O sprzedaży i promocji polskich jabłek

    Rozmowa z Mirosławem Maliszewskim, posłem na Sejm i prezesem Związku Sadowników Rzeczpospolitej Polskiej.

    Panie Prezesie, w tym roku polscy sadownicy chyba nie mają większych problemów ze zbytem jabłek. Czy może Pan już ocenić kończący się powoli sezon sprzedaży jabłek?
    Mirosław Maliszewski: Choć do końca sprzedaży jabłek pozostało jeszcze trochę czasu, to już dziś możemy powiedzieć, że pod względem cenowym cały sezon można zaliczyć do udanych. Oczywiście ocenę tę należy wiązać z rozmiarami produkcji, która zarówno w Polsce, jak i w innych liczących się na rynku krajach nie była wysoka. Spadek plonów w stosunku do średniej wieloletniej był w naszym kraju szczególnie widoczny. W wielu gospodarstwach zbiory były na tyle niskie, że nawet ten znaczący wzrost cen nie poprawił ich dochodowości. Natomiast tam, gdzie plony były na przyzwoitym poziomie, można mówić o dobrym sezonie. Nawet – co jest ostatnio prawdziwą rzadkością – ceny skupu jabłek do przetwórstwa były atrakcyjne. Jeśli zaś chodzi o handel wiosną, uważam, że jest niemal pewne, że to, co jest jeszcze zmagazynowane w chłodniach, sprzedamy po atrakcyjnych cenach. Przy założeniu, rzecz jasna, sukcesywnej sprzedaży, bez oczekiwania na nadzwyczajne „hity” cenowe. Obecnie na wielu rynkach (np. rosyjskim) spotykamy się z barierą cenową zakupu jabłek. Wielu tamtejszych konsumentów nie stać bowiem na zakup drogich jabłek. Stąd m.in. decyzja władz Federacji Rosyjskiej o zniesieniu cła na import tych owoców.

    W tym roku Związek Sadowników RP wspólnie z TRSK realizuje pilotażowy projekt pt. „Polskie Jabłka Wysokiej Jakości”. Jaki jest cel tej akcji i jakie korzyści może ona przynieść partycypującym w tym projekcie sadownikom?
    MM: Projekt ten ma charakter pilotażowy. W zasadniczej części jest on finansowany z Funduszu Promocji Owoców i Warzyw. Celem akcji, która w moim odczuciu powinna być kontynuowana w następnych latach, jest przeciwdziałanie niekorzystnym trendom, które zauważamy na rynku jabłek. Pierwszy z nich pokazuje, że Polacy jedzą coraz mniej jabłek, mimo że cena tych owoców w ciągu kilku ostatnich lat spadła. Przeciętny Polak za przeciętne wynagrodzenie może kupić więcej jabłek niż jeszcze przed 10 laty. Tymczasem kupuje mniej. Drugi pokazuje, że mimo stałego podnoszenia jakości naszych jabłek opinia konsumentów jest przeciwna. Nasi rodacy dokonujący zakupów owoców głównie w sklepach wielkopowierzchniowych narzekają na ich smak i przede wszystkim wygląd. Podobnie jest np. w Rosji, gdzie polskie jabłka mają co prawda opinię zdrowych i smacznych, to jednak uważane są za najwyżej średniej klasy. Ma to swoje odzwierciedlenie w cenie sprzedaży, która lokuje nasze jabłka na wyższej półce cenowej niż lokalne odmiany, a jednocześnie na dużo niższej niż owoce z krajów Zachodniej Europy. Projekt ma więc – z jednej strony – promować spożycie polskich jabłek, z drugiej zaś – stworzyć na rynku nowy system jakości. Zakłada oznakowanie jabłek logo Kings & Apples i przyznawanie specjalnego certyfikatu tym producentom, którzy poddadzą się wymaganiom założonym w projekcie. Jestem przekonany, że w niedalekiej przyszłości za jabłka oznaczone tym logo sadownicy będą uzyskiwali wyższe ceny sprzedaży. Warunkiem jest oczywiście kontynuowanie akcji w latach następnych, włączenie się do projektu sadowników, grup i organizacji producentów i co chyba najważniejsze – przestrzeganie wymagań dotyczących jakości. Wiadomo, że na początku będzie trudno sprostać tym wszystkim obostrzeniom. System trzeba bowiem wypromować, a to kosztuje zarówno dużo pracy, jak i pieniędzy.

