Sad24
StoryEditor

Ceny jabłek powinny rosnąć. Ale jeden błąd może znowu wszystko popsuć

Data:  07 października 2026Autor:
07 października 2026

Popyt na Galę jest bardzo dobry, a ceny powinny stopniowo iść w górę. Nie oznacza to jednak, że najlepszym rozwiązaniem będzie zamknięcie jabłek w chłodniach i czekanie na wiosnę. Tomasz Dąbrowski przypomina, czym skończyło się takie podejście w ubiegłym sezonie, i mówi wprost: sprzedawajmy wtedy, kiedy jest popyt.

Popyt na Galę jest bardzo dobry, a ceny powinny stopniowo iść w górę. Nie oznacza to jednak, że najlepszym rozwiązaniem będzie zamknięcie jabłek w chłodniach i czekanie na wiosnę. Tomasz Dąbrowski przypomina, czym skończyło się takie podejście w ubiegłym sezonie, i mówi wprost: sprzedawajmy wtedy, kiedy jest popyt.

Gala sprzedaje się dobrze

Jeżeli chodzi o Galę, Tomasz Dąbrowski, sadownik z Wólki Łęczeszyckiej, który prowadzi również firmę Perfect Fruits, ocenia początek sezonu pozytywnie. Szczególnie dobrze sprzedaje się Gala paskowana. Jabłek szukają dziś odbiorcy z Egiptu i Indii i innych odległych kierunków. Zdaniem naszego rozmówcy wraz z kolejnymi miesiącami cena Gali powinna stopniowo rosnąć. Nie liczyłby na gwałtowny skok cen, ale podwyżki powinny uwzględniać koszty przechowywania, schłodzenia owoców, ubytki masy czy odsort.

Konkurencja ze strony Włoch czy Grecji oczywiście jest. Tomasz zwraca jednak uwagę, że gdyby jabłka z południa Europy były dla odbiorców bardziej konkurencyjne cenowo, zainteresowania polską Galą po prostu by nie było. Dziś jest, a Egipt należy do najbardziej zainteresowanych polskimi owocami.

Byłoby jeszcze lepiej, ale jego zdaniem, sytuację na początku sezonu zepsuły też stare jabłka, które w sierpniu i wrześniu wciąż trafiały do sprzedaży. Jak wyjaśnia Tomasz Dąbrowski, część odbiorców szybko się do nich zniechęciła, bo owoce po kilku dniach na sklepowej półce traciły jakość i robiły się „watowate”. W efekcie zaczęli specjalnie szukać takich odmian jak Lobo, Szampion czy Gala – właśnie po to, żeby mieć pewność, że kupują jabłka z nowych zbiorów, a nie towar przechowany z poprzedniego sezonu.

Z czerwonymi odmianami na razie znacznie słabiej

Inaczej wygląda handel popularnymi czerwonymi standardami. Tutaj nasz rozmówca ocenia zejście jako słabe. Dotyczy to między innymi sprzedaży do zagranicznych sieci. Czechy czy Słowacja mają na razie własne jabłka i nie potrzebują takich ilości polskiego towaru jak w poprzednim sezonie. – Nawet połowa nie idzie tego, co rok temu, jeżeli chodzi o markety zagraniczne – ocenia. Poza tym sporo jest bardzo dużych jabłek, które trudniej ulokować u odbiorców. 

Czy w takim razie ceny czerwonych standardów później wzrosną? Nasz rozmówca uważa, że powinny być lepsze, bo jabłek w Polsce jest mniej. Sam widzi to również we własnym gospodarstwie. Mimo że większość kwater chronił zraszaniem nadkoronowym, zbiory są dużo niższe niż rok temu. U niego również zakończą się znacznie wcześniej. Już zbiera Idareda.

Jabłek w Polsce jest mniej, ale rynek jest globalny

I tutaj Tomasz Dąbrowski patrzy na sytuację jednocześnie jako sadownik i eksporter. Jako producent również poniósł wysokie koszty ochrony, a mimo tego zebrał mniej owoców. Naturalnie chciałby więc za jabłka otrzymać więcej. Z drugiej strony handel nie kończy się na Polsce. W wielu krajach Europy zbiory nie ucierpiały tak mocno jak u nas. Zachód ma własne jabłka, dlatego na razie nie ma również dużego zainteresowania owocami kierowanymi do obierania. Podobnie może być z częścią odmian deserowych. – To, że w Polsce jest mniej jabłek, przy tym jak globalny zrobił się rynek, wcale nie musi oznaczać, że będzie jakaś hossa na wiosnę – ocenia Tomasz.

Co więcej, jesienią nadal jest wielu sadowników, którzy muszą sprzedać owoce. Część nie ma odpowiedniego zaplecza chłodniczego albo skrzyń, inni potrzebują pieniędzy na pracowników i bieżące zobowiązania. Zdaniem Tomasza do listopada trudno więc liczyć na większe wzrosty. Później ceny mogą zacząć stopniowo rosnąć.

Jest popyt? Sprzedawajmy

I właśnie dlatego, chociaż p. Tomasz jest pozytywnie nastawiony do dalszej części sezonu, przestrzega przed jednym – przechowywaniem jabłek za wszelką cenę. Ubiegły sezon powinien być przestrogą. Kiedy pojawiał się popyt, część sadowników nie chciała otwierać komór, licząc na jeszcze wyższe stawki. Wielu zakładało, że skoro w jednym z wcześniejszych sezonów wiosna przyniosła wysokie ceny, podobnie będzie kolejny raz. Nie było. – Najgorszym błędem jaki możemy zrobić jest trzymanie do wiosny całego zbioru czy nawet 70 proc. zbiorów. Trzeba systematycznie sprzedawać – mówi.

07. październik 2026 19:46