Cena nie mogłaby spaść poniżej ustalonej granicy
Wicemarszałek proponuje wprowadzenie pojęcia „rażąco niskiej ceny”. Jego zdaniem można byłoby ustalić poziom cen, poniżej którego skupy nie mogłyby kupować owoców. W przypadku jabłek przemysłowych Grzegorz Socha jako przykład podaje 65 gr/kg. Wicemarszałek uważa, że takie rozwiązanie mogłoby ograniczyć sytuacje, w których producenci sprzedają owoce po stawkach niepokrywających kosztów produkcji.
W czasie polskich zbiorów mniej importu
Kolejny pomysł dotyczy importu. Zdaniem Grzegorza Sochy w czasie krajowego sezonu należałoby ograniczać sprowadzanie tych samych produktów z zagranicy. Jako przykład podaje czereśnie. Kiedy trwa ich zbiór w Polsce, jego zdaniem nie powinny w tym samym czasie napływać duże ilości owoców z Turcji. Podobna zasada miałaby dotyczyć innych gatunków. – Takie przepisy funkcjonują w niektórych krajach, chronią rynek – mówi.
Jabłka z Grójca w Sandomierzu
Wicemarszałek mówi także o większym udziale lokalnej produkcji w sprzedaży sieci handlowych. Zwraca uwagę, że nawet w dużych zagłębiach sadowniczych można znaleźć w marketach owoce przywożone z innych części Polski. – To naprawdę śmieszne, że niedawno widziałem w Sandomierzu jabłka z Grójca – mówi. Jego zdaniem markety powinny mieć obowiązek kupowania określonej części produktów lokalnie. W rejonie sandomierskim oznaczałoby to większy udział jabłek pochodzących z gospodarstw z najbliższej okolicy.
Sadownik powinien znać cenę przed dostawą
Grzegorz Socha zwraca też uwagę na zasady sprzedaży do skupów. Chodzi o sytuacje dobrze znane między innymi producentom wiśni, kiedy owoce są już dostarczone, a sadownik nadal nie zna ostatecznej ceny. – Nie może być tak, że oddaję wiśnie i wieczorem, nawet po zdaniu ich na skupie, nie znam ceny, za ile je sprzedałem – mówi. Jego zdaniem stawki powinny być podawane od rana, tak aby producent jeszcze przed dostarczeniem owoców wiedział, na jakich warunkach je sprzedaje. – Wyobraźcie sobie, czy pracownik poszedłby do pracy, gdyby nie wiedział, ile zarobi – pyta.
Padła też propozycja wspólnego protestu
W wypowiedzi pojawia się również temat protestów. Wicemarszałek przywołuje rozmowę z jednym z sadowników, który zapytał go, kiedy producenci zaczną protestować. Sam nie wyklucza takiego scenariusza. Co więcej, proponuje ministrowi rolnictwa, aby w razie braku poprawy sytuacji wspólnie z sadownikami protestował przy zakładach przetwórczych.
Jednocześnie zaprasza ministra do rozmowy w gospodarstwach sadowniczych. Jak zaznacza, jego propozycje nie muszą być jedynymi możliwymi rozwiązaniami i warto usiąść razem z producentami i porozmawiać o tym, co można zmienić. – Może te moje propozycje są głupie, może ma pan lepsze. Może inni rolnicy, sadownicy mają jeszcze lepsze propozycje niż moje – mówi.
