W rozmowie Grzegorz Socha, wicemarszałek województwa świętokrzyskiego, przyznaje, że dociera do niego coraz więcej sygnałów od lokalnych sadowników zaniepokojonych podejrzeniem wzmożonego importu koncentratu jabłkowego. Producenci obawiają się nie tylko konkurencji ze strony zagranicznego surowca, ale również tego, czy jest on kontrolowany równie rygorystycznie jak produkty wytwarzane w Polsce. We wtorek, 13 października, po telefonach od sadowników wicemarszałek postanowił osobiście przyjrzeć się sytuacji w jednym z zakładów przetwórstwa owocowo-warzywnego na terenie powiatu sandomierskiego.
– Zauważyłem tam cysterny spoza Unii Europejskiej, których zawartość i pochodzenie wymagają jednoznacznego wyjaśnienia – poinformował w mediach społecznościowych. Sam widok zagranicznych cystern nie przesądza oczywiście, co znajdowało się w ich wnętrzu ani skąd pochodził przewożony towar. Wicemarszałek chce jednak, aby odpowiednie służby sprawdziły zgłaszane przez sadowników obawy.
Wicemarszałek pisze do sanepidu. Chce wyników badań
Dziś, 14 października, Grzegorz Socha skierował oficjalne pismo do Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Kielcach. Wicemarszałek domaga się przede wszystkim informacji, ile próbek koncentratu jabłkowego i wiśniowego pochodzącego spoza Unii Europejskiej pobrano w województwie świętokrzyskim w 2025 i 2026 roku. Chce również poznać wyniki badań na obecność pozostałości pestycydów.
W piśmie zwraca się także o przeprowadzenie wzmożonych kontroli importowanego koncentratu owocowego, szczególnie tego dostarczanego cysternami do zakładów przetwórczych na terenie regionu sandomierskiego. Wnioskuje o pobieranie próbek do badań laboratoryjnych.
Grzegorz Socha oczekuje wyjaśnienia, czy obecny system kontroli zapewnia odpowiednią ochronę konsumentów i czy możliwe byłoby objęcie badaniami każdej partii koncentratu sprowadzanego z państw, w których dopuszcza się stosowanie środków ochrony roślin zakazanych w Unii Europejskiej. Pyta również, czy importowany koncentrat jest uwzględniany w planach urzędowych kontroli oraz czy stwierdzono podwyższone ryzyko uzasadniające częstsze pobieranie próbek.
Sadownicy muszą przestrzegać ograniczeń. A co z importem?
W swoim publicznym apelu wicemarszałek zwraca uwagę na problem, o którym polscy sadownicy mówią od lat. W produkcji jabłek obowiązują ich określone wymagania dotyczące stosowania środków ochrony roślin. Tymczasem w państwach spoza Unii Europejskiej mogą być dopuszczone substancje, których polscy producenci nie mogą już stosować.
Państwowa Inspekcja Sanitarna kontroluje żywność importowaną spoza Unii Europejskiej. Sprawdzana jest dokumentacja, a próbki do badań laboratoryjnych pobiera się między innymi na podstawie oceny ryzyka. Nie oznacza to automatycznego badania każdego transportu. Właśnie dlatego Grzegorz Socha chce poznać konkretne liczby i wyniki kontroli dotyczących koncentratów owocowych dostarczanych do świętokrzyskich zakładów.
Wicemarszałek zaznacza przy tym, że nie domaga się zamknięcia polskiego rynku przed importem. – Nie walczę z wolnym rynkiem. Nie żądam zakazu importu. Żądam skutecznych kontroli, wiarygodnych badań laboratoryjnych i równych zasad! – napisał w mediach społecznościowych.
Importowany koncentrat jabłkowy konkuruje z surowcem pochodzącym od polskich sadowników. Dlatego dla producentów znaczenie ma nie tylko jego cena i ilość, ale również to, czy sprowadzany towar spełnia wszystkie wymagania dotyczące bezpieczeństwa żywności.
