Sad24
StoryEditorNiedobór pracowników

Jabłek mało, a ludzi i tak brakowało. Strach pomyśleć o urodzaju

Data:  12 października 2026Autor:
12 października 2026

Tegoroczne zbiory jabłek będą najmniejsze od 2017 roku, a mimo to w części gospodarstw brakowało pracowników. Co będzie w sezonie wysokich plonów, gdy więcej ludzi do zbiorów będą potrzebowali również producenci truskawek, malin i borówek? Już ten rok pokazał, że znalezienie odpowiedniej liczby pracowników może być dużym problemem.

Tegoroczne zbiory jabłek będą najmniejsze od 2017 roku, a mimo to w części gospodarstw brakowało pracowników. Co będzie w sezonie wysokich plonów, gdy więcej ludzi do zbiorów będą potrzebowali również producenci truskawek, malin i borówek? Już ten rok pokazał, że znalezienie odpowiedniej liczby pracowników może być dużym problemem.

Nieurodzaj nie oznaczał nadmiaru pracowników

Z roku na rok mamy coraz większe problemy ze znalezieniem pracowników sezonowych. To, że w tym sezonie w wielu gospodarstwach nie było większych trudności z zatrudnieniem, wcale nie powinno nas uspokajać. Wręcz przeciwnie. Przy tak małych zbiorach brak pracowników, nawet jeśli dotyczył mniejszej części gospodarstw, jest bardzo niepokojący.

Mamy sezon z najniższymi zbiorami jabłek od pamiętnego 2017 roku. Zbiory wiśni również były mniejsze, a coraz większa część tych owoców zbierana jest mechanicznie. Dlatego choć powierzchnia upraw rośnie, niekoniecznie potrzebujemy coraz więcej pracowników. W malinach i borówkach mechanizacja także postępuje, ale minie jeszcze trochę czasu, zanim będzie tak powszechna jak w przypadku wiśni.

Potrzebujemy strategii

Zapytajmy sami siebie, kto zbierze truskawki, borówki, maliny i jabłka w roku, w którym wszystkie te gatunki dobrze zaplonują? Przed laty nieraz słyszeliśmy, że „źródło rąk do pracy na Ukrainie już wyschło”. I rzeczywiście, coraz trudniej opierać zatrudnienie pracowników sezonowych wyłącznie na Ukrainie. Stąd poszukiwania ludzi w coraz odleglejszych zakątkach świata.

Na problem można spojrzeć również inaczej. Jako branża jabłkowa potrzebujemy strategii, której dziś nie mamy. Jaką powierzchnię sadów jesteśmy w stanie zebrać? Skąd będziemy pozyskiwać pracowników? A może potrzebujemy programów wsparcia zakupu maszyn automatyzujących zbiór, żeby utrzymać konkurencyjność i rentowność gospodarstw?

Sadownik, który zainspirował nas do opisania tego problemu, jest przerażony wizją zbiorów jabłek na poziomie 5 mln ton. Twierdzi, że w takim sezonie nie pomoże oferowanie 30, 35 czy nawet 40 zł za godzinę pracy, ponieważ zwyczajnie nie będzie kogo zatrudnić.

Być może ograniczenie wydatków budżetowych i całkowite zniesienie świadczeń socjalnych – rozwiązania postulowane przez niektórych doradców rządu – nieco poprawiłoby sytuację na rynku pracy. Wiele wskazuje jednak na to, że rację mogą mieć ci, którzy od lat uważają, że dalszy pęd do nowych nasadzeń zatrzyma dopiero brak rąk do pracy.

Ankieta tylko potwierdza te obawy

W naszej ankiecie sadownicy zagłosowali w następujący sposób. Prawie 30% respondentów miało optymalną liczbę pracowników. Po raz kolejny warto podkreślić, że nie jest to szczególnie dobra wiadomość, ponieważ mówimy o sezonie z wyjątkowo małymi zbiorami.

Co więcej, w tym samym nieurodzajnym sezonie ponad 35% respondentów miało mniejsze lub większe problemy ze znalezieniem rąk do pracy. A przecież przy wyższych plonach zapotrzebowanie na pracowników byłoby znacznie większe...

image
Opracowanie własne na podstawie wyników ankiety.
FOTO: Sad24

Anonimowe konta to kolejny problem

W mediach społecznościowych pod ogłoszeniami o pracy pojawia się sporo komentarzy o coraz wyższych stawkach. Nasz rozmówca zwraca uwagę, że wiele z nich publikowanych jest anonimowo. Jego zdaniem za częścią takich wpisów mogą stać sami pracownicy, którzy próbują w ten sposób podbijać stawki i tworzyć wrażenie, że w innych gospodarstwach płaci się już znacznie więcej. Niestety, część sadowników nadal bierze takie komentarze na poważnie...

Równocześnie ostrzega, żebyśmy nie dali zwariować tylko dlatego, że ktoś anonimowo napisze, iż gdzieś płacą już 30 zł za godzinę.

– W ogóle nie powinniśmy zwracać absolutnie żadnej uwagi na wszystkie anonimowe posty, ogłoszenia i komentarze – podkreśla sadownik.

300, 500, a nawet 700 zł za pracownika

Od lat kontrowersje budzą również dodatkowe opłaty pobierane przez przewoźników i pośredników zajmujących się sprowadzaniem pracowników. Za dowiezienie do gospodarstwa płacą im pracownicy z Ukrainy. Zdarza się jednak, że za „załatwienie” pracownika przez kierowcę płaci również sadownik. Mowa o kwotach 300, 500, a nawet 700 zł od osoby.

Im więcej mówi się o tym, że pracowników brakuje, tym wyższej stawki można żądać za ich sprowadzenie. A przecież przy większych zbiorach gospodarstwa będą potrzebowały znacznie więcej ludzi. Nietrudno więc wyobrazić sobie, jak bardzo mogą wzrosnąć koszty zatrudnienia, jeśli do wynagrodzenia każdego pracownika trzeba będzie doliczyć jeszcze kilkaset złotych za jego sprowadzenie.

To kolejny czynnik, który może podnieść ogólne koszty pracy w urodzajnym sezonie. A taki sezon kiedyś przecież nadejdzie. To tylko kwestia czasu i statystyki.

12. październik 2026 08:29