Sokarnia Podlaska
StoryEditorTłocznia soków

Mieli za dużo jabłek. Sadownicy z Podlasia znaleźli sposób, którego dziś nie żałują

Data:  15 października 2026Autor:
15 października 2026

„Klęska urodzaju” w 2018 roku skłoniła ich do zmiany dotychczasowego sposobu prowadzenia gospodarstwa. Rodzina sadowników z południowego Podlasia postawiła na własną tłocznię i stopniowo zaczęła poszerzać ofertę. Osiem lat później największym hitem sprzedaży jest produkt, od którego wcale nie zaczynali.

„Klęska urodzaju” w 2018 roku skłoniła ich do zmiany dotychczasowego sposobu prowadzenia gospodarstwa. Rodzina sadowników z południowego Podlasia postawiła na własną tłocznię i stopniowo zaczęła poszerzać ofertę. Osiem lat później największym hitem sprzedaży jest produkt, od którego wcale nie zaczynali.

Trzecie pokolenie sadowników na Podlasiu

Dziś „jedziemy” na południowe Podlasie. Jest tu co nieco sadów, ale okolicy między Białą Podlaską a Janowem Podlaskim nie można nazwać zagłębiem sadowniczym. Pan Piotr Stefaniuk jest trzecim pokoleniem sadowników, a jego dziadek rozpoczął tę uprawę w 1976 roku. Ma troje dzieci i ma nadzieję, że któreś z nich przejmie sady i tłocznię.

Nasz rozmówca – razem z tatą – gospodaruje dziś na 30 hektarach. Oprócz jabłek uprawiają też grusze, porzeczki czy aronię. Jeśli chodzi o jabłka, to dzielone są na trzy sorty. Pierwszy to jabłka deserowe, które trafiają do chłodni z kontrolowaną atmosferą. Następnie zrywane owoce drugiej klasy trafiają do tłoczenia soków. Są jeszcze jabłka zbierane z ziemi (przemysłowe), które kierowane są do produkcji koncentratu w zewnętrznej przetwórni.

– W tamtym roku przymrozki znacznie bardziej nas dotknęły. Z 90 arów sadu zerwałem pół skrzyniopalety jabłek. Tej wiosny też je notowaliśmy, ale nie były aż tak niszczycielskie – opowiada sadownik i przetwórca. Jak dodaje, w ubiegłym sezonie do produkcji soków trafiło 60% wszystkich jabłek z gospodarstwa. W tym sezonie będzie to około 40%.

image
FOTO: Katarzyna Kusznerczuk

Zdecydowali się na tłocznię

Do 2018 roku gospodarstwo jedynie produkowało owoce i sprzedawało je na świeżo. Pamiętny rok „klęski urodzaju” był głównym impulsem do założenia tłoczni.

– Na początku były to wyłącznie soki jabłkowe, potem kolejne mieszanki smaków. Następnie sukcesywnie przybywało soków z innych owoców oraz z warzyw. Dziś największym hitem sprzedaży jest sok z kiszonych buraków – opowiada Piotr Stefaniuk.

Obecnie w tłoczni na stałe pracują 4 osoby, a okres zbiorów jest dla naszego rozmówcy najbardziej pracowitym czasem w roku, ponieważ, jak komentuje, najlepiej byłoby, gdyby mógł być w dwóch miejscach jednocześnie. Nawet bez posiadania tłoczni pracy w gospodarstwie nigdy nie brakowało, jednak bohater naszej historii nie żałuje decyzji, którą podjął osiem lat temu.

Marketing musi być

Równolegle do pracy w sadzie i tłoczni przez cały rok trwa sprzedaż i marketing. Przedsiębiorca ma swój sklep internetowy i profil na portalu Allegro. Prowadzi konta na Facebooku, Instagramie i TikToku. Zadań jest tak dużo, że do promocji zatrudnił lokalną agencję marketingową.

– Jeśli chodzi o rolki, posty, zdjęcia i filmy, to jest to masa mozolnej pracy, która może wydawać się zbędna, prosta czy przyziemna. Nie zauważam, żeby po konkretnych działaniach sprzedaż skokowo rosła. Wiem, że w dzisiejszych czasach to konieczne i będziemy to robić. Będziemy konsekwentnie budować rozpoznawalność i markę – podsumowuje nasz rozmówca.

15. październik 2026 13:50