Po trudnym sezonie 2013

    doradca sadowniczy Agrosimex

    Parch jabłoni (Venturia inaequalis), mimo, że jest dobrze znany sadownikom, ciągle zaskakuje i nigdy nie wiadomo, czy w kolejnym sezonie uda się z nim wygrać. Nawet najmniejsze niedociągnięcie w prowadzeniu ochrony skutkuje ogromnymi stratami w wielkości plonu i jakości owoców. Jednocześnie generuje dodatkowe koszty związane z koniecznością zintensyfikowania zabiegów chemicznych w drugiej części sezonu oraz w kolejnym roku.

    Posumowanie sezonu 2013

    W minionym roku parch jabłoni bardzo zaznaczył swoją obecność w wielu sadach. Pogoda w drugiej części sezonu i jesienią – mokry wrzesień i bardzo ciepły październik – sprzyjały wtórnym infekcjom konidialnym, w efekcie czego można było zaobserwować w końcówce sezonu kolejne, liczne plamy parcha głównie na spodniej stronie liści wierzchołkowych (fot. 1).

    Ponadto, według dr Beaty Meszki z Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach, wyjątkowo ciepły listopad i grudzień stwarzały bardzo dobre warunki do prawidłowego wytworzenia się otoczni na opadłych pod drzewami liściach. To oznacza obfite źródło infekcji na sezon 2014. Jeśli dodatkowo wystąpią wiosną sprzyjające tej chorobie warunki pogodowe, ochrona w bieżącym roku może być znowu bardzo trudna. Warto więc przypomnieć kilka ważnych elementów strategii walki z parchem.

    Uwarunkowania prawne

    Z regulacji zawartych w szeregu aktów prawnych (zwanych pakietem pestycydowym) wynika m.in. obowiązek stosowania zasad integrowanej ochrony roślin przez wszystkich profesjonalnych użytkowników środków ochrony roślin w Unii Europejskiej od 1 stycznia 2014 r. Każdy zabieg chemiczny powinien być poprzedzony oceną konieczności jego wykonania w oparciu o monitoring i wykorzystywanie wskazań tzw. programów wspomagania decyzji w ochronie.

    W przypadku parcha bardzo ważne jest korzystanie z wszystkich dostępnych metod wspomagających podejmowanie trafnych decyzji w prowadzeniu racjonalnej i skutecznej ochrony chemicznej.

    Sygnalizacja zagrożeń

    Coraz sprawniej funkcjonującym w Polsce systemem monitoringu i ostrzegania sadowników o realnym zagrożeniu ze strony parcha jest sygnalizacja, która nie tylko ułatwia podejmowanie trafnych decyzji dotyczących ochrony, ale pozwala na ograniczenie jej kosztów. Poprzez sms-y lub przez pocztę elektroniczną wysyłane są informacje do sadowników, które są przygotowywane w oparciu o obserwacje mikroskopowe rozwoju owocników i dojrzewania zarodników workowych parcha, dane ze spore trapów (do wyznaczania pierwszego wysiewu i jego intensywności – ilość zarodników w 1 m3 powietrza) oraz odczyty ze stacji meteorologicznych (fot. 2), których przybywa w kolejnych rejonach sadowniczych. Modele symulacyjne sprzężone ze stacjami pogodowymi pozwalają na prognozowanie zagrożenia parchem i wyznaczanie okresów krytycznych, w których dochodzi do zakażenia liści czy owoców. Informują więc – kiedy dochodzi do wysiewu zarodników workowych, czy są warunki do zaistnienia infekcji i jakie jest ich natężenie w konkretnych lokalizacjach.

    Jedna silna infekcja jest zdecydowanie groźniejsza niż kilka słabych w sezonie. Od trafności decyzji sadownika w tych najtrudniejszych momentach może zależeć skuteczność ochrony przed parchem w danym sezonie.

