Parch jabłoni – podsumowanie ostatniego sezonu

    Uniwersytet Rolniczy w Krakowie

    Ze względu na stosunkowo niewielkie nasilenie objawów parcha jabłoni w większości sadów w sezonie 2012, spodziewano się, że w kolejnym potencjał infekcyjny patogenu będzie znacznie niższy, co niewątpliwie powinno ułatwić ochronę jabłoni przed Venturia inaequalis. Jednak warunki pogodowe panujące w listopadzie i grudniu 2012 r. sprzyjały rozwojowi patogenu w opadłych pod drzewami liściach.

    Śnieg zalegający pod drzewami w wielu regionach sadowniczych zimą 2012 r. spowodował, że gleba była niezamarznięta, zatem grzybnia sprawcy parcha jabłoni w opadłych liściach miała sprzyjające warunki do rozwoju. Po ustąpieniu pokrywy śnieżnej, kolejne tygodnie były suche, bez opadów deszczu. Przebieg warunków pogodowych na początku 2013 r. spowodował zatem późniejsze rozpoczęcie wegetacji, co wiązało się także z opóźnionym rozpoczęciem zabiegów ochrony roślin.
    Pierwsze wysiewy zarodników workowych w minionym sezonie notowano w rejonie centralnej i południowej Polski od 18 do 21 kwietnia. Ze względu na słaby rozwój pąków w tym okresie zagrożenie porażeniem było wówczas znikome. Opady oraz intensywne wysiewy zarodników na początku maja i towarzyszące im okresy krytyczne przyczyniły się do następujących po nich problemów w zwalczaniu parcha jabłoni.

    Przebieg warunków atmosferycznych

    Późne rozpoczęcie wegetacji spowodowane było przebiegiem warunków atmosferycznych, które wpłynęły również na znaczne różnice między poszczególnymi regionami sadowniczymi w Polsce. Wegetacja na południu Polski rozpoczęła się 7–11 dni wcześniej niż w rejonie grójecko-wareckim. Na północy była opóźniona o około 2 tygodnie w porównaniu z rejonem Sandomierza i Lublina. Obserwowano bardzo duże zróżnicowanie w przebiegu warunków atmosferycznych, szczególnie ilości opadów, które miały często charakter lokalny. Stwierdzano również, że w danym rejonie sadowniczym występowały znaczne różnice w przebiegu i intensywności wysiewów zarodników, a także między okresami krytycznymi, w których dochodziło do infekcji. W niektórych miejscowościach do silnych infekcji dochodziło już 28–29 kwietnia, w innych na początku maja. Dodatkowo opady deszczu (w rejonie Sandomierza 1–3 maja) przez zmywanie preparatów utrudniały racjonalną ochronę. Od 4 maja ciągłe opady deszczu w całym kraju uniemożliwiały wręcz wykonanie zabiegów, powodując też zagrożenie silnymi infekcjami. Przebieg warunków atmosferycznych w pierwszych trzech tygodniach maja stworzył optymalne warunki do rozwoju patogenu. Występujące na porażonych liściach objawy chorobowe, które ujawniły się w drugiej połowie maja stanowiły ważne źródło infekcji wtórnych, tym bardziej, że przebieg warunków atmosferycznych w dalszej części sezonu sprzyjał rozwojowi choroby. W wielu regionach czynnikami utrudniającymi wybór skutecznego fungicydu były niska temperatura (poniżej 10°C) i przelotne opady deszczu.

    Potencjał infekcyjny

    Opóźniona wegetacja w minionym sezonie spowodowała przesunięcie intensywnych wysiewów zarodników workowych na fazy zielonego i różowego pąka oraz kwitnienia. W okresie tym rozwijające się młode liście i zawiązki są najbardziej podatne na porażenie. Ze względu na znaczne różnice w przebiegu warunków atmosferycznych obserwowano zróżnicowany rozwój owocników i dojrzewanie askospor w różnych regionach sadowniczych kraju. Były także prawie dwutygodniowe różnice w pierwszych wysiewach zarodników workowych między południem a północą Polski. Znaczne zróżnicowanie w ilości opadów w poszczególnych rejonach sadowniczych miało wpływ na terminy pierwszych i kolejnych wysiewów askospor, ich nasilenie oraz siłę infekcji. Pierwsze wysiewy zarodników workowych notowano w południowej i centralnej Polsce w okresie 18–21 kwietnia. Obfite ich wysiewy, w większości rejonów sadowniczych centralnej i południowej Polski, odnotowano między 2–5 maja, a silne wysiewy zarodników trwały praktycznie do końca maja. W niektórych regionach, w wyniku infekcji w okresie 2–5 maja i braku skutecznego zwalczania, objawy chorobowe pojawiły się już dwa tygodnie później (pomiędzy 16 a 19 maja). Stanowiły one w wielu sadach źródło infekcji wtórnych, których dokonywały zarodniki konidialne powstałe na rozwijających się liściach.

