Teoria i praktyka w ochronie sadów jabłoniowych

    Świętokrzyski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Modliszewicach Oddział „Centrum Ogrodnicze” w Sandomierzu

    Integrowana Ochrona Roślin obowiązuje polskich producentów owoców i warzyw od 1 stycznia 2014 roku. W związku z tym muszą oni zaznajomić się z tym zagadnieniem, a obowiązek przeszkolenia spoczął na służbach doradczych.

    Polscy producenci owoców i warzyw będą mieli możliwość uczestnictwa w szkoleniach organizowanych przez służby doradcze. Szkolenia będą obejmować zakres teoretyczny dotyczący zabiegów ochrony roślin i niebezpieczeństw związanych z użyciem środków ochrony roślin (ś.o.r.) oraz przygotowania zaplecza technicznego do właściwego wykonywania zabiegów, w tym badań opryskiwaczy. Szkolenia mają obejmować także praktyczną identyfikację chorób i szkodników roślin sadowniczych. Pozwoli to na poznanie przyczyn występowania najgroźniejszych chorób i szkodników w danym roku oraz na ocenę wpływu panujących w poprzednim sezonie warunków na wielkość presji i zagrożeń, jakie one mogą przynieść w latach następnych. Umożliwi także naukę właściwego doboru i wykorzystania dozwolonych ś.o.r. z uwzględnieniem wymaganych dla zadziałania środka warunków atmosferycznych, fazy rozwojowej roślin, stadium rozwojowego szkodników czy intensywności presji patogenów chorobotwórczych. Szansę na rozszerzenie liczby dostępnych preparatów w Polsce stwarza wprowadzona przez UE możliwość korzystania na drodze wzajemnego uznawania ze ś.o.r. zarejestrowanych i stosowanych w innych krajach danej strefy klimatycznej.

    Integrowana ochrona roślin

    Wymaga ona stosowania różnych metod ochrony, aby ta chemiczna była ostatecznością, kiedy patogen, szkodnik lub chwast zagraża uzyskaniu dobrego jakościowo i ilościowo plonu. Mimo możliwości wszechstronnej ochrony, wykorzystującej zabiegi agrotechniczne, hodowlę odmian odpornych, zjawiska fizyczne, czy walkę biologiczną i organizmy pożyteczne, ochrona chemiczna często jest koniecznością, bez której na dłuższą metę nie da się uprawiać roślin z dobrym rezultatem. Rynek zbytu jest tak wymagający, że nabywców znajdzie tylko zdrowy i dobry jakościowo produkt.

    W tej sytuacji korelacja teorii z praktyką jest nieodzownym elementem zarówno w produkcji roślin, jak i w związanym z nią doradztwie. Nie sposób przecenić roli naukowców i jednocześnie praktyków badających różne zjawiska związane z ochroną roślin, w tym stosowanie środków chemicznych, zależność ich skuteczności od warunków atmosferycznych. To oni pierwsi analizują warunki i informują jakie problemy w ochronie mogą się w danym sezonie ujawnić i w jakim nasileniu, lub co nie stanowi żadnego zagrożenia.

    Analizy i wnioski

    Sezon wegetacyjny 2013, ze względu na wyjątkowo niekorzystne warunki atmosferyczne przyniósł producentom roślin wiele problemów. Występowanie i nasilenie chorób oraz szkodników wynikało w wielu przypadkach z niemożności wykonania w optymalnych terminach zabiegów ochrony lub ograniczonej wiedzy dotyczącej zależności biologii agrofagów od przebiegu pogody. W wielu przypadkach nie wykorzystano wszystkich możliwych sposobów zapobiegania szkodliwym organizmom, np. nie prowadzono koniecznych, częstych lustracji plantacji, nie stosowano pułapek feromonowych, opierano się na opinii sąsiadów i znajomych co do skuteczności różnych preparatów niezarejestrowanych dla danej uprawy, stosowano zbyt dużo zabiegów preparatami z dużej grupy ryzyka uzyskania odporności lub mieszanek dających nasilone w tym roku objawy ordzawienia się jabłek, zwłaszcza odmian ‘Golden Delicious’ i ‘Pinova’.

