Trudna sytuacja nowozelandzkich sadowników trwa

nowa zelandia

Niedobór pracowników przy zbiorach jabłek w Nowej Zelandii jest coraz bardziej widoczny. Tamtejsi plantatorzy szukają różnych rozwiązań, aby zebrać jak najwięcej jabłek. W obawie przed zmarnowaniem części zbiorów, apelują o pomoc również do obywateli.

Nowozelandzka branża sadownicza próbuje wielu rozwiązań, aby wyjść z kryzysu. Obostrzenia związane z przemieszczaniem się zaskutkowały deficytem pracowników przy zbiorach jabłek.

Sadownicy zwracają się do firm pośredniczących, szukają fundacji i pomocy rządu czy lokalnych władz. Każda para rąk do pracy jest obecnie na wagę złota. Producenci proponują bardzo korzystne grafiki, pracę w weekendy i wieczory. Oferują także coraz wyższe stawki. Wszystkie starania mają na celu zebranie jak największej liczby owoców w szczycie sezonu, który właśnie się rozpoczyna.

Nasze sadownictwo jest zależne od siły roboczej w równie dużym stopniu, co nowozelandzkie. Niestety, należy przypuszczać, że w przypadku zamkniecie granic sytuacja w Polsce wyglądałaby podobnie. Niewykluczone, że przy bardzo urodzajnym roku, część owoców zostałaby na drzewach.

Tamtejsze ogrodnictwo desperacko potrzebuje rąk do pracy. W grę wchodzą ogromne pieniądze z tytułu eksportu jabłek i kiwi. Ponadto pracownicy są równie potrzebni przy zbiorach warzyw i owoców cytrusowych. O problemie tamtejszych sadowników pisaliśmy w artykule: Nawet 30% jabłek w Nowej Zelandii zostanie na drzewach 

Kryzys z pracownikami, spowodowany zamknięciem granic tak naprawdę się dopiero rozpoczyna. Przedstawiciele branży już teraz informują, że rąk do pracy będzie brakować także w przetwórstwie, na sortowniach, przy cięciu zimowym i innych pracach w sadach winnicach i pozostałych plantacjach. To nie koniec problemów. Pracowników potrzebują również pozostałe gałęzie Nowozelandzkiej gospodarki.

źródło: appelsandpears.nz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz treść komentarza
Wpisz swoje imię