    Jest to chyba pierwsza tego typu akcja, w której uczestniczą duże polskie grupy producenckie. W tym roku nie mają one większych problemów ze sprzedażą jabłek. Kłopoty mają raczej z niedostateczną ilością lub dostępnością tych owoców. Czy mimo to warto w tym sezonie sprzedawać jabłka z nowym logo?
    MM: Nie możemy zadowalać się jednym, bardzo dobrym i chyba jednak nadzwyczajnym sezonem. Już w nowym sezonie możemy spodziewać się starych, dobrze znanych problemów – oczywiście jeśli będą normalne zbiory jabłek w Europie. Choć rzeczywiście wiosna tego roku nie sprzyja promocji tego projektu, to jednak prawdopodobnie już jesienią zacznie się tradycyjna walka o konsumenta, tak w kraju, jak i za granicą. Aby uzyskać dobre wyniki w handlu, i co ważne – przyzwoite ceny, należy być aktywnym na rynku. Jedną z takich form jest promocja. Cieszy fakt, że uczestnikami programu są grupy producenckie. To właśnie one będą w najbliższych latach kreować politykę sprzedażową. Niemałe środki, które przeznaczono na dofinansowanie ich działalności z budżetu krajowego i unijnego, to, po pierwsze, przywilej, z którego dość powszechnie korzystają, po drugie, także obowiązek dbania o dochody swoich członków. Dziś wiemy, że czasy urzędowego ustalania cen już minęły. Robi to rynek, który można w pewnym stopniu kształtować, np. poprzez pobudzanie potrzeb konsumenta, podnoszenie jego wiedzy i świadomości, wyrabianie nawyków, reklamę danego produktu, informowanie o jego walorach, wprowadzanie systemów jakości, certyfikatów bezpieczeństwa, zdobywanie pozycji rynkowej. Wszystkie te formy aktywności są realizowane u naszych zachodnich konkurentów i dzięki temu nierzadko za taki sam produkt uzyskują oni wyższe niż my ceny. Prowadzenie takich działań jest możliwe tylko we współpracy i przy współuczestnictwie zorganizowanych form gospodarczych – grup i organizacji producentów. Niektóre elementy kształtowania rynku przewidujemy właśnie w programie Polskich Jabłek Wysokiej Jakości.

    Co z tej akcji może dobrego wynikać dla konsumentów?
    MM: Nade wszystko dostęp do bezpiecznej żywości. System przewiduje bowiem przyznawanie certyfikatu tym, którzy produkują i sprzedają jabłka, przestrzegając określonych rygorów. W najbliższych latach Unia Europejska, a także np. Rosja dużą uwagę będą przywiązywały do zdrowotnych walorów żywności, szczególnie tej spożywanej bezpośrednio, nieprzetworzonej, w tym jabłek. Należy się więc spodziewać wprowadzania coraz to nowych wymogów. Osoba sprzedająca nasze produkty będzie musiała mieć wiedzę już nie tylko o samym produkcie, lecz także o metodach, w jakich został wytworzony, jak realizowane było nawożenie danej plantacji, a szczególnie jak prowadzona była ochrona przed chorobami i szkodnikami. Musimy mieć tego świadomość. Konsument będzie coraz bardziej wymagający i będzie go w tym wspierać ustanawiane prawo.

    Jakie widzi Pan szanse realizacji projektu PJWJ w kolejnym sezonie? Czy tak jak planowaliście dzięki ciekawej formie zapakowania i oznaczenia jabłek będą one mogły być bardziej atrakcyjne również dla naszych wschodnich sąsiadów?
    MM: Projekt bezwzględnie musi być kontynuowany. Jednorazowa akcja nie ma sensu. Dobrze, że powołaliśmy Fundusz Promocji, z którego może on być wspierany w następnych latach. Przypomnę, że nie jest to jedyny program promocji. Obecnie realizowane są także akcje „Owoce w szkole” i „5 razy dziennie owoce i warzywa”. Ponadto pod koniec marca br. złożyliśmy wniosek (koszt 4 mln euro) o dofinansowanie promocji spożycia jabłek w Rosji i na Ukrainie. Chcemy pokazać, że polskie owoce są zdrowe, smaczne i wysokiej jakości. To – naszym zdaniem – zwiększy ich spożycie, sprzedaż, a tym samym spowoduje wzrost cen i dochody uzyskiwane przez sadowników.

    Dziękujemy za rozmowę
    K&A fot. M. Maliszewska