Ceny są bardzo niskie, a przetwórnie i tak nie kupują jabłek
Obecnie właściciele sadów sprzedają jabłka deserowe średnio po ok. 1 zł/kg, zaś przemysłowe – po około 30 gr/kg. Nawet tak niskie ceny nie napędzają popytu na te owoce. Związek Sadowników alarmuje w wydanym w ub. tygodniu komunikacie, że jest zaskoczony przebiegiem tegorocznej kampanii. Podmioty skupujące informują, że mają problem z odbiorem jabłek przez przetwórnie i dostają awizację raz na kilka dni, co nie zdarzało się nawet w rekordowym pod względem zbiorów 2018 r. (który, przypomnijmy, okazał się rokiem jednego z większych kryzysów na rynku jabłek). W szczycie sezonu, który przypada właśnie na połowę października, duża część zakładów przetwórczych przerabia jabłka przemysłowe połową swojej mocy lub jeszcze mniejszą. Przetwórcy tłumaczą, iż przerabiają teraz również gruszkę, buraka ćwikłowego i inne produkty. Twierdzą także, że napływ jabłka przemysłowego do punktów skupu jest po prostu zbyt duży.
Związek Sadowników RP podkreśla, że nie akceptuje takiego tłumaczenia. Stoi na stanowisku, że sezon da się jeszcze uratować i może on być opłacalny zarówno dla sadowników, jak i przetwórców. „Zwracamy się do podmiotów skupujących! Nie wykorzystujcie sytuacji i nie obniżajcie cen na punktach skupu! Dzięki sadownikom istniejecie i zarabiacie. Nie podcinajcie gałęzi, na której razem siedzimy” – apelują sadownicy zrzeszeni w związku.
W ub. roku sytuacja, jak ocenia prezes ZS RP Mirosław Maliszewski, była nieco lepsza. Z powodu klęski wiosennych przymrozków jabłek było mniej. Szczyt ceny przypadł na wiosnę, kiedy z powodu pandemii jabłka z zagranicy nie docierały do Polski. Poza tym konsumenci uznali, że jedzenie tych owoców naturalnie wzmacnia odporność i kupowali ich więcej niż zazwyczaj. Wzrost spożycia okazał się jednak chwilowy.
Ceny jabłek są obecnie poniżej kosztów produkcji
– Obecne ceny jabłek oceniamy jako bardzo złe. Koszty wyprodukowania kilograma jabłek niższej jakości szacujemy na 1 zł, wyższej jakości nawet na 2 zł. Sprzedajemy więc poniżej kosztów wytworzenia i to nie pozwoli sadownikom na odtworzenie produkcji na nowy sezon. Jednak sadownicy zbierają jabłka, gdyż nie mają wyjścia. Od zimy inwestowali w sad, owoce trzeba zerwać, żeby chociaż częściowo zrekompensować koszty – mówi Maliszewski.
Kryzys na rynku jabłek wynika z rosyjskiego i białoruskiego embarga
Polscy producenci, jak twierdzi, nadal odczuwają koszty embarga na te owoce, wprowadzonego w 2014 r. przez Rosję, dotąd ich największego importera. W tym roku z powodu napiętej sytuacji politycznej dodatkowo stanął eksport na Białoruś. – Podmioty, które operują na naszym rynku, wykorzystują trudną sytuację międzynarodową i sztucznie zaniżają cenę. Oczywiście nadal produkujemy najwięcej jabłek w Unii Europejskiej, ale dużo sadów mają też Niemcy czy Włosi, tam jednak nie dochodzi do takich spadków cen. Nie dochodzi do nich nigdzie na świecie – podkreśla prezes ZP RP.
Sieci handlowe wykorzystują swoją przewagę kontraktową
Związek już od długiego czasu wskazuje, iż problem z ceną jabłek deserowych bierze się stąd, że sieci handlowe zaniżają ją, wykorzystując swoją przewagę na rynku.
– Sieci handlowe należałoby zmusić, by sztucznie nie zaniżały cen. Niedawno w Sejmie była procedowana ustawa o przeciwdziałaniu przewadze kontraktowej, niestety, w tym kształcie, w jakim została przyjęta, nie poprawi sytuacji. Nie wzmocniła ona dostawców – uważa Mirosław Maliszewski.
W roku ub. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na jedną z sieci handlowych – na Biedronkę – 723 mln zł kary za stosowanie tzw. rabatów retrospektywnych, co też było wykorzystywaniem przewagi kontraktowej. Sprawa dotyczyła głównie dostawców jabłek, którym dopiero po zakończeniu umowy i zrealizowaniu dostaw sieć naliczała rabaty za to, że handlowała ich towarem. Sięgały one nawet 10 proc. wartości faktury. Dostawcy, zaskakiwani tymi rabatami, następnie odbijali je sobie następnie na producentach m.in. jabłek. Związkowcy twierdzą, że kara dotąd nie została wyegzekwowana, a rabaty są nadal stosowane, z tym, że dostawca z góry jest informowany, że będzie on odliczony. To jednak nie zmienia sytuacji rolników, którzy i tak są ostatecznie obciążani kosztami rabatów, czyli mają mniej płacone za jabłka.
