Jak zaczęła się historia Jabłkomatu Łącko? Od prostego pomysłu, własnych jabłek i chęci, żeby spróbować sprzedać je trochę inaczej. Chociaż Alicja i Dawid prowadzą gospodarstwo wspólnie, podzielili się obowiązkami. Po stronie sadownika jest opieka nad sadem, a po stronie pani Alicji sprzedaż i chociażby sposób, w jaki jabłka są prezentowane. W przygotowanym przez nich, bardzo urokliwym punkcie klienci sami wybierają owoce, a należność zostawiają w skarbonce. Bez sprzedawcy, bez pośrednika i – co najważniejsze – bezpośrednio z gospodarstwa.
Jak wyjaśniają, w swoim gospodarstwie mają wiele odmian jabłoni. Dla nich to duży atut, ponieważ dzięki temu w sprzedaży mogą zaoferować jabłka o różnym smaku i przeznaczeniu. Taki zresztą jest ich pomysł. Nie brakuje dziś zarzutów, że polscy konsumenci wciąż niewystarczająco znają poszczególne odmiany jabłek i nie potrafią ich rozróżniać. Tutaj wątpliwości nie ma – nasi rozmówcy dbają o to, żeby każda odmiana była dobrze opisana. Nawiasem mówiąc, nam najbardziej podoba się opis Szampiona – słodko-kwaśny „jak życie na wsi”;). Jak wyjaśniają, zdecydowali się na takie opisy, bo osoby przyjeżdżające po jabłka często pytały, które z nich są najlepsze do jedzenia. Odpowiedź nie jest prosta – jedni wolą słodkie, inni kwaśniejsze, twarde albo bardziej soczyste. Krótkie podpowiedzi mają ułatwić wybór.
Kupują sami. Płacą do skarbonki
I co ważne? To kolejny pomysł oparty na zaufaniu. Chociaż stoisko jest duże, przestronne i dobrze zaopatrzone, klient, który chce kupić jabłka, wybiera je sobie sam i sam zostawia w skarbonce odpowiednią kwotę. Co ciekawe, zainteresowanie pojawiło się nie tylko wśród turystów. Dawid opowiada, że mają również miejscowych klientów, którzy przychodzą po jabłka raz czy dwa razy w tygodniu. Często słyszy także od mieszkańców nieco dalszej okolicy, że Łącko od dawna kojarzyli z jabłkami, ale na miejscu nie wiedzieli, gdzie właściwie mogą kupić owoce bezpośrednio od sadownika.
Pomysł przywieźli z wyjazdu
Wszystko zaczęło się kilka miesięcy wcześniej, podczas zagranicznego wyjazdu Alicji i Dawida. Przy jednej z dróg zobaczyli stoisko z bananami. Zatrzymali się i sami kupili owoce. Już wtedy zaczęli się zastanawiać, czy nie powinni spróbować podobnego pomysłu również ze swoimi jabłkami. Wizję szybko wcielili w życie, bo sytuacja na rynku jabłek nie była zbyt dobra. Chociaż konsumenci często nie mają tego świadomości, cena jabłek na sklepowej półce znacznie różni się od tego, co za owoce otrzymuje sadownik. Sprzedaż bezpośrednia pozwala skrócić tę drogę – sadownik może uzyskać lepszą cenę, a konsument kupić owoce bezpośrednio z gospodarstwa.
Ze sprzedażą ruszyli w październiku, w środku zbiorów. Nie było łatwo – trwały zbiory, na pokładzie był również nowy członek rodziny, ale dzięki wsparciu najbliższych się udało. Zainteresowanie klientów przerosło ich oczekiwania. Czasami trudno było nadążyć z przygotowaniem owoców do sprzedaży. Co więcej, sprzedaż trwała cały rok. Gospodarstwo dysponuje przechowalnią owoców i chociaż latem zapotrzebowanie było nieco mniejsze, handel trwał do nowych zbiorów. Dziś w sprzedaży jest już cały wahlarz odmian jabłek prosto z drzew.
Zaufanie się sprawdza
Od początku pojawiało się też pytanie, czy punkt bez sprzedawcy może działać. Pojedyncze przypadki kradzieży się zdarzają, ale zdaniem naszych rozmówców nie mają większego znaczenia. Ufają swoim klientom od początku i – jak mówią – to się potwierdza.
Klienci pytają już o kolejne produkty, przede wszystkim o soki. Tu sprawa jest trudniejsza, bo sok wymaga odpowiednich warunków przechowywania. Nasi rozmówcy nie wykluczają w przyszłości automatu, choć część klientów wcale nie jest do takiego rozwiązania przekonana. Cenią obecną formę sprzedaży i chwalą ich „jabłkomat” za urok. Mogą obejrzeć owoce, wybrać te, które im się spodobały, bez pośpiechu, bez terminali i kas. Jak mówią, ma to swój lokalny charakter i dobrze wpisuje się w specyfikę rejonu.
Pomysł Alicji i Dawida nie rozwiąże problemów całego rynku jabłek, ale w ich gospodarstwie pozwolił zrobić dokładnie to, czego szukali – samemu dotrzeć do klienta, zamiast godzić się wyłącznie na ceny proponowane przez kolejnych odbiorców.