    Jednym z ochroniarskich problemów jest nadal nadmierny w wielu przypadkach rozwój parcha jabłoni oraz szkodników, m.in. przędziorków, mszyc (w tym bawełnicy korówki), owocówki jabłkóweczki. Paradoksalnie mniej problemów w ub.r. stwarzały zwójkówki liściowe, miodówki oraz szpeciele. Te ostatnie konkurują w walce o byt z przędziorkami, więc w przypadku znacznej ich populacji występowanie szpecieli było przeważnie ograniczone.

    Choroby

    Problemy ze skuteczną ochroną przed infekcjami parchem jabłoni (fot. 1), dotyczyły w minionym sezonie przeważnie wierzchołkowych partii drzew oraz ich części środkowej, co ujawniło się w postaci małych, ale licznych plam infekcyjnych, które były aktywne przez cały sezon wegetacyjny i wytwarzały dużo zarodników konidialnych, odpowiedzialnych za infekcje wtórne i rozwój fazy pasożytniczej patogenu. Wraz z niewielkimi nawet opadami deszczu konidia rozprzestrzeniały się w obrębie korony, na sąsiednie gałęzie, liście i owoce (choć w przypadku owoców infekcja była trudniejsza). Nawet, jeżeli na owocach przed zbiorem nie obserwowano plam parcha, to przy ogromnej liczbie zarodników konidialnych grzyba, jaką obserwowano w sezonie 2013 w obrębie koron, istnieje prawdopodobieństwo rozwoju choroby w okresie przechowywania owoców (parch przechowalniczy), co zdyskwalifikuje je ze sprzedaży.

    Występowanie plam parcha na liściach i owocach w wierzchołkowych partiach drzew jabłoni wynika z niedostosowania opryskiwaczy do wysokości koron. Jeśli w okolicy nie ma innych sadów, to producent może mieć pretensje tylko do siebie o mało precyzyjną ochronę drzew. Gdy w sadzie ochrona była prowadzona prawidłowo, a w okolicy występują nasadzenia, które mogą „zasilać” zarówno w patogeny chorobotwórcze, jak i szkodniki, często okazywała się niewystarczająca. Występowanie plam parcha w środkowej części drzew może wynikać z przebicia się cieczy roboczej na drugą stronę korony drzew. Prawidłowo wykonany zabieg ochroniarski decyduje o powodzeniu uprawy wszystkich roślin, nie tylko sadowniczych.

    Mączniak jabłoni to obok parcha jabłoni druga choroba, która w poprzednim sezonie wystąpiła w znacznym nasileniu (fot. 2). Jej rozwój na drzewach późnym latem z pewnością wiązał się z panującymi wówczas warunkami atmosferycznymi (upalnie i sucho), które sprzyjają rozwojowi patogenu. Jeżeli bieżąca zima będzie łagodna grzyb wywołujący mączniaka (Podosphaera leucotricha) z łatwością przezimuje i może w tym roku wystąpić w dużym nasileniu.

    Innym problemem w sadach jabłoniowych, dobrze widocznym w okresie bezlistnym, są choroby drewna i kory, które w poprzednim sezonie wystąpiły w dużym nasileniu, zwłaszcza na drzewach uszkodzonych mechanicznie (np. przez grad czy podczas zabiegów pielęgnacyjnych). Na korze pędów, konarów czy pni widoczne były zapadające się rany zgorzelowe, wierzchołki młodych pędów zasychały. Na starszych drzewach ostatnie zimy poczyniły dużo szkód w postaci pęknięć na pniach (fot. 3), które zabliźnił tworzący się w takich przypadkach kalus. Jednak zanim to nastąpiło, często rany zostały zasiedlone przez patogeny pochodzenia grzybowego odpowiedzialne za zgorzel kory jabłoni, raka kory drzew owocowych lub ziarnkowych, raka drzew owocowych czy srebrzystość liści.

