Czeski rząd chce odbudować sady
Jeszcze w 2014 roku w Czechach było ponad 17,5 tys. hektarów sadów. Dziś zostało niewiele ponad 10 tys. hektarów. Najwięcej wycięto jabłoni, których powierzchnia zmniejszyła się niemal o połowę. I choć w ostatnim czasie tempo karczowania nieco spadło, sadów nadal ubywa.
Teraz czeski rząd chce to zmienić. Ministerstwo Rolnictwa wyznaczyło sobie cel na najbliższe lata: najpierw zatrzymać spadek powierzchni sadów na poziomie około 10 tys. hektarów, a następnie zwiększyć ją do 12 tys. hektarów w 2035 roku. Czyli o jedną piątą. Dlaczego Czechom tak zależy na odbudowie sadownictwa? Jednym z powodów jest duże uzależnienie od importowanych owoców. Według danych tamtejszego resortu rolnictwa w 2025 roku krajowa produkcja pokrywała zaledwie 38,4% zapotrzebowania na świeże owoce. Resztę trzeba było sprowadzić z zagranicy.
Minister rolnictwa Martin Šebestyán chce, żeby czescy producenci odzyskali większą część własnego rynku. Ale do tego potrzeba nowych sadów, a przede wszystkim gospodarstw gotowych w nie inwestować.
Państwo chce dopłacać nie tylko do sadzenia drzew
Czeskie Ministerstwo Rolnictwa zapowiada dalsze wsparcie nowych nasadzeń oraz modernizacji istniejących sadów. Wśród najważniejszych inwestycji wymienia nawadnianie, ochronę przeciwprzymrozkową i siatki przeciwgradowe. Chce też pomagać gospodarstwom w zakupie nowoczesnych technologii, w tym rozwiązań związanych z robotyzacją i automatyzacją prac.
Czesi chcą też zadbać o sprzedaż owoców z krajowych gospodarstw. Ministerstwo rozmawiało o tym między innymi z przedstawicielami handlu. Więcej czeskich jabłek i innych owoców miałoby trafiać do szkół, szpitali oraz pozostałych instytucji publicznych. Przewidziano również wsparcie dla przechowalnictwa, przetwórstwa i organizacji producentów.
Nowe nasadzenia? Na razie jest ich bardzo mało
Mimo zachęt w 2025 roku czescy sadownicy posadzili przy wsparciu państwa zaledwie 98 hektarów nowych sadów. To jeden z najniższych wyników w historii. Przed 2020 rokiem zakładano ich zwykle około 350 hektarów rocznie. Martin Ludvík, przewodniczący Związku Sadowników Republiki Czeskiej, zwraca uwagę, że obecne tempo nasadzeń nie wystarcza nawet do zatrzymania spadku powierzchni sadów. Żeby przestało ich ubywać, potrzeba około trzykrotnie więcej nowych nasadzeń niż w ubiegłym roku.
A starych sadów jest jeszcze sporo. Według danych czeskiej branży aż 48% nasadzeń jabłoni znajduje się już w okresie spadku plenności. Część z nich w najbliższych latach będzie musiała ustąpić miejsca nowym drzewom. Pytanie, czy sadownicy
Dlaczego Czesi zakładają tak mało nowych sadów?
Największą przeszkodą są obawy o opłacalność inwestycji. Założenie nowego sadu kosztuje, na pierwsze zbiory trzeba poczekać, a ceny owoców i koszty produkcji trudno przewidzieć na kilka lat do przodu. Do tego dochodzą problemy z pracownikami i coraz większe ryzyko strat pogodowych. Niestety, Czesi za jeden z problemów swojego sadownictwa uważają też tańsze jabłka z Polski.
Ten rok również nie oszczędził czeskich sadowników. Wiosenne przymrozki spowodowały ogromne straty, szczególnie w uprawach jabłoni. We wrześniu czeski związek sadowników informował, że na niemal połowie powierzchni sadów straty w plonach przekraczały 80%. Wielu producentów kończy więc kolejny trudny sezon.
A przecież państwowe dopłaty nie dają gwarancji, że nowy sad będzie przynosił zysk. Czeski rząd chce jednak, żeby za dziewięć lat sadów było więcej niż dziś. Czy uda się odbudować choć część tego, co wycięto przez ostatnią dekadę? Odpowiedź zależy przede wszystkim od samych sadowników. Na razie starych sadów ubywa znacznie szybciej, niż przybywa nowych.
Źródła: Ministerstwo Rolnictwa Czech, České noviny (ČTK).