    Rozkład opadów jest różny nawet w przypadku niezbyt odległych sadów, wpływa to na wysiewy zarodników i różnicuje zagrożenie chorobą. Korzystający ze wskazań stacji powinni więc brać pod uwagę odległość sadu od niej, specyficzne warunki siedliskowe kwater (lokalnie może wystąpić zwilżenie spowodowane rosą lub mgłą), czy np. wystąpienie gwałtownych, ale lokalnych zjawisk atmosferycznych (opadu burzowego) w odróżnieniu od niżu barycznego obejmującego większe rejony kraju.

    Wątpliwości co do wskazań aparatury można mieć tylko w okresie mysiego ucha, zielonego, ewentualnie jeszcze różowego pąka, gdyż warunki wilgotnościowe w rozwijających się pąkach są inne niż na liściach (stacje bazują na czujniku zwilżenia powierzchni liścia tzw. sztucznym liściu).

    Terminowość zabiegów

    Korzystanie z systemów ostrzegania przed infekcjami parchem jabłoni oraz z doradztwa pozwala terminowo rozpocząć zabiegi, które powinny być skorelowane z faktycznym rozpoczęciem wysiewów zarodników workowych. Zbyt wczesne ich wykonanie to zbędne koszty i nieuzasadniona chemizacja środowiska. Start w ochronie wyznacza moment, w którym ponad 30% owocników zawiera dojrzałe, zdolne do wysiewu zarodniki workowe, a to wymaga obserwacji mikroskopowych i pod binokularem. W niektórych latach pierwsze wysiewy tych zarodników są notowane już pod koniec marca. Najczęściej rozpoczynają się jednak w kwietniu, co nie zawsze jest skorelowane z fazą fenologiczną rozwoju jabłoni. Zwykle ma to miejsce krótko po pękaniu pąków, kiedy pojawiają się ich pierwsze zielone części (ale bywa, że znacznie później). Przed rozpoczęciem walki chemicznej należy więc obserwować rozwój odmian najwcześniej rozpoczynających wegetację (‘Idared’, ‘Ligol’, ‘Šampion’, ‘Paulared’ itp.) pod kątem pojawienia się na nich tkanek wrażliwych na infekcje i słuchać komunikatów o realnym zagrożeniu pierwszymi wysiewami zarodników.

    Do zaistnienia infekcji dojdzie tylko wówczas, gdy będą jednocześnie spełnione wszystkie niezbędne do jej wystąpienia warunki: podatne tkanki, dojrzałe zarodniki i sprzyjające wysiewom i infekcji warunki pogodowe.

    Pierwszy zabieg ochrony przed parchem jabłoni powinien być wykonany przed spodziewanymi opadami, konieczne jest więc rozpoczęcie systematycznego monitorowania pogody, np. na podstawie stron internetowych z jej prognozą. Do dwóch pierwszych zabiegów wystarczające są fungicydy miedziowe, które dobrze sprawdzają się w tym terminie, jeśli wysiewy następują krótko po zabiegu, nie są zbyt intensywne, a deszcz nie zmyje ich z liści. Preparaty te ograniczają również infekcje dokonywane przez sprawców raka drzew owocowych i zarazy ogniowej. Dlatego podczas zabiegów fungicydami miedziowymi warto skierować strumień cieczy roboczej na pnie drzew, jeśli są zaszczepione na wrażliwych na zarazę ogniową podkładkach – nie tylko na ‘M.9’ (według prof. dr hab. Piotra Sobiczewskiego z IO w Skierniewicach do podkładek wrażliwych należą również ‘M.26’, ‘M.27’ i ‘P16’). W kolejnych zabiegach preparaty miedziowe mogą wykazywać fitotoksyczność, dlatego nie są już polecane.

