Najpierw pieniądze i związek. Potem działania i strajki

maliny na mrożenie

Wydarzenia związane z zapowiadanymi protestami plantatorów malin dają wszystkim sadownikom bardzo ważną lekcję. Bez organizacji i pieniędzy żadna branża niczego nie zdziała…

Były protesty, nie ma protestów

Ostatnie wydarzenia związane ze skupem malin wiele mówią o organizacji polskiego rynku owoców miękkich i dają nam kluczowe wnioski na przyszłość. Wnioski te wyciągamy po rozmowach z organizatorami strajków. Wszystko wskazuje na to, że protesty nie odbędą się.

Dlaczego? Zdaniem działaczy to efekt sieci kontaktów biznesowych, powiązań i nacisków, które przetwórcy mieli wywierać na samorządowców. Samorządy twierdzą, że winni są organizatorzy. Niezależnie od tego, czyja jest wina, zgody na trzy zgromadzenia zostały odwołane i dzisiejszy protest w Bełżycach nie odbył się.

Przede wszystkim organizacja

Podstawą do wywierania skutecznej presji na samorządowcach, przetwórcach i rządzących jest duża, ogólnokrajowa i sprawnie działająca organizacja. Niezależnie od formy – stowarzyszenie czy związek zawodowy – najważniejsze jest, aby członkami było jak najwięcej plantatorów danego gatunku lub osób z branży. Jeśli 30 czy 50% producentów malin lub innego gatunku należy do jednego związku, jest on inaczej traktowany na poziomie samorządów lokalnych i rządu. Powszechność takiego związku otwiera drzwi do Ministerstwa Rolnictwa czy Kancelarii Premiera.

Równie ważna jest komunikacja i wymiana informacji, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych. Gdy jest organizacja sprawnie komunikuje się to protesty kończą się sukcesem. Bez niej frekwencja ogranicza się do kilkudziesięciu osób. Potwierdzenie ostatniej tezy widzieliśmy w ostatnich latach kilkukrotnie.

Przede wszystkim pieniądze

Działacze rolniczych związków często narzekają na brak funduszy. Gdy poruszany jest temat finansów i składek, większość rolników reaguje oburzeniem. To smutne, że problemem jest zebranie 100 czy 200 zł od osoby. Dlatego coroczne składki członkowskie są podstawą finansowania, a przede wszystkim niezależności związków branżowych.

W Polsce maliny uprawiane są w 30 tysiącach gospodarstw. Załóżmy, że do związku plantatorów malin przystąpi 5 tysięcy członków. Jeśli każdy wpłaci 1000 złotych rocznej składki, organizacja ma 5 milionów złotych. Pozwoli to na sfinansowanie strony internetowej, wynajęcie lokalu i wypłat dla trzech osób zajmujących się bieżącymi sprawami. Pracownicy sezonowi, wyjazdy na konferencje branżowe, posiedzenia Sejmowej Komisji Rolnictwa czy prace w różnych departamentach ministerstwa. To wszystko kosztuje czas działaczy, a czas to pieniądz.

Fundusze mogą być także wydawane na promocję spożycia malin czy akcje edukacyjne najmłodszych. Każdy związek branżowy potrzebuje dużych sum pieniędzy także na kancelarie adwokackie zajmujące się legislacją pomysłów organizacji czy pomocą prawną przy strajkach.

To główne, ale nie jedynie wnioski po ostatnich wydarzeniach w związku z protestami, które finalnie nie doszły do skutku. W skrócie: najpierw organizacja i pieniądze, a potem działanie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here