    Okresy zagrożenia

    Najtrudniejszy okres minionego sezonu wegetacyjnego w rejonie Polski południowej i centralnej przypadł pomiędzy 2 a 5 maja. Infekcjom sprzyjały kilkudniowe opady i silne wysiewy zarodników workowych, co doprowadziło do licznych zakażeń. Obecność wrażliwej tkanki liści i szybki jej przyrost przyczyniały się do licznych infekcji. Zmywanie fungicydów, spowodowane przelotnymi lub ciągłymi opadami deszczu, w znacznym stopniu utrudniało prowadzenie racjonalnej ochrony. Kolejny trudny okres na południu Polski to 8–11 maja, kiedy to w większości rejonów obserwowano silne wysiewy zarodników workowych i warunki konieczne do zaistnienia infekcji. Podobnie było w Polsce centralnej i północnej, gdzie skuteczna ochrona była bardzo utrudniona zważywszy na okres kwitnienia drzew oraz obecność wrażliwej na porażenia tkanki liści. Ze względu na opady deszczu, często o charakterze lokalnym, dochodziło do zmycia stosowanych fungicydów. Okresem bardzo groźnym było także kilka dni w III dekadzie maja (20–24), gdy doszło do najsilniejszych w wielu rejonach wysiewów zarodników oraz częstych opadów deszczu. W tym czasie doszło do wielu zakażeń, których skutki były widoczne w pierwszej połowie czerwca (fot. 1 i fot. 2).

    Wystąpienie źródeł infekcji wtórnej w postaci zarodników konidialnych (fot. 3) zwiększyło ryzyko infekcji oraz utrudniło w znacznym stopniu uzyskanie zadawalających wyników chemicznej ochrony roślin.

    Niezamierzone błędy w ochronie

    Sadownicy pod koniec kwietnia 2013 r. wykonywali zabiegi przed zapowiadanymi opadami deszczu i po nich wykorzystując w tym celu preparaty kontaktowe, które były w tym czasie wystarczająco skuteczne. Okres wyjątkowo trudny rozpoczął się na początku maja, gdy długotrwałe opady i sprzyjająca do wysiewu zarodników i infekcji temperatura, przy jednocześnie wrażliwej tkance młodych organów roślinnych i częstym zmywaniu zastosowanych preparatów zapobiegawczych, doprowadziły do zakażeń. Z tego okresu pochodzą objawy chorobowe pojawiające się już w połowie maja. Po zakażeniach w tym czasie należało w większości sadów wykonać zabieg interwencyjny. Wykonanie go jednak w wielu regionach było trudne ze względu na ciągłe opady deszczu lub znaczne zwilżenie liści i niską temperaturę (poniżej 10°C). Kolejne okresy skutkujące porażeniem rozwijających się liści i kwiatów to następne tygodnie maja. Również skuteczna ochrona roślin była utrudniona z powodu silnych przyrostów liści, obecności kwiatów oraz niekorzystnych warunków atmosferycznych, które utrudniały wykonanie we właściwym czasie zabiegów. W tym okresie konieczne było także wykonanie zabiegów interwencyjnych preparatami z grupy IBE. Skuteczne wyniszczenie rozwijającej się grzybni patogenu nie jest łatwe. Sadownicy używali tutaj preparatów z grupy IBE, dodynowych, a także dodynowych łącznie z IBE. Często wykonanie skutecznego zabiegu uniemożliwiały ciągłe opady deszczu, w szczególności po 20 maja. Opadom tym towarzyszyły w wielu sadach masowe infekcje, zarówno przez zarodniki workowe, jak i groźniejsze w tym okresie porażenie wtórne przez zarodniki konidialne. W większości sadów ochrona w kolejnych tygodniach koncentrowała się głównie na opryskiwaniach zapobiegawczych, chroniących rozwijające się zawiązki. Dominowały tutaj preparaty na bazie kaptanu i ditianonu. W sadach o silniejszym porażeniu liści i wystąpieniu objawów na zawiązkach ochrona chemiczna była prowadzona praktycznie do okresu zbioru owoców (fot. 4). Opinie wielu sadowników o niskiej skuteczności niektórych preparatów interwencyjnych (fot. 5) mogą mieć uzasadnienie wynikające przede wszystkim z odporności grzyba Venturia inaequalis na określone substancje aktywne. Często uwagi te dotyczyły preparatów dodynowych.

    W trakcie przechowywania

    Konsekwencją problemów w ochronie przed parchem jabłoni w sezonie wegetacyjnym może być pojawienie się parcha określanego jako przechowalniczy, gdyż rozwija się on dopiero w czasie przechowywania owoców (fot. 6). To zagrożenie jest mniejsze, gdy jabłka przechowywane są w chłodni z KA niż w chłodni zwykłej.

    fot. 1–6 M. Grabowski