Rolnicy protestują: Czy sadownicy potrafiliby się zjednoczyć?

strajk rolników w całej Polsce

Wczoraj w całym kraju odbyły się rolnicze protesty. Zablokowano wiele dróg i rond. Wysypano obornik i rozlano gnojowice. Czy branża sadownicza potrafiła by się tak szybko i sprawnie zjednoczyć wobec polityki rolnej, która może przyczynić się do upadku ich gospodarstw?

Rolnicy, głównie Ci zajmujący się hodowlą zdecydowanie zamanifestowali wczoraj swój sprzeciw wobec nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt znanej bardziej pod nazwą „5 dla zwierząt”. Chociaż ustawa w przyjętej przez sejm formie bezpośrednio uderza w hodowle bydła mięsnego, drobiu i zwierząt futerkowych, to protestowali rolnicy, którzy hodowlą się nie zajmują, ponieważ skutki gospodarcze dotkną w dalszej kolejności również ich.

Protesty przybrały wiele form. Zablokowano drogi i ronda. Rolnicy chodząc po pasach blokowali skrzyżowania. Odwiedzali biura poselskie polityków, którzy głosowali za ustawą. Nie obyło się bez ostrzejszych form protestu, jak wyrzucenie obornika w biurze posła partii rządzącej, który poparł ustawę. Na drogi wylano również gnojowice. Wielu publicystów zauważa, że była to największa rolnicza mobilizacja i manifestacja od czasów strajków organizowanych przez nie żyjącego Andrzeja Leppera. Nie ulega wątpliwości, że zjednoczeni rolnicy w walce o swój byt mają wpływ na polityków, którzy przed kolejnym posiedzeniem sejmu będą mieli nie lada orzech do zgryzienia.

Chociaż sadownicy to również rolnicy, to w rejonach produkcji sadowniczej nie organizowano akcji protestacyjnych. Głośna ustawa bezpośrednio w sadownictwo nie uderza. Jednak sadownicy, niezależnie od tego w przeszłości hodowlą się zajmowali z protestującymi się bezapelacyjnie solidaryzują.

Czy branża sadownicza potrafiła by się tak szybko zjednoczyć i zamanifestować swój sprzeciw wobec proporcjonalnego zagrożenia dla produkcji sadowniczej? Zdania są podzielone.

Jedni uważają że tak. Skoro hodowcy potrafili to zrobić i w kraju odbyło się ponad 100 akcji protestacyjnych, to sadownicy również stanęli by na wysokości zadania. Nic tak nie jednoczy jak wspólny wróg – dodają Ci, którzy w jedność sadowników wierzą.

Sceptycy wspominają minione strajki w których brała udział garstka sadowników. Również apele o nie sprzedawanie wiśni czy jabłek przemysłowych zdecydowanie częściej nie były w przeszłości respektowane, a owoce często sprzedawano pod osłoną nocy. Kolejnym przykładem może być protest ZSRP pod siedzibą Jeronimo Martins Polska na którym zjawiła się garstka sadowników. 

Jak zatem oceniacie wczorajsze strajki? Czy solidaryzujecie się z hodowcami, których byt jest przez opisywaną ustawę zagrożony? Czy zdecydowalibyście się i czy popieracie radykalne formy zamanifestowania swojego sprzeciwu wobec polityki rolnej, która może przyczynić się do upadku waszych gospodarstw? A może nie tędy droga?

fot. Wiadomości Rolnicze Polska

10 KOMENTARZE

  1. Sadowniczy już dawno powinni protestować choćby przeciw wycofywaniu substancji czynnych służących do ochrony roślin. UE pewnie pod wpływem lobbingu zakazuje stosowania substancji czynnych których patenty wygasły w związku z upływem czasu A firmy zastępują je nowymi preparatami dużo droższymi których notabene skutki stosowania pewnie też pro zdrowotne nie są. Jednocześnie Unia nie zakazuje importu owoców, zbóż, soji modyfikowanej genetycznie z krajów trzecich gdzie stosowane są ciagle zakazywane w UE substancje czynne. UE importuje z krajów trzecich np. soję na pasze zawierającą glifosat i inne szkodliwe pestycydy i później zdziwienie że gro populacji ma glifosat w organiźmie jak cały drób chodowany na tej soji, nie wspomnę już o imporcie i stosowaniu w niesamowitych ilościach w żywności oleju palmowego (rakotwórczego) notabene pod uprawę którego wycina się lasy tropikalne apsorbujące CO2 z którym niby to Unia walczy- to dopiero nazywa sie hipokryzja. W tej UE to dopiero muszą wały kręcić Komisja Europejska to dopiero musi łapówy brać. Rolnicy sadownicy i wszyscy ciężko pracujący już dawno powinni pogonić tą psełdo Elite polską i europejską ( HOŁOTE)

  2. Ano , do 2030 zabrać 50% śor i zwiększyć do 25% ilość gospodarstw eko . Szkoda że u nas postawili na max biurokrację bo kraje przodujące w ekologii , które się chwalą że mają już 20% gospodarstw eko to tak naprawdę malutkie hektarowe sady i pola. Polska ma może pół procenta gospodarstw eko lub mniej ale produkuje więcej eko żywności niż reszta Europy. Ani PiS ani po ani europosłowie nie potrafią sięgnąć i wykorzystać tego ile produkujemy . Zamiast tego eu siłą będzie zmuszać do przechodzenia na ekologię .

    • W jednostkach certyfikujących w znacznej większości siedzi głęboja biurokratyczna komuna, a to oznacza bio rolnika-intruza i prawie przestępcę i łapówkarstwo – to od strony technicznej. Druga sprawa, to to, że u nas nie ma rynku na produkty bio. Społeczeństwo jest zbyt biedne, aby płacić extra za żywność ekologiczną i te produkty najzwyczajniej grzeją półkę w sklepach. Pozostaje tylko zbyt na zachód, ale i to zbyt proste nie jest(bez dobrego, lokalnego agenta, na szerszą skalę, marne szanse).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Wpisz swoje imię
Wpisz treść komentarza

Polityka Prywatności