    Czasami istnieje ryzyko, że parch przezimuje na drzewach w formie grzybni, co może powodować bardzo wczesne infekcje pierwotne. Jest to możliwe w warunkach przedłużonego wzrostu drzew jesienią, w sadach o silnym natężeniu choroby w poprzednim sezonie, w których w sierpniu i we wrześniu były widoczne żywe plamy parcha, przy jednocześnie łagodnym przebiegu pogody zimą. Grzybnia (a niekiedy także zarodniki konidialne) mogą wówczas przezimować na niezdrewniałych pędach oraz na liściach, które nie opadły zimą, jak też między łuskami okrywającymi pąki oraz na samych pąkach. Wprawdzie wczesne infekcje powodowane przez stadium konidialne obserwowane są w Polsce rzadko (głównie w Polsce południowo-zachodniej), jednak nie można tego wykluczyć, biorąc pod uwagę zmiany klimatyczne i związane z nimi anomalia pogodowe. Wczesną wiosną warto więc użyć preparatu dodynowego, który nie tylko wyniszczy ewentualnie występujące zimujące konidia parcha, ale działa również zapobiegawczo i interwencyjnie w stosunku do zarodników workowych parcha, w warunkach niskiej temperatury (minimalna temperatura do stosowania Syllitu 65 WP czy Carpene 65 WP to 6°C), ponadto podczas ochrony pękających pąków jabłoni zapewnia jednoczesne zwalczanie mączniaka jabłoni. Dodyna charakteryzuje się także bardzo skutecznym działaniem grzybobójczym na działki kielicha, które są pierwszą wrażliwą tkanką po fazie pękania pąków (doniesienia Pome Fruit Symposium Belgia 2013). Jednak warunkiem sięgnięcia po tę substancję aktywną wiosną jest nie nadużywanie dodyny w poprzednich latach lub wykonane wcześniej badania na odporność, potwierdzające pełną skuteczność tej substancji aktywnej w danym sadzie. Syllit /Carpene 65 WP najlepiej stosować do różowego pąka, gdyż po kwitnieniu może powodować ordzawienie owoców, a podczas prób „wyniszczania” plam parcha łatwo jest sprowokować powstanie odpornych form grzyba (wówczas bezwzględnie nie powinno się sięgać po dodynę w kolejnym sezonie).

    Zagrożenie

    Okres największego zagrożenia infekcją parchem jabłoni przypada najczęściej na fazy zielonego i różowego pąka, kwitnienia oraz w czasie do 2 tygodni po jego zakończeniu, co zbiega się z maksimum dojrzałości owocników grzyba, wysiewów oraz z bardzo dynamicznymi przyrostami młodych tkanek. W tym czasie sadownicy powinni być w pełnej gotowości do intensyfikowania ochrony w miarę potrzeby.

    Niedopuszczenie do infekcji pierwotnych parcha jabłoni przez około 8–10 pierwszych tygodni wegetacji to podstawa skutecznej ochrony, która umożliwia znaczną redukcję liczby zabiegów w okresie infekcji wtórnych.

    W okresie największego zagrożenia, zabiegi powinny być wykonywane z większą częstotliwością, czasami z wykorzystaniem fungicydów interwencyjnych. Trzeba być jednak przygotowanym i na takie sytuacje, że silne infekcje mogą wystąpić już na początku okresu wegetacyjnego np. w okresie mysiego ucha/zielonego pąka. Są one bardzo niebezpieczne, grożą ryzykiem epidemicznego rozwoju choroby w dalszej części sezonu i koniecznością intensyfikacji zabiegów w pełni i pod koniec sezonu.