    Jeśli zgorzel kory występuje w większym nasileniu, to można się spodziewać nasilenia gorzkiej zgnilizny jabłek podczas przechowywania, gdyż obie choroby powodują ci sami sprawcy.

    Na owocach, jeszcze w sadzie, można dostrzec zmiany chorobowe o brązowym zabarwieniu w okolicy kielichowej. To nie zawsze jest efektem infekcji grzyba wywołującego szarą pleśń. Coraz częściej jest to wynik infekcji dokonanej przez patogen wywołujący raka drzew owocowych, co potwierdzają badania mikroskopowe.

    Nadmierna wilgoć podłoża w wielu przypadkach spowodowała występowanie zgnilizny pierścieniowej podstawy pnia drzew owocowych czy werticiliozy, a za duża wilgotność powietrza nasilenie chorób bakteryjnych: zarazy ogniowej i raka bakteryjnego drzew owocowych.

    Szkodniki

    Wśród szkodników problemem okazały się przędziorki (fot. 4) i to zarówno przędziorek owocowiec, jak i stały bywalec upraw – przędziorek chmielowiec. O ile pierwszy zimuje na pędach w postaci pomarańczowoczerwonych jaj, to w przypadku drugiego zimują czerwone samice. Ogromne znaczenie mają więc zimowe i wczesnowiosenne lustracje pędów jabłoni, które pozwolą ocenić zagrożenie ze strony przędziorków w sezonie wegetacyjnym na podstawie wielkości złoży jaj (przędziorek owocowiec) oraz podjąć decyzję czy konieczny jest zalecany w tym terminie (przed nabrzmiewaniem pąków) zabieg preparatem olejowym (Catane 800 EC, Promanal 60 EC, Treol 770 EC). Wieloletnia praktyka potwierdziła wysoką skuteczność tych środków w walce z przędziorkami, choć nie musi być ona 100%. W fazie od zielonego do różowego pąka lub tuż po kwitnieniu jabłoni można użyć również typowych akarycydów, których zadaniem jest zwalczenie przędziorków w początkowych stadiach rozwojowych (Apollo 500 SC, Nissorun 050 EC, Zoom 110 SC). W przypadku przędziorka chmielowca zimującego w postaci dorosłych samic konieczne jest stwierdzenie ich obecności w kryjówkach zimowych (oraz nasilenia) i dopiero na podstawie tych obserwacji planowanie wczesnowiosennych zabiegów (w okresie pękania pąków) przy użyciu akarycydu Ortus 05 SC. Jeśli taki zabieg nie był konieczny, wówczas nieodzowne są lustracje liści w okresie pokwitnieniowym, kiedy to na liściach oprócz form dorosłych mogą występować również słomkowożółte jaja.

    Zimowe lustracje pędów jabłoni pozwalają również określić występowanie i nasilenie czarnych, podłużnych jaj mszyc i żółtych, podługowatych jaj miodówek.

    Należy pamiętać, że w przypadku większości szkodników najbardziej wrażliwe na insektycydy są ich najmłodsze stadia rozwojowe. Należy tak dobierać preparaty i zastosować je w takim terminie, aby uzyskać największą skuteczność, niezagrażającą przy tym środowisku.

    Najbardziej wskazane do walki ze szkodnikami są preparaty selektywne, które będą zwalczać określoną grupę szkodników, pozostawiając przy życiu organizmy pożyteczne, w tym naturalnych wrogów szkodników.

