Jak najtaniej sprzedać jabłka deserowe?

jabłka w torebce

0,65 złotego za kilogram jabłek… Czy sytuacja na rynku jest aż tak zła, żeby oferować za jabłka deserowe tak niskie ceny?

Na jednym z portali pojawiła się oferta kupna jabłek, która zaskoczy niejednego sadownika. Oferta dotyczy jabłek przygotowanych w torebki kupującego. Torebki, jak również plastiki są po stronie kupującego. Jabłka musimy wysortować we własnym zakresie w gospodarstwie. Dopytaliśmy o szczegóły. Mowa o standardowych wymaganiach, jakie są stawiane dla jabłek deserowych. Owoce nie mogą mieć oznak żadnych chorób. Mniejsze wymagania dotyczą wybarwienia. Wystarczy, aby jabłko miało 20% koloru. Owoce pakujemy w torebki po 2 kilogramy. W plastiku zbiorczym mieści się 7 torebek. Odbiorca informuje o chęci zakupu wszystkich czerwonych odmian.

Ogłoszenie przesłał nam jeden z sadowników, który nie kryje zażenowania. Rozmówca zastanawia się, jaka kwota za kilogram zostanie finalnie w kieszeni sadownika? Sortowanie w gospodarstwie przecież też kosztuje. Odsort, rozważka, energia elektryczna i praca. Obawia się, że będzie to stawka niższa od ceny jabłek przemysłowych. Niemniej, jak mówi przedstawiciel firmy, są producenci, którzy decydują się na sprzedaż Idareda i Glostera na wymienionych wyżej warunkach.

Interesuje nas Wasze zdanie na ten temat. Czy sytuacja na rynku jest tak zła, że ekonomicznie uzasadnione, jest oferowanie tak skandalicznie niskich cen na początku nowego roku? Zwłaszcza w przypadku najnowszych informacji o inflacji na poziomie 8,6% i podwyżek cen prądu. Czy to zwyczajna próba maksymalizacji zysku, która wynika z trudnej sytuacji sadowników?

Nasz rozmówca na końcu także pyta ironicznie, czy jeśli do jabłek dokładają sadownicy to czy również pośrednicy do nich dokładają i wszyscy bierzemy koszty nadpodaży na nasze barki po równo?

7 KOMENTARZE

  1. @ ciułacz. Znam gospodarza co ma psa rottweilera, i jak się nocą wymknie z podwórka, to przynosi z całej wsi co się da. Nawet miski innych psów. Ale jak kiedyś przyniósł całe pranie sąsiadki i firanki sobie wpakował do budy na legowisko, no to przesadził. Też nazwali go ” ciułacz”.😄.

  2. Sąsiad kiedyś z krzyczał kłusownika że to jego robota że mu piękny kogut zginoł, o mało nie poszedł na policję. Po 2 tygodniach kogut się znalazł 500 metrów dalej u innego sąsiada. Poszedł na podryw i nie wrócił do swoich. Sąsiadka sama nie wiedziała skąd on się wzioł. Ale wyszło szydło z worka, jak zapytała kłusownika. Czy wie czyj kogut🐓.

  3. Był kiedyś taki dowcip angielski.ksiedzu zginął kogut i pytał parafian czy ktoś widział jego koguta.wszyscy w śmiech bo cock może znaczyć kogut ale też i fiut;)

  4. Autentyczny fakt. Była kiedyś samotna kobieta co się pokłóciła z kimś i zaprowadziła do sądu. Ale że jako jedynego świadka miała człowieka, który lubił gorzałe, i żona go ciagle opiepszała o wódkę. Sąd wezwał świadka : „proszę powiedzieć co Pan pomagał powódce”. Ten się wystraszył że nagadała coś na niego i powiedział” wysoki sądzie. Lubie wypić. Ale dziś jestem trzeźwy..” Sędzia się zadusiła śmiechem w ubranie. I powiedziała:” powódka to osoba zakładajaca sprawe, a nie chodzi o picie.😄

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here