    Ocena sytuacji we własnym sadzie

    Bardzo ważne jest przeprowadzenie przez sadownika oceny zagrożenia grzybem V. inaequalis w swoim sadzie. Na początku każdego sezonu wegetacyjnego należy przeanalizować nasilenie objawów parcha w minionym sezonie w poszczególnych kwaterach sadu, uwzględniając wykonanie zabiegów ograniczających presję ze strony patogenu – jesiennego opryskiwania mocznikiem, wygrabiania liści z pasów herbicydowych do międzyrzędzi, wywiezienia ich z sadu czy rozdrobnienia. Dolistny zabieg mocznikiem przyspiesza rozkład liści, dzięki czemu nawet do 95% zredukowane jest źródło infekcji na kolejny sezon. W rejonach sadowniczych należy także uwzględnić bliskość sąsiednich sadów i skuteczności prowadzonej w nich ochrony. Zarodniki workowe z prądami wiatru przenoszą się nawet na odległość 4 km.

    Obfitość źródła infekcji w bieżącym sezonie będzie duża w tych sadach, w których w poprzednim roku wystąpiły plamy parcha na liściach i owocach, szczególnie w drugiej części sezonu (we wrześniu 2013 r. często padał deszcz sprzyjając pojawianiu się kolejnych plam, szczególnie na liściach wierzchołkowych) i w których nie wykonano zabiegu mocznikiem lub przeprowadzono go zbyt późno, gdy na drzewach było niewiele liści. Jeśli dodatkowo wystąpią sprzyjające infekcjom warunki pogodowe – w 2014 r. ochrona może być znowu bardzo trudna.

    Jeśli w sadzie, w którym w minionym roku był problem z parchem i nie wykonano zabiegu mocznikiem jesienią, to powinno się przeprowadzić go w lutym lub na początku marca, opryskując leżące pod drzewami liście (fot. 3) przy użyciu belki herbicydowej, używając nieco większego stężenia nawozu. Mimo, że w tym terminie nie osiągnie się już takiej skuteczności zabiegu (niemożność dotarcia cieczy do liści leżących po drzewami wielowarstwowo), jednak warto go wykonać.

    Podstawowe zasady walki z parchem jabłoni

    Zabiegi zapobiegawcze oparte na fungicydach kontaktowych zawierających miedź, ditianon, kaptan, mankozeb (dodatkowe źródło manganu i cynku do dokarmiania roślin), tiuram czy dodynę są bardzo skuteczne w zwalczaniu zarodników workowych parcha, ponadto tańsze niż te wykonywane preparatami o charakterze interwencyjnym. W przypadku ich stosowania jest też niewielkie ryzyko powstania odporności. Konieczne jest tylko użycie ich odpowiednio wcześniej przed infekcją. Najskuteczniejszy jest zabieg wykonany w ciągu 24–48 godzin przed deszczem (24 godz. przy spodziewanej silnej infekcji).

    Ważne jest ponadto przeprowadzanie zabiegów z odpowiednią częstotliwością, zależną od warunków pogodowych i szybkości przyrostu nowej tkanki. W kwietniu zabiegi te wykonujemy najczęściej co 5–7 dni,a w maju i w czasie kwitnienia – przy dużej presji infekcyjnej, nawet co 3, 4 dni (jeśli wcześniej nie wystąpił intensywny deszcz, który zmył preparat z liści). Okresy te można wydłużyć w warunkach umiarkowanej temperatury nocą i w dzień, z czym wiąże się spokojny rozwój pąków i nowych liści. Nie każdy deszcz determinuje infekcje. Nie ma zagrożenia, jeśli opady mają charakter przelotny (następuje wtedy stopniowe uwalnianie się zarodników workowych), a silne wiatry i słoneczna pogoda powodują później szybkie wysychanie roślin.

    W sezonie ochrony przed parchem jabłoni sadownicy wielokrotnie mają wątpliwości, czy planowany zabieg ma pełne uzasadnienie, jeśli nie ma jednoznacznych przesłanek do jego przeprowadzenia. Prawdą jest jednak, że lepiej wykonać o 1, 2 zabiegi zapobiegawcze więcej, niż o jeden za mało.

