Jak zwraca uwagę Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP i przewodniczący sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, w materiale opublikowanym na profilu ZSRP, w dyskusjach sadowniczych często wraca dziś pytanie, dlaczego wiosną 2026 roku nie powtórzyła się sytuacja z poprzedniego sezonu. Sadownicy długo przechowywali jabłka, licząc na wyższe ceny, ale te nie przyszły.
Jabłek było więcej, niż zakładaliśmy
Jedną z przyczyn było, zdaniem Mirosława Maliszewskiego, niedoszacowanie zbiorów w 2025 roku. Po wiosennych przymrozkach mówiło się o rekordowo niskiej produkcji w Polsce. Późniejsze dane o zapasach pokazały jednak, że jabłek było więcej. W grudniu w chłodniach na terenie całej Unii Europejskiej znajdowało się około 4,6 mln ton jabłek. To o około 400 tys. ton więcej niż w analogicznym momencie poprzedniego sezonu. Sezon handlowy zaczynaliśmy więc z większymi zapasami.
Początek roku wyglądał jednak dobrze. W styczniu, lutym i marcu duże ilości jabłek z Unii Europejskiej, w tym z Polski, trafiały na eksport, a import był niewielki. Dzięki temu do marca różnica w zapasach względem poprzedniego sezonu zmniejszyła się do nieco ponad 250 tys. ton.
Eksport szedł dobrze. Później sprzedaż wyhamowała
I właśnie wtedy część sadowników zaczęła wstrzymywać sprzedaż. Liczyli, że wraz z nadejściem wiosny powtórzą się wysokie ceny z roku wcześniej. Zdaniem Mirosława Maliszewskiego był to moment, w którym korzystny trend został zahamowany. W lipcu różnica w zapasach względem poprzedniego sezonu ponownie wzrosła i wynosiła około 280 tys. ton.
Problem polegał na tym, że latem możliwości sprzedaży są już dużo mniejsze. W najlepszych miesiącach handlowych, takich jak styczeń, luty czy marzec, w całej Unii Europejskiej sprzedaje się nawet ponad 600 tys. ton jabłek miesięcznie. Latem jest to około 200–300 tys. ton. Takiej ilości jabłek nie dało się już szybko sprzedać bez obniżania cen.
Najwięcej zostało odmian ważnych dla Polski
Duże zapasy dotyczyły przede wszystkim odmian istotnych dla polskich sadowników. Mirosław Maliszewski wymienia Golden Deliciousa, Red Jonaprinca, Idareda, Galę i Jonagolda. Pod koniec sezonu tych jabłek było w chłodniach o ponad 200 tys. ton więcej niż rok wcześniej. Do tego latem jabłka musiały konkurować z owocami sezonowymi, między innymi truskawkami i tanimi czereśniami. – Jabłek po prostu w chłodniach było zbyt dużo – podsumowuje.
Jego zdaniem to właśnie różniło ten sezon od poprzedniego. Jabłek było więcej, zapasy były duże, a część owoców trafiła do sprzedaży dopiero wtedy, gdy popyt był już znacznie mniejszy.
Ponad 200 tys. ton zostało na kolejny sezon
Skutki tej sytuacji widzieliśmy w ostatnich tygodniach. Jak zwraca uwagę prezes ZSRP, z poprzedniego sezonu zostało ponad 200 tys. ton jabłek w chłodniach. Oznacza to, że przez pierwsze tygodnie nowego sezonu na rynku jednocześnie znajdowały się jabłka ze starych zapasów i owoce z nowych zbiorów. A to dziś utrudnia odbudowę cen.
Źródło: Związek Sadowników RP
