Raczej Włochy i raczej Granny Smith
Gdzie można dziś w Polsce znaleźć świeże importowane jabłka? Przede wszystkim na rynkach hurtowych znajdziemy odmianę Granny Smith, czasem Red Deliciousa. Stąd owoce trafiają do sklepów, ale także hoteli i restauracji. Dziś zdecydowana większość importu pod względem odmianowym to wspomniany „zielony” Granny Smith, którego w Polsce nie uprawia się w skali towarowej.
Na podstawie danych GUS przygotowaliśmy wykres, który ilustruje ten import w ciągu ostatnich 20 lat i jest on bardzo ciekawy. Po pierwsze, obecnie dostawy są śladowe i nie mają absolutnie żadnego wpływu na nasz wewnętrzny rynek i ceny. Wystarczy zestawić 2000–4000 ton rocznie z 3 czy 4 milionami ton produkcji. Około połowy dostaw pochodzi z Włoch.
Widzimy również, że rekordowy był 2007 rok, co było wynikiem wyjątkowo dotkliwych przymrozków z maja tamtego roku. Wraz ze wzrostem produkcji sprowadzaliśmy coraz mniej i dziś jest to dosłownie „kropla w morzu”.
Dziś importowane jabłka są też rzadkością w największych sieciach handlowych. Biedronka i Dino deklarują, że przez cały rok sprzedają wyłącznie polskie jabłka. W Lidlu zdecydowanie dominują krajowe owoce, choć pojawiają się także odmiany z importu, przede wszystkim Granny Smith i odmiany klubowe. Kaufland podaje z kolei, że import stanowi zaledwie kilka procent jego całorocznej oferty jabłek. To dobrze pokazuje, jak niewielką rolę zagraniczne jabłka odgrywają dziś na polskim rynku.
Wysyłaliśmy do Rosji i dużo kupowaliśmy
Równie ciekawe są dane za lata 2010–2013. Wówczas nasze wysyłki do Rosji były największe w historii i w tamtych sezonach liczyliśmy je w setkach tysięcy ton. W tym samym czasie dość dużo sprowadzaliśmy. 40–60 tys. ton to nasza ówczesna miesięczna konsumpcja. To ciekawe czy wówczas w pierwszej kolejności eksportowaliśmy krajowe jabłka na wschód, a późną wiosną i latem uzupełnialiśmy braki z zagranicy, czy może realizowany był również reeksport?