    Prowadzenie ochrony w oparciu o program zapobiegawczy jest szczególnie ważne i uzasadnione w okresie zwartych pąków – przed fazą kwitnienia. Jedynie obecność wcześniej zastosowanego fungicydu może zapobiec infekcji wewnątrz pąka, kiedy w okresie intensywnych opadów deszczu zarodniki wnikają do wnętrza rozluźniających się pąków.

    Przy obfitych opadach deszczu i dużej presji parcha czasami konieczne są zabiegi zapobiegawcze przy użyciu kombinacji fungicydów (np. Delan 700 WG łącznie z Mythos 300 SC czy Delan 700 WG i strobiluryna) w celu podniesienia poziomu ich skuteczności. W handlu są też gotowe mieszaniny Tercel 16 WG (ditianon + piraklostrobina) czy Flint Plus 64 WG (kaptan + trifloksystrobina) i do 28.02.2014 r. Shavit 72 WG (folpet + triadimenol). Przy niskiej temperaturze szczególnie przydatne są anilinopirymidyny, preparaty dodynowe i strobilurynowe. Te ostatnie pozostają nadal bardzo dobrymi preparatami zapobiegawczymi do stosowania od kwitnienia (nie powodują ordzawień zawiązków), ale z powodu łatwo nabywanej odporności nie powinny być traktowane jako interwencyjne, ponadto są w dalszym ciągu bardzo skuteczne w jednoczesnym zwalczaniu mączniaka jabłoni. Przypisuje im się też pozytywny wpływ na jakość i kondycję liści, a przez to na poziom fotosyntezy i wydajność liści. Ich ogromną zaletą jest duża odporność na zmywanie – pozostają skuteczne jeszcze przy opadzie deszczu na poziomie 40 mm, podczas gdy już 25 mm zmywa większość fungicydów kontaktowych (przy ich stosowaniu ważniejszy jest przyrost liści niż ryzyko zmycia preparatu). Dobrze działają też w niższej temperaturze.

    W walce z parchem bywają sytuacje bardzo dużego zagrożenia, kiedy nawet prawidłowo wykonywany program zapobiegawczy może okazać się niewystarczający i nie w pełni zabezpieczy przed silnymi infekcjami.

    W warunkach obfitych opadów deszczu, szybkiego przyrostu tkanki, podatniejszych odmian i wystąpienia infekcji określanych jako silne, należy dodatkowo zabezpieczać tkanki liści i zawiązków (bez względu na termin wykonania opryskiwania fungicydem kontaktowym) zabiegiem przerywającym infekcję lub interwencyjnym. Może on istotnie zwiększyć skuteczność i efektywność ochrony. Ważne jest jednak, aby sięgać po te rozwiązania tylko w sytuacji wyższej konieczności. Preparaty interwencyjne cechuje bowiem wysokie ryzyko powstania odporności.

    Fungicydy interwencyjne (IBE, anilinopirymidyny, strobiluryny, dodyna) mają określony czas działania interwencyjnego, który wynosi 36–120 godzin po infekcji (jeśli zastosowano je w optymalnych warunkach temperaturowych i wilgotnościowych). Nie należy jednak opóźniać zabiegu, a wykonać go jak najszybciej po infekcji, nie czekając do końcowych godzin skuteczności fungicydu (bo wówczas jego działanie jest osłabione i sprzyja powstawaniu odporności).

    W przypadku parcha jabłoni i wystąpienia silnych infekcji, czasami godziny decydują o efektach ochrony, co często można zaobserwować w praktyce, kiedy ten sam program ochrony realizowany w gospodarstwie dawał różne efekty na poszczególnych kwaterach, opryskiwanych w różnym czasie (kilka godzin różnicy pomiędzy ochroną poszczególnych kwater).

