Plantatorzy powinni testować rozwiązania biologiczne 

Uprawa truskawek pod osłonami

Ostatnio dużo się mówi o ubywaniu kolejnych substancji aktywnych, co komplikuje planowanie strategii ochrony roślin. O wyzwaniach, jakie stają przed plantatorami roślin jagodowych rozmawiamy z Marcinem Żabowskim (FMC).  

J.D.: Jakie rozwiązania mógłby Pan polecić plantatorom, aby mogli swobodniej układać programy ochrony swoich plantacji?  

Marcin Żabowski: Rzeczywiście, z roku na rok ubywa rozwiązań, które mieliśmy do dyspozycji przy układaniu solidnych programów ochrony roślin. Widać to w szczególności w odniesieniu do upraw jagodowych. Jednakże widzę pewną poprawę, bo decydenci zaczynają wsłuchiwać się w głosy producentów owoców jagodowych, co jest pozytywnym sygnałem. Poza tym, zachęcam plantatorów do testowania różnych rozwiązań biologicznych, które mogą być bardzo skutecznym wsparciem ochrony konwencjonalnej. Zalecałbym jednak świadomy wybór najbardziej odpowiednich produktów. Rozwiązania biologiczne możemy podzielić na trzy grupy: nawozy, produkty oparte na mikroorganizmach (te, które otrzymały świadectwa wydane przez IUNG) oraz bioprodukty z pełną rejestracją skuteczności, środowiskową i pozostałości (jak produkty chemiczne). Środki biologiczne są już w dużej mierze często stosowane na plantacjach owoców jagodowych, gdyż stanowią doskonałe uzupełnienie konwencjonalnych metod. Pozwalają oferować nie tylko wysoką, lecz także bezpieczną jakość owoców, bez pozostałości. 

W kontekście truskawek z oficjalnych statystyk wnika, że od 2019 roku areał upraw zmniejszył się aż o 40%, jednak produkcja wzrosła w tym samym czasie o blisko 5%. Widoczny jest także trend wzrostu nasadzeń odmian deserowych i ich eksportu. Większa jest także świadomość plantatorów. Stawiają oni na produkcję deserową, o wysokiej jakości, którą uzyskuje się, łącząc metody konwencjonalne z biologicznymi. Jest to trend, który wynika nie tylko z konieczności wymuszonej zmianami w prawodawstwie UE, lecz także wymaganiami konsumentów, którzy chcą, aby owoce zawierały  minimalną liczbę pozostałości. W 2027 roku planowane jest dalsze ograniczenie stosowania niektórych substancji (co 3 lata), stosowanie ich tylko na rzędy oraz dostosowywanie dawek do wielkości roślin. Będzie to wyzwanie dla producentów, którzy nie przystosują się do zmian, gdyż mogą stracić dopłaty. Trend zmniejszenia chemii o 50% już się dokonał. W Polsce wycofano już ponad 50% substancji chemicznych, szczególnie widać to w takich insektycydach, jak fosforoorganiczne (chloropiryfos, dimetoat), neonikotynoidy (tiametoksam), oksadiazy (indoxacarb) czy pyretroidy (beta-cyflutryna). Dlatego warto dbać o to, co mamy i korzystać z nowych rozwiązań. Te zmiany dokonują się od kilku lat, a jako firma globalna w FMC staramy się myśleć przyszłościowo i od 10 lat skupiamy się na pozyskiwaniu bioproduktów. Włączamy też w naszą grupę innych producentów tego rodzaju rozwiązań. Produkty BIO obejmują nawozy, insektycydy glebowe, nematocydy, nicienie pożyteczne, fungicydy, feromony do dezorientacji, enzymy, wyciągi z alg oraz bakterie symbiotyczne. Mówimy tu o fungicydach, insektycydach i biostymulatorach. Nie mamy jeszcze do dyspozycji biologicznych herbicydów, ale istnieją wyciągi roślinne działające na chwasty. Myślę, że ten kierunek również będzie się rozwijał, mocno wspierany nowymi technologiami i maszynami przy wsparciu elektronicznym, o czym także nie zapominamy (Arc™ farm intelligence). 

Jak plantatorzy podchodzą do zmian w technologii uprawy? Czy łatwo ich przekonać do nowych, bezpiecznych rozwiązań? 

M.Ż.: Myślę, że plantatorzy są zainteresowani, ale mnogość produktów biologicznych nie daje jednoznacznego kierunku. Gdybym miał postawić się w roli producenta owoców jagodowych, miałbym duży problem z wyborem wartościowych propozycji. Po spotkaniach na targach TSW widać, że każda firma stawia na wiele rozwiązań typu BIO. Dlatego możemy być zagubieni w ilości produktów. My akurat mamy inną strategię – skupiamy się na jednym produkcie, który po testach światowych sprawdzamy również w polskich warunkach. Ponieważ bioprodukty często pochodzą z innych stref klimatycznych, warunki pogodowe mają duży wpływ na ich efektywność. Osobiście uważam, że każda firma wprowadzająca na nasz rynek nowe rozwiązanie, powinna najpierw dokładnie przetestować jego działanie w naszych warunkach, w różnych uprawach przez co najmniej 3 lata. Od wielu lat jestem przedstawicielem firmy, która oferuje również konwencjonalne środki ochrony roślin. Proces rejestracji takiego preparatu trwa prawie 10 lat. W tym czasie trwają doświadczenia i testy. Dziś rzeczywiście jest wiele nowych produktów biologicznych, które wprowadzane są na rynek błyskawicznie. Jednak zwróćmy na przykład uwagę, że działanie niektórych z nich polega na wprowadzaniu do gleby nowych organizmów (bakteryjnych lub grzybowych). Absolutnie nie jestem sceptykiem, ale nie mamy pewności, jakie efekty przyniesie to w perspektywie lat. Zgadzam się, że plantatorzy powinni zbierać doświadczenia oraz się uczyć. Ale dodatkowo, bardzo ważne jest podejście samych dostawców nowych rozwiązań – skupienie się na jednym lub kilku produktach i badanie ich w polskich warunkach. Nie należy proponować polskim plantatorom np. produktów testowanych jedynie w Europie południowej, bez pełnej świadomości ich oddziaływania na nasze rośliny. 

