Zrzeszać się czy działać w pojedynkę?

grupa producentów owoców i warzyw

W Polsce stopień zorganizowania producentów należy do niskich. Polscy sadownicy niechętnie podchodzą do tematu grup producenckich (wielokrotnie mają w tym swoje racje, ale to temat na osobną dyskusję). Organizowanie się to jednak podstawa dobrze działającego rynku. Może warto zwrócić uwagę na spółdzielnie?

Procent sadowników zrzeszonych w różnych kooperatywach jest oceniany w Polsce na około 20%. Zatem zrzeszeni są w mniejszości. Ponadto stopień zrzeszenia jest znacznie mniejszy niż na zachodzie Europy. Tam jednak dominują spółdzielnie ogrodnicze, które zrzeszają się z kolei w większe organizacje branżowe. Flagowym przykładem niech będą włoskie konsorcja. W Polsce dominują grupy producenckie, które na przestrzeni ostatnich 10 – 15 lat nie we wszystkich przypadkach funkcjonują według swoich założeń i można im zarzucić szereg nieprawidłowości.

Założenie zwiększenia stopnia zorganizowania branży ma przynieść producentom w teorii same korzyści. Jak doskonale wiemy duża liczba rozdrobnionych producentów jest niestety na przegranej pozycji, jeśli chodzi o negocjacje cen i warunków dostaw z dużymi odbiorcami. Jeśli w grupach i spółdzielniach byłoby zrzeszonych 2/3 lub więcej sadowników, wówczas ich pozycja byłaby zdecydowanie silniejsza. Bez wątpienia duzi odbiorcy musieliby się liczyć z jednolitym głosem tak zrzeszonej branży.

Obok korzyści na rynku krajowym w teorii zwiększyłaby się również konkurencyjność naszej oferty na rynku globalnym. Jednolita oferta jakościowa i cenowa przy większym wolumenie każdej z odmian bez wątpienia wpłynęłaby na ustabilizowanie krajowego rynku. Co więcej ograniczyłaby szkodliwą konkurencję polsko-polską na rynkach zewnętrznych.

Jednak to nadal teoria. Sadownicy nie chcą się zrzeszać i nie chcą zakładać nowych form współpracy. Wynika to z obserwacji modelu działania zdecydowanej większości grup producenckich w kraju. Brak transparentności, decyzyjność ograniczona do wąskiego grona, nieprawidłowości przy sortowaniu owoców, import owoców czy prześciganie się ofertami cenowymi w dół to tylko niektóre grzechy funkcjonujących grup. Brak zaufania nie wynika ze strachu czy osobistych przekonań producentów lecz wyłącznie z polityki prowadzonej od lat przez większość tego typu podmiotów.

Oczywiście sama konieczność podniesienia stopnia zorganizowania producentów jest jak najbardziej zasadna i konieczna. Zwłaszcza, że średnia powierzchnia gospodarstw sadowniczych w Polsce nie jest zbyt duża. Niemniej nie będzie ona możliwa przy obecnym profilu funkcjonowania grup producenckich.

Zdaniem części sadowników, jednym z wyjść z tej „patowej” sytuacji jest spółdzielczość. Spółdzielczość oddolna, taką jaką obserwowaliśmy w Polsce przedwojennej. Taką jaką w swojej branży zaimplementowali nowozelandzcy sadownicy. Spółdzielczość, gdzie każdy udziałowiec ma tyle samo do powiedzenia i czerpie profity współmierne do wkładanych w spółdzielnie wysiłków. Można zatem postawić tezę, że aby zwiększyć odsetek zorganizowania branży, należy wywrócić do „do góry nogami” definicję zrzeszania się, jaka panuje wśród sadowników za sprawą nieprawidłowego funkcjonowania większości grup.

Podzielacie taką opinię?

2 KOMENTARZE

  1. Jestem członkiem spółdzielni sadowniczej, i powiem tak: czy to w spółdzielni, czy w innej formie grupy-90% sadowników nie dorosło do jakiejkolwiek formy współpracy… Wielu z nas, rowniez dzięki wyjazdom z prof. Makoszem widziało na własne oczy jak działają spółdzielnie w Niemczech, we Francji czy Włoszech. Ale tylko nieliczni wyciągnęli z tego jakiekolwiek wnioski. Ale to temat na osobne rozważania. Tak samo jak narzekanie na to jak w grupach (i spółdzielniach!) sortowane są jabłka….(:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here