Trzy skrzynki jabłek oraz jedna skrzynka gruszek. Tyle owoców skradziono nocą sadownikowi z zagłębia grójeckiego, który sprzedawał na rynku hurtowym w podwarszawskich Broniszach. Co kierowało "przestępcą"? Zwłaszcza biorąc pod uwagę hurtowe ceny owoców?
Na wstępie trzeba zaznaczyć, że przypadki kradzieży na podwarszawskich Broniszach zdarzają się naprawdę bardzo rzadko. Jak przyznaje sam poszkodowany, od kilku lat nie słyszał o podobnej kradzieży. Stąd zdziwienie, że w ogóle do niej doszło.
Sytuacja miała miejsce nocą z 19 na 20 grudnia. Około godziny 1:00 w nocy sadownik postanowił ogrzać się w kabinie auta, na owoce mieli oko sprzedający zajmujący miejsca obok. Po jakimś czasie sadownik zauważył, że na "wystawie" brakuje czterech skrzynek. Jednak 4 puste skrzynki, które kupujący dają na wymianę stały obok. Zatem sadownik był przekonany, że któryś sąsiadujących z nim producentów sprzedał jego owoce. Ci zaprzeczyli.
Nasz rozmówca udał się zatem do ochrony rynku hurtowego, żeby sprawdzić co faktycznie zaszło. Na nagraniu widać wyraźnie ciemne auto dostawcze i tablice rejestracyjne. Widać także osobę, która "jak gdyby nigdy nic" ładuje 4 skrzynki z owocami na swoje auto, kładzie 4 puste skrzynki po czym odjeżdża. Ochrona nie mogła podać rejestracji poszkodowanemu. Ten udał się tego samego dnia na pobliski komisariat policji. Funkcjonariusze przyjęli zgłoszenie, a sadownik czeka na rezultaty.
Wartość skradzionych owoców to około 140 zł. Nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z kradzieżą. Zastanawiają także pobudki, jakie kierowały złodziejem. Zwłaszcza, jeżeli znał zasady handlu na rynku hurtowym i aktualne ceny jabłek. Poszkodowany sadownik przyznaje, ze wartość łupu złodzieja jest nieznacząca, ale sprawę zgłosił na policję dla zasady.