    Podstawą wszechstronnej ochrony są bezsprzecznie częste lustracje, które pozwolą określić skład gatunkowy szkodników, ich fazę rozwojową, nasilenie występowania i stopień zagrożenia. W przypadku szkodników, które cechuje wysoka, wielopokoleniowa rozrodczość (np. przędziorki, szpeciele czy mszyce) zabieg zwalczający jest konieczny w momencie stwierdzenia pierwszych osobników lub kolonii, bowiem nadmierne namnożenie się może skutkować potem ograniczoną skutecznością zabiegów chemicznych. Bardzo pomocna przy tym jest również znajomość progów zagrożenia, która jest ustalona w przypadku wielu szkodników, również dla jabłoni.

    Innymi szkodnikami, które nie tylko w poprzednim sezonie stanowiły zagrożenie dla rozwoju roślin są mszyce (fot. 5). Ich skuteczne zwalczanie związane jest właśnie z koniecznością wykonania zabiegu w momencie zasiedlenia pędów i liści przez pierwsze kolonie. Nawet, jeśli zabiegi wiosenne okazały się skuteczne, to na przełomie lipca i sierpnia zaobserwowano na jabłoniach nadmierny wzrost liczebności mszycy jabłoniowej i jabłoniowo-babkowej (porazik jabłoniowo-babkowy). Pod koniec sierpnia, z uwagi na karencję ś.o.r. zwalczających te szkodniki, nie można było użyć żadnego preparatu.

    Preparaty Actara 25 WG i Movento 100 SC mają po 21 dni karencji, a Pirimor 500 WG – 7 dni. W wielu przypadkach opóźniony zabieg zwalczający mszyce latem okazał się mało skuteczny. Dopiero ochłodzenie w drugiej połowie września zredukowało ich liczebność. Problemy w zwalczaniu mszyc mieli również producenci brzoskwini, czereśni, gruszy i porzeczek.

    Wraz z wycofaniem szeregu środków owadobójczych wzrasta zagrożenie ze strony szkodników, np. bawełnicy korówki, toczyka gruszowiaczka, szkodników drewna czy szkodników glebowych, które dotychczas nie wymagały zwalczania. Na występowanie bawełnicy korówki, której kolonie pokrywa mało dostępna dla ś.o.r. biała, woskowa wydzielina zwraca się uwagę już od kilku lat (fot. 6). Zakres preparatów zwalczających ją od wiosny jest wąski, są one drogie i często niedostępne dla wielu sadowników. Stąd też należy dołożyć wszelkich starań do wiosennych zabiegów, nawet bezpośrednio na początkowo niewielkie kolonie, aby nie dopuścić do nadmiernego rozwoju szkodników, kiedy żaden zabieg nie będzie już skuteczny. Bawełnica korówka w przypadku nawet mroźnej zimy przetrwa do następnego sezonu, o czym należy pamiętać planując wiosenne zabiegi.

    W sierpniu ub.r. można było zaobserwować na liściach jabłoni dużą ilość min drugiego pokolenia toczyka gruszowiaczka (fot. 7). Trzeba będzie powrócić do prowadzenia ochrony przed tym szkodnikiem wiosną, w fazie zielonego pąka na jabłoni.

    W minionym sezonie znaczny problem stanowiła owocówka jabłkóweczka z uwagi na warunki atmosferyczne sprawiające, że lot obu pokoleń był wydłużony. Świadczyły o tym uszkodzone owoce (fot. 8). W przypadku tego szkodnika, podobnie jak zwójkówek liściowych, podstawą do podjęcia decyzji o zwalczaniu jest obserwacja odłowów samców w zawieszonych w sadzie pułapkach feromonowych, śledzenie warunków atmosferycznych i korzystanie z pomocnych, specjalistycznych komunikatów. Z chwilą pojawienia się wgryzów dokonanych przez szkodnika na zawiązkach czy jabłkach nic nie można już zrobić. Dopiero w kolejnym (bieżącym) sezonie, miejmy nadzieję korzystniejszym pod względem warunków atmosferycznych, możliwe będzie skorygowanie błędów poprzedniego sezonu. Należy przy tym pamiętać o różnych możliwościach wykonania zabiegów: w momencie masowego lotu motyli, składania przez nich jaj i w fazie „czarnej główki gąsienic”, dostosowując zabiegi do swoich możliwości technicznych.