    Preparaty interwencyjne należące do grupy IBE nie są przydatne w każdych warunkach pogodowych. Są przede wszystkim „wrażliwe” na zbyt niską temperaturę w trakcie zabiegu i do 5 godzin po jego zakończeniu. Optymalna temperatura, zapewniająca ich pełne pobranie przez tkanki roślin powinna wynosić co najmniej 12–15°C. Ważna jest również wilgotność powietrza. Nawet niewielki deszcz w trakcie zabiegu lub krótko po nim znacznie ogranicza działanie fungicydów o działaniu wgłębnym i systemicznym. Ponadto wykazują one stosunkowo krótkie działanie zabezpieczające przed kolejnymi infekcjami (2, 3 dni) i właśnie z tego powodu, jak i dla unikania ryzyka odporności nigdy nie należy stosować ich „solo”.

    W okresach częstych opadów deszczu obok zabiegów interwencyjnych sadownicy mają jeszcze możliwość skorzystania do 2 razy w sezonie z tzw. strategii holenderskiej „stop-spray”, polegającej na użyciu preparatów przerywających infekcje po wysiewie zarodników, a przed ich skiełkowaniem – wniknięciem w tkankę liścia. Produkty te można użyć do 24 godzin od początku opadu deszczu i wysiewu zarodników (zależy to od temperatury otoczenia, w niższej ten czas jest dłuższy). Do przerwania infekcji można użyć np.: węglanu potasu (najlepiej z fungicydem kontaktowym), ditianonu lub kaptanu. W mieszaninie z nimi polecane są także preparaty siarkowe, ale bezpieczniej jest ich użyć przed kwitnieniem. Jeśli produkty przerywające infekcje stosuje się na mokre liście, wówczas dawka wody powinna być mała (200–300 l/ha), jeśli zaś na suche – lepiej zastosować więcej cieczy roboczej. Zabieg ten jest bardzo wskazany w sytuacji, kiedy nie można sięgnąć po preparaty IBE z powodu pogody chłodnej i „przekropnej” (pomiędzy kolejnymi deszczami, występującymi w krótkim czasie i w tych sadach, gdzie istnieje ryzyko występowania odporności na preparaty anilinopirymidynowe).

    W obowiązującej od 2014 roku integrowanej ochronie należy przedkładać metody niechemiczne nad chemicznymi lub wspomagać te ostatnie środkami bezpiecznymi dla środowiska naturalnego. W najnowszej metodyce Integrowanej ochrony jabłoni poleca się stosowanie niektórych nawozów dolistnych lub biofungicydów, które, jak wykazały doświadczenia i obserwacje w sadach, ograniczają rozwój patogenicznych grzybów. Dzieje się tak poprzez fakt obecności w nich niektórych składników mineralnych (miedzi, cynku, siarki, krzemu), kwasu octowego, mrówkowego, polisacharydów (np. chitozanu zawartego np. w preparacie Viflo Chitosol Silver) czy za sprawą ich skrajnie niskiego lub wysokiego odczynu. Pozytywne działanie w ograniczaniu parcha jabłoni wykazują preparaty zawierające np. wodorotlenek potasu (Armicarb SP) lub węglan potasu (Omni Protect). W niektórych rejonach sadowniczych Europy, m.in. w rejonie Jeziora Bodeńskiego w Niemczech z dobrym skutkiem stosowane są także nawozy dolistne zawierające aktywny jon fosforynowy (fosforyn potasu) zwiększające odporność drzew oraz krzewów na czynniki chorobotwórcze i stymulujące mechanizmy obronne roślin. Zagadnienie to szeroko omówił Christian Scheer jeden z prelegentów na Międzynarodowych Targach Agrotechniki Sadowniczej, które odbyły się w styczniu br. w Warszawie. Efekt ochrony przed parchem, opartej na kaptanie czy ditianonie w połączeniu z fosforynem potasu (np. Phos 60,Fosfiron Cu, Mg, K) jest zawsze lepszy w porównaniu do stosowania samych fungicydów. Nawozy te pobudzają układ odpornościowy roślin poprzez indukowanie akumulacji w komórkach naturalnych ciał odpornościowych (fitoaleksyn). Jest to odpowiedź układu odpornościowego rośliny, porównywalna z tą zachodzącą w ludzkim organizmie. Wzmacniana jest także struktura błony i ścian komórkowych, dzięki czemu stanowią one lepszą fizyczną barierę dla wnikania patogenów.

