Podrabiane śliwki i borówki. Nasz rynek potrzebuje większej ochrony w sezonie

IJHARS

Branża sadownicza zauważa i docenia działania służb. Jednak takie kontrole to nadal za mało, żeby ograniczyć napływ owoców tuż przed i w szczycie sezonu w Polsce.

Podrabiane śliwki i borówki

Krakowski WIJARS informuje o kolejnych nieprawidłowościach na rynku hurtowym Rybitwy. W ostatnich dniach sprzedający oferowali tam 700 kg rumuńskich borówek oraz 290 węgierskich śliwek. Owoce sprzedawane były jako polskie. Kolejne kontrole na krakowskim hurcie potwierdzają liczne opinie sadowników, że właśnie na tym obiekcie panuje, delikatnie mówiąc, największy „bałagan” w Polsce.

Coroczny problem

Można złośliwie powiedzieć, że IJHARS pokazuje dziś Polakom to, z czym sadownicy od lat mierzą się w sezonie letnim. Owoce miękkie i pestkowe bardzo często „udają” polskie zanim zaczną się zbiory danego gatunku w kraju. Co więcej ilości, o których mowa wyżej mogą zostać przez producentów uznane za „śmieszne”.

Chociaż nadal spotkamy się z głosami, żeby zamknąć granice dla importu to większość sadowników wie, że jest to niemożliwe, a polscy przedsiębiorcy muszą też handlować importowanymi owocami i warzywami. Problem polega na niemal corocznym „zasypaniu” polskiego rynku wybranymi gatunkami tuż przed szczytem zbiorów w Polsce.

Zjawisko dotyczy przede wszystkim truskawek, a następnie czereśni i śliwek. Gdy w Polsce dojrzewają pierwsze, wczesne odmiany, rynek jest już praktycznie całkowicie nasycony towarem z południa Europy, który w tamtym klimacie został zerwany w pełni sezonu. Dlatego jest tak konkurencyjny.

Dlatego sadownicy od lat oczekują od państwa i służb ochrony rodzimego rynku przede wszystkim w okresie zbiorów w kraju. Nie ma tym niczego złego, ponieważ praktykują to na różne sposoby kraje zachodnioeuropejskie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here