Jednak odpowiedzialność spoczywa również na samych plantatorach. W aspektach związanych z produkcją przyzwyczailiśmy się do stosowania konwencjonalnych rozwiązań chemicznych, które były łatwe i proste w użyciu. Dawały elastyczność stosowania, mogliśmy w razie potrzeby naprawiać błędy kolejną aplikacją. Dziś ochrona rodzi wyzwania. Plantatorzy nie mogą popełniać błędów, ponieważ każdy z nich prowadzi do strat. Wszystko zależy tu od zmiany podejścia. Znam niewielu plantatorów, którzy monitorują zagrożenie ze strony szkodników na podstawie pułapek i prawdziwych odłowów. Problem zauważa się dopiero w momencie, kiedy objawy widoczne są na roślinach. Wtedy często jest za późno. Plantatorzy muszą nauczyć się, że dziś trzeba wyprzedzać problemy. Jesteśmy doradcami po to, żeby pomagać, uświadamiać i przekazywać informacje. Taka powinna być nasza działalność, co w mojej firmie nazywamy kierunkiem Technical Advisor (doradca techniczny). Wydaje się, że nie jest to nic nowego, ale światowe zmiany otwierają nową produkcję ogrodniczą i rolną, a my widzimy wcześniej zmiany i potrzeby, mające wpływ na kierunki w Polsce już teraz. 

Dzisiaj mówię producentom: próbujcie, sprawdzajcie. Macie jeszcze około 3 lat na samo testowanie tego typu produktów. Nie bójmy się zmian i korzystajmy z nowych możliwości, które oferuje rynek. Chciałbym też uczulić plantatorów, że zachodzą również duże zmiany w zapisach rejestracyjnych produktów, co też stwarza pewne możliwości. Warto wymienić na przykład herbicyd Venzar® 500 SC, który po wielu latach znów otrzymał rejestrację w uprawie truskawki. Dodatkowo mamy produkt SPOTLIGHT® PLUS 060 EO do niszczenia odrostów, rozłogów i chwastów dwuliściennych, o których wielu producentów może nie wiedzieć. Warto przetestować nowe rozwiązania biologiczne, np. nowy biostymulator Accudo®.  

Na co zwróciłby Pan szczególną uwagę w tym sezonie? 

M.Ż.: W połowie marca w rejonie Czerwińska nad Wisłą oraz w środkowej Polsce zanotowano wzrost temperatury gleby do ponad 10 stopni Celsjusza. To spowodowało silne żerowanie opuchlaków, pędraków i drutowców. Z pozoru wydawało się, że temperatury i przymrozki nie pozwalały jeszcze na żerowanie szkodników, ale było inaczej. To pokazuje, że musimy być czujni. Kolejnym problemem jest – kwieciak malinowiec. W tym przypadku również – z pozoru wydaje się, że kwieciaki czekają na pierwsze kwiaty. Natomiast doradcy zwracają uwagę, że najlepszy moment na zwalczanie tego szkodnika jest w momencie uszkadzania pierwszych liści. To optymalny czas, aby skutecznie zwalczyć go np. za pomocą Verimarku® 200 SC. Jest to konieczne zanim szkodniki spowodują nieodwracalne szkody. Podstawą są lustracje. Mam przykłady z innych upraw, gdzie szkodniki występują masowo. Jeśli przeoczymy odpowiedni moment, na zabieg wyprzedzający będzie już za późno. Musimy działać wcześniej i stosować wszystkie możliwe środki. Verimark® 200 SC to dobry fundament do walki, ale później należy dołączać kolejne produkty. I tutaj podkreślę, że konieczna jest ich rotacja. Zmiana mechanizmu działania jest konieczna, aby zwalczyć pełne pokolenia szkodnika, dlatego w tym roku zdecydowaliśmy się na taki insektycyd biologiczny Nexsuba®. 

TruskawkiPlantatorzy stworzą skuteczne programy ochrony roślin z uwzględnieniem najskuteczniejszych rozwiązań. Zachęcam też moich kolegów z innych firm do współpracy. Ja polecam na przykład pierwszy zabieg zwalczający za pomocą preparatu Verimark® 200 SC, a kolejny z użyciem acetamiprydu, np. zawartego w preparacie Mospilan® 20 SP, który znajduje się w ofercie firmy Sumi Agro. Doradcy firm powinni współpracować ze sobą i testować różne warianty ochrony i połączeń produktów, aby móc służyć jak najlepiej radą plantatorom.  

Kończąc, postawię się w roli konsumenta. W sezonie moja żona kupuje codziennie łubiankę truskawek. Jest zadowolona, gdy wie, że są o wyjątkowym smaku, soczystości, słodkości, wielkości, że są bezpieczne, bo pochodzą z polskich plantacji. Szanowni producenci, dbajmy o tak wiernych polskich konsumentów. 

Rozmawiała Justyna Dobrosz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here