    Dobór preparatu

    O sukcesie lub porażce w ochronie decyduje często dobór fungicydów. Musi on uwzględniać warunki danego sadu i obecność form grzyba V. inaequalis odpornych na dodynę, anilinopirymidyny, strobiluryny czy grupę IBE, gdyż jest to coraz powszechniejszy problem w polskich sadach. Miniony, bardzo trudny sezon ochrony był okazją do przesłania porażonych liści do IO w Skierniewicach celem sprawdzenia, czy w sadzie występuje problem odporności (fot. 4). Jest to cenna informacja dla sadownika, bo umożliwia modyfikację programu ochrony w kolejnych latach, a więc unikanie stosowania preparatów o obniżonej skuteczności. W swojej praktyce wielokrotnie spotykałam przypadki jednoczesnego obniżenia skuteczności w danym sadzie nawet 3 grup chemicznych, ale dzięki tej wiedzy i mimo utrudnień, możliwa była skuteczna ochrona w kolejnych sezonach. Odporność nie jest trwała – monitoring prowadzony w Polsce od kilku lat przez IO wskazuje na wyraźny spadek liczby sadów o wysokim i bardzo wysokim poziomie odporności (szczególnie dotyczy to fungicydów anilinopirymidynowych i strobilurynowych), co jest wynikiem określonych działań sadowników: ograniczania liczby zabiegów fungicydami z grup chemicznych o zwiększonym ryzyku odporności i sięgania po nie tylko w sytuacjach większego zagrożenia, bazowania na preparatach zapobiegawczych, stosowania mieszanin środków o różnym mechanizmie działania, przemiennego stosowania fungicydów z różnych grup chemicznych, odpowiednich dawek preparatów czy korzystania z metod wspomagających zabiegi chemiczne (niektóre nawozy dolistne, jesienny zabieg mocznikiem, właściwa agrotechnika). Ostatnio coraz częściej mówi się o konieczności zastosowania tych zasad również w stosunku do preparatów kontaktowych o małym ryzyku wywołania odporności (błędem jest opieranie ochrony zapobiegawczej tylko na kaptanie czy tylko na ditianonie), aby uniknąć w przyszłości ewentualnego spadku ich skuteczności w działaniu. Ponadto zminimalizuje to poziom pozostałości tych preparatów w owocach.
    Występowanie odporności na daną grupę chemiczną nie oznacza zatem całkowitej rezygnacji z jej wykorzystania, pod warunkiem, że jest ono właściwe.

    Dobór fungicydów powinien uwzględniać warunki pogodowe: temperaturę, intensywność opadów deszczu, fazę fenologiczną jabłoni, tempo przyrostu nowej tkanki, skuteczność substancji aktywnej na dane części roślin, wielkości źródła infekcji i czasami konieczność jednoczesnego zwalczania dwóch lub trzech patogenów (np. mączniaka i parcha jabłoni, parcha i szarej pleśni pod koniec kwitnienia).

    Nie ma schematów

    Ochrona przeciwko parchowi jabłoni powinna być różnicowana w poszczególnych kwaterach, szczególnie w latach z silnymi infekcjami obnażającymi niedopatrzenia sadownika. Czynnikami modyfikującymi ochronę w poszczególnych sadach i kwaterach są:

    • wrażliwość odmian na parcha (im wrażliwsza, tym ochrona powinna być intensywniejsza);
    • stanowisko (np. tereny niżej położone w sąsiedztwie zbiorników wodnych mają mikroklimat sprzyjający chorobie, dłużej utrzymują się tam rosa i mgła);
    • sąsiedztwo (ochronę trzeba zintensyfikować w kwaterze, która sąsiaduje z nieużytkami sadowniczymi czy sadami zaniedbanymi);
    • zagęszczenie koron czy siła wzrostu drzew (wiąże się m.in. z nawożeniem, przenawożenie azotem przedłuża wzrost wegetatywny i okres większej wrażliwości tkanki na porażenie).

