Narodowy Holding Spożywczy coraz bliżej?

Utworzenie Narodowego Holdingu Spożywczego coraz bliżej. Czy będzie on faktycznie podmiotem, który wzmocni pozycje polskich rolników czy stanie się korporacją, tyle, że państwową. Obozy przeciwników i zwolenników stale przekonują jego wadach i zaletach.

NHS, czyli Narodowy Holding Spożywczy, jest jednym z priorytetowych celów partii rządzącej. Projekt właśnie otrzymał pozwolenie od UOKiKu i ponoć ma powstać jeszcze w tym roku. W założeniu ma skupiać krajowe spółki z branży rolno-spożywczej, być przeciwwagą dla dominującej roli zachodniego kapitału i wzmacniać pozycję rolników. Czy wszystkie teoretyczne założenia mają szansę na sukces?

Nie ulega wątpliwości, że przetwórstwo i handel płodami rolnymi są w Polsce w zagranicznych rękach. Wystarczy spojrzeć na przetwórstwo owoców, gdzie dominuje kapitał niemiecki. Zagraniczni przedsiębiorcy nie są zainteresowani dobrobytem polskich producentów. Chcą kupić tak tanio, jak to tylko możliwe. Inaczej mówiąc, nie zapłacą za nasze owoce więcej niż to jest konieczne. Każdy, kto myśli inaczej jest niestety bardzo naiwny.

Podobne problemy dotyczą branży zbożowej, warzywnej i innych. Jednym z wyjątków jest dobrze zorganizowane w spółdzielnie mleczarstwo i przemysł futrzarski. Jednak problem dominacji zachodniego kapitału nie polega wyłącznie na kupowaniu jak najtaniej. Zarobione pieniądze są w różny sposób wytransferowane z Polski i są lokowane czy inwestowane w Niemczech, Holandii czy Austrii.

Problem na naszym rynku rolno-spożywczym polega na tym, że rolnicy nie mają udziału w przetwórstwie i handlu. Aby być uczciwym, trzeba powiedzieć, że jest to udział marginalny. Lekarstwem miały być grupy producenckie. Grup tak naprawdę jest bardzo mało. Większość podmiotów, to firmy przynoszące korzyści dla wąskiego grona, gdzie sadownik – producent nie ma nic do powiedzenia.

Lekarstwem na wszystkie te bolączki ma być Narodowy Holding Spożywczy. Zdaniem rządzących ma ostatecznie powstać już w tym roku i wówczas zacznie się konsolidacja rynku rolno-spożywczego. Nowa instytucja ma poprawić konkurencyjność polskich produktów rolnych i wzmocnić pozycję krajowych rolników.

Przeciwnicy rozwiązania mówią o upaństwowieniu rolnictwa czy nawet powrocie do PGR-ów. Pojawia się również szereg politycznych zarzutów i ocen, o których nie będziemy w tym miejscu dyskutować. Oczywistym jest, że projekt ma szereg przeciwników politycznych. NHS ma również całą rzeszę przeciwników w samych rolnikach.

Sceptycy nie wierzą, że instytucja, która skonsoliduje 15, 20 czy 25% rynku będzie dać o interesy rolników, ponieważ sama stanie się korporacją czy „molochem”. Jako potwierdzenie, że pomysł się nie uda, rolnicy wspominają czasy PRL. Zdaniem przeciwników pomysłu upaństwowienie rolnictwa może skończyć się tylko źle. Tak, jak za czasów komunizmu w Polsce.

Jednak wśród rolników są także zwolennicy utworzenia NHS. Argumentem ma być właśnie mniejszościowa rola polskiego kapitału na rynkach rolnych oraz liczne monopole i oligopole w branży przetwórczej. Znamy to w sadownictwie doskonale na przykładzie przetwórstwa jabłek przemysłowych. Właśnie w takich wypadkach przeciwwagą dla zachodniego kapitału miałby być Narodowy Holding Spożywczy. Oczywiście gdyby w jego skład wchodziły przetwórnie…

Czego tak naprawdę potrzebuje rolnictwo i sadownictwo? Wolności gospodarczej. Uwolnienia rynku od zależności, które zostały wypracowane przez duże firmy przez lata. Rolnictwo potrzebuje dziesiątek czy setek mniejszych, prywatnych przetwórni, mroźni, młynów czy ubojni. Producenci muszą mieć udział w handlu i przetwórstwie. Musza mieć udział faktyczny, a nie znany z obecnych „grup”. Wszystko to w teorii jest Polsce możliwe. Czy zatem budowa kolejnego giganta spożywczego jest aż tak konieczna?

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here