Targi w Madrycie i rozmowy o Gali
– Zainteresowanie Galą widać wyraźnie. Po pierwsze, mamy jako kraj bardzo dobry produkt, a po drugie, wchodzimy w okres najbardziej wzmożonego handlu tą odmianą. Na globalnym rynku mamy wielu konkurentów, a od lutego dojdą kolejni, ci z półkuli południowej. Dlatego uważam, że długie przechowywanie tej odmiany nie jest dobrą strategią, niezależnie od sezonu – mówi nam Emilia Lewandowska (Fruit-Group).
Po pierwsze, nasza Gala ma mniej mikropęknięć i defektów po ujemnych temperaturach niż rok temu. Jędrności nie obniżyły także upały, których nie notowaliśmy bezpośrednio przed zbiorami. Podsumowując, nasze jabłka mają kilka zalet, o których powinniśmy mówić i które dają nam przewagę konkurencyjną.
Wracając do strategii sprzedaży, warto przypomnieć sobie wstrzymywanie sprzedaży w grudniu 2025 roku. – Nie chcę, żeby zabrzmiało to jak apel, ale warto sprzedawać Galę, gdy notujemy popyt. Wyprzedać zapasy w skali kraju i dawać odbiorcom jasny przekaz i konkretne informacje – podkreśla Emilia Lewandowska.
Targi Fruit Attraction w Madrycie odbyły się w dniach 6–8 października i wzięło w nich udział 15 firm z Polski. Promowały owoce, ale też warzywa. Chociaż są to targi typowo handlowe, to znajdziemy tam także co nieco maszyn, szczególnie od największych producentów.
Najwięcej gości z Indii
– Dla nas były to targi, na których najwięcej miejsca poświęciliśmy wspomnianej już Gali. Jeśli chodzi o gości, to chyba nasze stoisko najczęściej odwiedzali Hindusi. Dużo było też Egipcjan. Zainteresowanie naszymi jabłkami z tego kierunku nie słabnie, co widzieliśmy w danych eksportowych za wrzesień – dodaje ekspertka od eksportu.
Jak wyjaśnia, na targach Fruit Attraction 2026 grupa nawiązała wiele konkretnych kontaktów. Jednak jeśli chodzi o eksport, Fruit-Group ma konkretną strategię. Nasza rozmówczyni wyjaśnia, że celem nie jest zdobycie jak największego udziału w danym rynku, tylko dywersyfikacja. Fruit-Group chce mieć klientów na licznych rynkach, zamiast skupiać się na jednym kraju.
Do pełni szczęścia brakuje...
– Nadal za bolączkę uważam fakt, że setki ton polskiej Gali wysokiej jakości sprzedawane są pod markami innych firm lub w podstawowych buszlach bez żadnej marki. To nie jest tak, że walczymy o rozpoznawalność, my już ją mamy. Do przysłowiowej pełni szczęścia brakuje większej liczby polskich marek. Marka i logotyp, za którymi stoi jakość, są postrzegane jako coś premium – dodaje nasza rozmówczyni.
Kolejna kwestia to zbiór. Brakuje nam pracowników, ale zdaniem pani Emilii dwuetapowy zbiór znacznie poprawiłby wybarwienie eksportowanej Gali, czyli jej ogólną prezencję. Brutalna prawda jest taka, że kupców niespecjalnie interesują nasze braki kadrowe. Oczekują jak najlepiej wybarwionych owoców.
Tak czy inaczej, w tym sezonie możemy być dumni z jakości Gali. Jeśli jako branża nie powtórzymy błędów z ubiegłego sezonu, to z jej zagospodarowaniem na dalekich rynkach nie powinno być problemów. Mamy atrakcyjny i konkurencyjny produkt i warto podkreślać to na każdym kroku w bieżącym sezonie.
