie wolno przetrzymywać opasek w zbyt ciepłym pomieszczeniu, gdyż jest duże ryzyko, że samice dobroczynka uaktywnią się, opuszczą opaski i bez pokarmu zginą (bodźcem jest światło i wyższa niż wymagana temperatura otoczenia). Będąc już w sadzie dobroczynek przemieszcza się w sposób czynny lub bierny z prądami powietrza. Jeśli nie zaistnieją warunki niesprzyjające dla jego rozwoju, populacja rozmnaża się i stopniowo powiększa. Po trzech, czterech i w następnych latach będzie już możliwa introdukcja na kolejnych kwaterach bez konieczności zakupu nowych opasek (możliwa i polecana przy średniej liczebności 0,5–1 dobroczynka na liść). Polega ona na ścinaniu pędów z zasiedlonych wcześniej drzew podczas cięcia letniego i przenoszeniu ich do kolejnych zaplanowanych do introdukcji kwater. Tam nakłada się je na gałęzie drzew (przynajmniej jeden długopęd na drzewo). Dobroczynki, w miarę wysychania liści na przeniesionym pędzie, przechodzą na liście zasiedlanego drzewa. Trzeba jednak uważać, aby przy okazji nie zawlec do introdukowanej kwatery groźnych szkodników, np. bawełnicy korówki. Termin cięcia letniego pokrywa się w czasie z okresem największej liczebności drapieżcy (lipiec i sierpień). Termin wrześniowy raczej nie jest polecany, gdyż samice dobroczynka schodzą do kryjówek zimowych i ich liczebność w koronie drzewa stopniowo zmniejsza się.

    Z sadu, gdzie wystarczająco namnożyła się populacja dobroczynka, do kolejnej kwatery można też przenosić dobroczynka poprzez zdejmowanie jesienią (założonych kilka sezonów wcześniej opasek filcowych (chociaż nie jest to praktykowane). Zdejmując w odpowiednim czasie opaski z pni drzew i przenosząc je do innych sadów nie doprowadzamy do istotnego obniżenia liczby tych drapieżców w sadzie.

    Po introdukcji

    Lustracje są nieodzowne w roku introdukcji, często spotyka się bowiem sytuacje, że przy zbyt małej populacji dobroczynka (który nie zdążył się jeszcze odpowiednio namnożyć) przewagę zyskują przędziorki lub pordzewiacze. Konieczne jest wówczas wykonanie jednego zabiegu akarycydem. Korekta chemiczna liczebności przędziorków, jeśli będzie właściwie przeprowadzona, nie musi zniszczyć populacji dobroczynka. W praktyce bardzo dobrze sprawdzał się Envidor 240 SC zastosowany kilka tygodni po kwitnieniu. Na liście selektywnych akarycydów, dopuszczonych w Produkcji Integrowanej jest również Ortus 05 SC. W kwaterach porażonych przez pryszczarka można też zastosować Movento 100 SC, który wprawdzie nie ma rejestracji na przędziorki, ale zastosowany np. przeciwko pryszczarkom (jest to szkodnik groźny w młodych nasadzeniach), ogranicza również roztocza i według badań niemieckich jest selektywny dla dobroczynka. Z moich obserwacji wynika, że jeden zabieg wykonany latem jest najczęściej wystarczający. Czasami konieczne jest jeszcze wykonanie pojedynczych zabiegów akarycydami w drugim lub trzecim sezonie po introdukcji. Potem przędziorek owocowiec i pordzewiacze są już pod kontrolą drapieżnika i zabiegi chemiczne nie są już potrzebne.

    W roku introdukcji drapieżcy, szkodniki powinny być zwalczane preparatami selektywnymi lub częściowo selektywnymi. Szczególnie rozsądnie należy korzystać z preparatów owadobójczych wczesną wiosną, przed i krótko po kwitnieniu jabłoni (zapłodnione samice zaczynają składanie jaj). Rozważnie należy dobierać również fungicydy.