    Zapisy w etykietach rejestracyjnych

    Należy przestrzegać zarejestrowanej dawki fungicydów (zapis w PORS), szczególnie w warunkach silnych infekcji, mimo oficjalnego przyzwolenia na ich zmniejszanie. Jest bowiem ryzyko niewystarczającej skuteczności zabiegu, a ponadto takie działanie sprzyja powstawaniu form odpornych grzyba. Zgodnie z nowymi zapisami prawa, obowiązek przestrzegania zapisów etykiety został ograniczony do maksymalnej dawki środka ochrony roślin, nie ma natomiast obowiązku przestrzegania jego minimalnej dawki (rozporządzenie nr 1107/2009).

    Po zakończeniu wysiewów askospor

    Ochronę trzeba kontynuować po zakończeniu infekcji pierwotnych, nawet w sadach, w których nie spotyka się lub tylko sporadycznie stwierdza plamy parcha z okresu infekcji pierwotnych. Dla sadowników ważna jest też informacja o terminie ich zakończenia, bo to modyfikuje dotychczasowy program ochrony. W sadach, w których udało się z sukcesem przeprowadzić ochronę w okresie infekcji pierwotnych, w dalszej części sezonu prowadzi się zabiegi zapobiegawcze (tylko przed zapowiadanymi opadami lub zaraz po wystąpieniu obfitego deszczu). Jeśli jednak po zakończeniu wysiewu zarodników workowych (lub wcześniej) w sadzie stwierdzi się występowanie zarodnikujących plam parcha (fot. 5) konieczna jest znaczna intensyfikacja ochrony – do zakończenia wzrostu pędów należy bezwzględnie wykonywać regularne zabiegi zapobiegawcze co 5–7 dni, i to nie tylko w sytuacji zagrożenia opadami. Groźne są także rosa czy mgła powodujące dłuższe zwilżenie roślin. Przede wszystkim nie możemy dopuścić do porażenia zawiązków i dojrzewających owoców (fot. 6) – są one narażone na infekcje parcha do końca sezonu (najbardziej wrażliwe są małe zawiązki). W tym okresie należy unikać produktów o podwyższonym ryzyku wystąpienia odporności: triazoli, dodyny, strobiluryn, anilinopirymidyn (te mają zdecydowanie słabszą skuteczność w ochronie zawiązków niż liści). Użycie ich w lecie do wyniszczania plam niesie ryzyko selekcji ras odpornych parcha jabłoni, a ich skuteczność w ograniczaniu zarodnikowania jest dyskusyjna, szczególnie w okresie przedłużającej się wilgotnej aury.

    Technika zabiegu

    O sukcesie w ochronie niejednokrotnie decyduje prawidłowa technika zabiegu, sprawny i wykalibrowany opryskiwacz, z odpowiednią ilością cieczy, dostosowaną do warunków danego sadu. Z tym wiąże się właściwe prowadzenie drzew, dbałość o ich optymalną wysokość i właściwe prześwietlanie koron.

    Lustracje

    Konieczne są także częste lustracje sadu, aby ocenić skuteczność wcześniej wykonanych zabiegów (fot. 7), zidentyfikować preparaty działające słabiej i podjąć właściwe decyzje o kolejnych zabiegach. W sytuacji pojawienia się w sadzie plam parcha, co sugeruje słabsze działanie zastosowanego fungicydu, warto jest wykonać analizę porażonych liści/zawiązków na obecność odpornych form grzyba (IO Skierniewice), aby odpowiednio zmodyfikować program ochrony w kolejnych sezonach.

    fot. 1–7 B. Błaszczyńska