Jabłka przemysłowe znów tańsze
Już w piątek wybrane firmy obniżyły ceny skupu do 0,60 zł/kg z zapowiedzią kolejnych obniżek. Trend spadkowy jest kontynuowany w nowym tygodniu. Od dziś większość zakładów kupuje lub zamierza kupować po 0,65 zł/kg. To oznacza stawki poniżej 0,60 zł/kg na punktach skupu.
Jedynie w sobotę – tradycyjnie – podaż była wyraźnie większa. Niemniej i tak nie spowodowała sytuacji, w której baseny zakładów byłyby wypełnione po brzegi, a skupującym zabrakłoby skrzyń BDF. Ogólnie opisywane wydarzenia – tak samo jak przed rokiem – nakładają się na pełnię zbiorów i dostaw Szampiona oraz Red Jonaprinca.
„Odbić sobie” na sadowniku
Każdy, kto odpowiednio dobrze zna branżę sadowniczą, wie, że w tym sezonie to nie podaż jest przyczyną obniżek. Ze strony przetwórców słyszymy o konieczności bycia konkurencyjnym względem chińskiego i tureckiego koncentratu. Tam surowiec jest o wiele tańszy.
Nie bez znaczenia jest również brak bezpośredniego dostępu do tańszego, ukraińskiego koncentratu. Słowem – producent znów służy jako narzędzie do „odbijania” sobie strat lub ogniwo, które można bez końca wykorzystywać w pogoni za konkurencyjnością. Z drugiej strony, jeśli to międzynarodowy rynek faktycznie dyktuje takie ceny skupu, to po co znów używany jest ten sam zestaw zagrywek – także psychologicznych – żeby wywołać nerwową atmosferę i niepewność?
Jawna manipulacja
Tegoroczne dostawy są ułamkiem tych z lat urodzajnych. Do tej pory nie widzieliśmy długich kolejek przed zakładami. Nie przeszkadza to w kolejnych obniżkach. Do tego wszystkiego dochodzą słynne już „awarie”, które przedziwnym zbiegiem okoliczności pojawiają się w momencie nieco większych dostaw Szampiona.
Dostawy, które czekają na rozładunek i kontynuację pracy, dają w końcu kolejki, czyli sztucznie spiętrzoną podaż.
„Tak to jeszcze nie było...”
Nasi rozmówcy – którzy skupują jabłka przemysłowe – nie pamiętają takiej sytuacji. W przeszłości zdarzało się, że zagrywki psychologiczne faktycznie zwiększały podaż i ogromne wolumeny surowca faktycznie trafiały na rynek w jednym momencie, gdy producenci panikowali. Obecnie sadownicy nie mają zapasów w gospodarstwach i dostawy znacząco nie wzrosły – z wyjątkiem soboty.