    Od kilku lat obserwuję wzrastające zagrożenie ze strony szkodników bytujących w drewnie. Jest to niepokojące, jeśli problem ten dotyczy młodych nasadzeń, co może świadczyć o porażeniu drzewek już w szkółce lub zamontowaniu do drzewek palików przez nie porażonych. Wówczas, po przejrzeniu takiego materiału szkółkarskiego wyraźnie widać na młodych pędach głównych kilkumilimetrowe otwory, przez które szkodniki takie jak rozwiertek nieparek, czy ogłodek jabłoniowiec (fot. 9) wgryzają się do wnętrza. Z czasem otworków przybywa, może nawet dojść do zasiedlenia nasadzeń sąsiadujących. Pierwszym widocznym objawem są zasychające młode pędy i dopiero podczas dokładnego szukania przyczyn tego stanu rzeczy zauważa się miejsca wejść szkodników do pędów. Niestety nie ma możliwości zwalczenia tych szkodników w sadzie, pozostaje usunięcie i zniszczenie chorych okazów. Dobrze jest przyjrzeć się także palom, czy czasem z nich szkodniki nie przeniosły się na drzewka zanim przystąpi się do rozmowy ze szkółkarzem, od którego były one nabyte.

    Innym szkodnikiem drewna powodującym coraz większe szkody jest zwójka koróweczka, której gąsienice żerują pod korą wyżerając zewnętrzną część łyka. Skutkiem tego jest utrudnione przewodzenie wody ze składnikami pokarmowymi oraz asymilatów, co prowadzi do zamierania poszczególnych gałęzi, a także korzeni (najliczniej szkodnik występuje na starszych drzewach). Przy licznym wystąpieniu osłabione drzewa mogą zamierać, po czym szkodnik zasiedla kolejne. Objawem jego obecności są również wystające z żerowisk rdzawe woreczki ze sprzędzionych trocin. Stadium zimującym są gąsienice pod korą. Wczesną wiosną przepoczwarczają się one, a przed wylotem motyli poczwarki wysuwają się spod kory na zewnątrz i łatwo można je dostrzec. Zwiększająca się z roku na rok presja szkodnika prowadzi do zamierania coraz to większej liczby drzew. Jedynym sposobem walki ze zwójką koróweczką są zabiegi wykonywane w momencie lotu motyli i rozpoczęcia składania jaj, a w uchwyceniu tego momentu pomagają pułapki feromonowe (fot. 10).

    Na występowanie szkodników glebowych w istniejących sadach i na plantacjach nie ma się wpływu z uwagi na brak skutecznych i możliwych do zastosowania insektycydów. Szkodniki można dość łatwo zniszczyć wykonując przed posadzeniem roślin orkę i uprawki glebowe. W ten sposób można ograniczyć liczbę larw chrabąszcza majowego, opuchlaków, drutowców, czy rolnic. Natomiast w celu ograniczenia nicieni, zwłaszcza na niewielkich powierzchniach (ze względu na wysoki koszt zabiegu), można zdezynfekować podłoże za pomocą preparatów do kompleksowego odkażania Nemasol 510 SL i Basamid 97 GR (zniszczą dodatkowo patogeny odglebowe i nasiona chwastów). Jednak preparaty te zarejestrowane są tylko dla truskawek i warzyw w uprawie pod osłonami.

    Do wykonywania skutecznych zabiegów ochrony roślin konieczny jest odpowiedni dla danego gatunku roślin sprzęt, który należy systematycznie badać. Od kilku lat jest to wymogiem obligatoryjnym. Obserwacja działania opryskiwaczy podczas pierwszych zabiegów wiosennych pozwala stwierdzić, czy potrzebne są bieżące regulacje, czy wystarczy obowiązkowe badanie co 3 lata.

    fot. 1, 6, 7 E. Żak
    fot. 2, 3–5, 8–10 A. Łukawska