Marketing jest bardzo ważny
W czasach internetu, influencerów i marketingu, który buduje obraz marek czy całych branż, równie ważne jak fotografie i filmy jest to, jakim językiem się posługujemy. Wewnątrz branży doskonale się rozumiemy, ale poza nią niektóre słowa mogą być odbierane bardzo negatywnie i musimy na to uważać.
Co to jest „hibernacja” jabłek?
Po rozmowie z eksporterem, który zajmuje się budowaniem marki, marketingiem i wykorzystaniem środków z Funduszu Promocji, zdecydowaliśmy się opisać jego propozycję. Z jego osobistych doświadczeń i badań wynika, że konsumenci, którzy nie mieli styczności z sadownictwem, bardzo negatywnie odbierają sformułowanie o „gazowaniu” jabłek.
Sadownicy oczywiście wiedzą, na czym polega przechowywanie jabłek w kontrolowanej atmosferze. Jednak dla konsumentów niezwiązanych z branżą samo słowo „gazowanie” może brzmieć niepokojąco. Jak zaznacza nasz rozmówca, próba tłumaczenia im szczegółów technologii nie ma żadnego sensu.
Znów wracamy do jego własnych doświadczeń. Zamiast powszechnie używanego słowa „gazowanie” mówi o „hibernacji” jabłek jesienią i ich „wybudzaniu” ze snu – czyli z chłodni – zimą czy wiosną, gdy chcemy je sprzedać. Słowo to nie ma negatywnych skojarzeń. Budzi raczej pozytywną ciekawość z powodu powiązania z filmami science fiction.
Z doświadczeń naszego rozmówcy wynika, że mówienie o hibernowaniu jabłek może wzbudzić ciekawość konsumenta i zbliżyć go do branży oraz samych owoców. Z kolei mówienie o gazowaniu rodzi jedynie negatywne skojarzenia, a przede wszystkim obawy. Dlatego apeluje o używanie właśnie słowa „hibernacja”.
Zabieg zamiast pryskania
O potędze naszych kont w mediach społecznościowych wiemy doskonale. To jedno z narzędzi do promocji spożycia, za które odpowiadamy. Zdarza się jednak, że mimo to nadal używamy potocznego słownictwa. A przecież „pryskanie” to również dokarmianie dolistne, prawda? Samo słowo ma negatywny wydźwięk.