    Środki niszczące mniej niż 25% populacji dobroczynka uważa się za nietoksyczne dla drapieżcy (1), niską toksyczność mają te, które redukują populację w zakresie 20–50% (2), do grupy toksycznych (3) zaliczane są te niszczące 50–75% populacji, a bardzo toksycznych – powyżej 75% (4). Do ochrony sadów w ramach IPO dopuszcza się preparaty z pierwszych trzech grup. Wśród fungicydów szczególnie niepożądane są te zawierające mankozeb i benzimidazol. Fungicydy z grupy czwartej mogą być stosowane dopiero po ustabilizowaniu się liczebności drapieżcy – najlepiej jeden raz w sezonie. Preparaty siarkowe zaliczane są do grup 1–3 i dopuszczone do jednorazowego wykorzystania w sezonie. Z kolei w grupie insektycydów należy zrezygnować ze stosowania preparatów fosforoorganicznych i pyretroidów. Większość preparatów w mniejszym czy większym stopniu ogranicza liczebność drapieżcy, w związku z tym częstotliwość ich wykorzystania w sezonie powinna być dostosowana do wielkości populacji drapieżnych roztoczy. Tam, gdzie jest ich mało, zastosowanie nawet częściowo selektywnych preparatów może spowodować prawie całkowite zniszczenie populacji dobroczynka. Selektywność preparatów dla drapieżnych roztoczy nie jest równoznaczna z taką samą selektywnością dla innych owadów pożytecznych. Różnicowanie ochrony w kwaterach z dobroczynkiem w stosunku do pozostałych kwater jest dla sadownika pewnym ograniczeniem i kłopotem (konieczność oddzielnie wykonywanych i częstszych lustracji kwater z dobroczynkiem). Dlatego wielu sadowników ciągle waha się przed wprowadzeniem dobroczynka gruszowego do sadu. A przecież obecność tych drapieżników zmniejsza ilość używanych pestycydów, czego efektem jest obniżenie w przyszłości kosztów ochrony, zmniejszenie pozostałości pestycydów w owocach oraz ochrona innych organizmów pożytecznych. Jest to dobre rozwiązanie w sytuacji ograniczeń w doborze akarycydów i wobec wkrótce obowiązujących przepisów Integrowanej Ochrony.

    Przyjęcie się dobroczynka w danej kwaterze należy sprawdzać, aby wiedzieć, czy dana ilość drapieżcy da gwarancję utrzymania szkodników na wystarczająco niskim poziomie. W tym celu z 20 zasiedlonych drzew należy pobrać po 5 liści i ocenić ilość osobników dobroczynka. Zagęszczenie drapieżcy do 20 sztuk na 100 liści (1 osobnik/5 liści) wskazuje na udaną introdukcję (jak się okazuje, nie musi być więc duże, aby spełniał on swoje zadanie w sadzie).

    W praktyce

    W ciągu 2 lub 3 lat po introdukcji na danej kwaterze jest szansa na utworzenie się silnej populacji dobroczynka, zdolnej utrzymać ilość przędziorków poniżej progu ekonomicznego zagrożenia, co potwierdziło się w kujawskich sadach. W sadach jabłoniowych porażonych wyłącznie przez przędziorka chmielowca (Tetranychus urticae) czasami trzeba więcej niż 2 lub 3 lata, aby drapieżca ograniczył populację tego szkodnika do bardzo niskiego poziomu. Dobroczynek utrzymywał przędziorki na bezpiecznym, niskim poziomie (średnio 0,1–0,5 osobnika na jeden liść przez cały okres wegetacji), a więc znacznie niższym od przyjętego progu zagrożenia (dla przędziorków jest to średnio 3 osobniki do połowy lipca, a po tym okresie 7 i więcej osobników na liść). W takich kwaterach nie stwierdzano również enklaw czy miejsc z kilkoma silnie zaatakowanymi drzewami, z czym tak często spotykamy się w sadach (gdzie prowadzona jest tylko walka chemiczna), a to zmusza sadowników do kolejnych zabiegów (i prowadzi do jeszcze szybszego powstawania odporności). W introdukowanych sadach, po kilku latach stosowania tylko preparatów selektywnych i częściowo selektywnych, obok dobroczynków stwierdza się również inne pożyteczne roztocza np. dobroczynkę jabłoniową (Zetzelia mali) lub maleńkie, ruchliwe roztocza z rodziny Tydeidae.

    fot. 1–3 B. Błaszczyńska