Zbiory Gali i największe wyzwanie – ordzawienia
Zbiory Gali idą „pełną parą”. Zarówno klonów z rozmytym rumieńcem, jak i klonów prążkowanych. W tym sezonie z punktu widzenia handlu i eksportu głównym problemem są oczywiście ordzawienia. Ich odsetek zależy rzecz jasna od rejonu kraju i skali biostymulacji. Niemniej jest on zdecydowanie powszechny i stanowi wyzwanie dla eksporterów. Dziś trudno temu zaprzeczyć. – Staramy się mówić członkom grupy i dostawcom, jakich jabłek nie zrywać. Nawet jeśli „tylko” 1 cm kwadratowy powierzchni jabłka jest pokryty grubymi i wyczuwalnymi w dotyku ordzawieniami to według specyfikacji klienta jest to oczywiście nieakceptowalne – mówi nam Emilia Lewandowska (Fruit Group).
Następnie podkreśla, że odbiorcy z odległych rynków chcą kupować jedynie towar pełnowartościowy bez skaz i deformacji. Koszty transportu i ceł, które ponosi klient są wyższe niż wartość towaru i nie możemy dziwić się ich wysokim wymaganiom. Klienci z rynków dalekomorskich mają swoje oczekiwania i jeżeli nasz rynek im nie sprosta, zakupią towar z innych krajów, takich jak Włochy czy Francja.
– Chcielibyśmy móc powiedzieć dostawcom, że mamy zbyt na Galę w drugiej klasie jakości, ale na razie go nie mamy. Na pewno nie w tak dużych ilościach – dodaje nasza rozmówczyni. W tym miejscu zaglądamy do prognoz zbiorów dla Polski i widzimy szacunkowy wolumen na poziomie 370 000 tysięcy ton w przypadku Gali. Jeśli uśrednimy odsetek ordzawień i porównamy je do wymagań importerów to w przypadku drugiej klasy trzeba znaleźć zbyt na mniej więcej połowę tej wielkości. Dziś jest to wyłącznie przetwórstwo w różnych formach.

Nie przechowujmy jabłek przemysłowych!
