Od końca zbiorów stale karczujemy sady

karczowanie sadu

Co roku miesiącem, w którym sadownicy karczują najwięcej drzewa jest listopad. Jednak usuwanie starych sadów czy wybranych odmian jeszcze się nie skończyło.

Czy możemy przyjąć, że wyjątkowo trudna sytuacja na rynku jabłek wpływa na decyzje sadowników o usuwaniu kolejnych kwater sadów? Wszystko wskazuje na to, że tak właśnie jest. Przejeżdżając przez zagłębie grójecko-wareckie co kilkaset metrów widać wykarczowany sad. Stan prac jest zróżnicowany. Od ściętych gałęzi, przez leżące drzewa po uprzątnięte czy zaorane kwatery.

Co powstanie w miejscu „nowych”, pustych kwater? Pomimo spadku areału sadów jabłoniowych w Polsce, nasze możliwości produkcyjne rosną i wszystko wskazuje na to, że będą dalej rosły. Są różne opinie o naszym potencjale produkcyjnym, ale popyt na drzewka nie zniknął. Wielu sadowników w miejscu wykarczowanych sadów założy plantacje truskawek, malin czy borówki amerykańskiej, albo warzyw. Z jednej strony trudno dziwić się producentom, którzy chcą dalej robić to, na czym się znają. Z drugiej strony coraz częściej słyszymy o konieczności zmniejszenia krajowej produkcji.

W tym sezonie możemy mówić w pewnym sensie o „drugiej turze” karczowania. Ma ona miejsce od momentu, gdy zakończyła się zimowa aura. Chociaż tak naprawdę tego typu prace trwają w zagłębiach sadowniczych od momentu zakończenia zbiorów. Tradycyjnie usuwane są sady najstarsze, na najsilniej rosnących podkładkach, ale także odmiany, które cieszą się najmniejszym popytem – Idared i Gloster. Trend ten zapewne wyraźnie zobaczymy w strukturze uprawianych odmian za kilka lat.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here