Plon i jakość jabłek w tym roku jest zadowalająca, lecz cena już nie!
Zrzeszenie Producentów Owoców „Stryjno-Sad”, które skupia producentów owoców z całej Lubelszczyzny, w tym właścicieli 800 ha sadów jabłoniowych, nastawione jest na produkcję jabłek deserowych. – W tym roku jesteśmy zadowoleni z plonów i z jakości jabłek, nie jesteśmy zadowoleni z cen – mówi Zbigniew Chołyk, prezes zrzeszenia działającego ponad 20 lat. - Producenci z naszej grupy otrzymują za kilogram jabłek średniej wielkości 1 zł. Jest to cena, która odpowiada kosztom produkcji jabłek sprzedanych prosto z sadu. Gdyby dołożyć do tego koszty przechowalnictwa, które stale rosną, cena kilograma jabłek rekompensująca koszty produkcji powinna wynosić 1,2-1,4 zł. Nie mówimy tu w ogóle o zarobku sadowników – wylicza Zbigniew Chołyk. – W tej chwili zgłaszają się do nas sadownicy, którzy chcą nam sprzedawać jabłka po 60-70 groszy za kg. My nie skupujemy owoców, a mówię o tym dlatego, by pokazać, że są już miejsca w Polsce, gdzie cena spadła dużo niżej złotówki.
Skąd bierze się tak niska cena jabłek?
– W tym momencie roku, to jest w szczycie zbiorów, zawsze jest problem ze sprzedażą i jabłek przemysłowych, i deserowych. Jest bardzo dużo sadowników, którzy nie są przygotowani na to, by wstawić jabłka do chłodni, przetrzymać je i przeczekać ten najgorszy okres. Chcą sprzedawać od razu, bo nie mają odpowiedniej bazy przechowalniczej ani odpowiedniej ilości opakowań do przechowywania. Moim zdaniem zbyt duża ilość jabłek trafia na rynek na pniu i to właśnie obniża cenę – mówi prezes zrzeszenia.
Dodaje także, że bardzo dużo firm sprzedaje jeszcze teraz jabłka z poprzedniego sezonu, a to świadczy o tym, że mamy w kraju nadprodukcję. – Dajemy do sprzedaży więcej jabłek niż chcą od nas kupić. Powinniśmy chyba zmniejszyć produkcję i dostosować podaż do popytu – komentuje sytuację Zbigniew Chołyk. – Poza tym jesteśmy – mam tu na myśli całą branżę sadowniczą – niezorganizowani i nie umiemy regulować podaży. Nasi odbiorcy – czy sieci, czy zakłady przetwórcze – rozgrywają nas, jak chcą. Mają mnóstwo dostawców. W kraju działa kilkaset grup producenckich i kilkanaście tysięcy indywidualnych sadowników, a powinniśmy się dobrze zorganizować pod względem handlowym, by proponować do sprzedaży naprawdę duże partie towaru. Silna organizacja producencka musiałaby dysponować kilkuset tysiącami ton jabłek do sprzedaży.
Prezes Zbigniew Chołyk zauważa, że po stracie tak dużego odbiorcy jak Rosja, której sprzedawaliśmy nawet 600 tys. ton jabłek rocznie, produkcja tych owoców w kraju wcale nie spadała. Przeciwnie, powstają nowe sady. - Obserwuję to zjawisko dookoła mnie, a jest ono dla mnie niezrozumiałe. W pierwszych latach po wprowadzeniu embarga udawało się „przemycić” trochę polskich jabłek do Rosji, czy to przez Białoruś, czy przez Mołdawię lub Litwę, ale teraz te kanały zostały uszczelnione, a my dusimy się jabłkiem. Zdobyliśmy trochę nowych rynków zbytu, ale wciąż za mało. Poza tym nowi odbiorcy chcą nowych odmian. Zamiast wprowadzać programy inwestycyjne wspomagające nowe nasadzenia, należałoby raczej dofinansowywać karczowanie starych sadów nierentownych odmian, jak to się dzieje w innych krajach – mówi.
Prezes zrzeszenia „Stryjno-Sad” dodaje jeszcze, że część sadowników zbyt mało stawia na jakość swoich produktów, a zbyt dużo na ilość i chce zbierać już nie 40 ton, ale 60 ton, a najlepiej 80 ton z ha. Tyle tylko, że te 40 ton mogło dawać, jak podkreśla, większy dochód.
UOKiK bada, czy skupy nie wykorzystują nadprodukcji jabłek aby zaniżać ceny!
We wrześniu UOKiK, wskutek napływających już wtedy sygnałów o niskich cenach jabłek, zlecił kontrolę punktów skupu pracownikom Inspekcji Handlowej, która ma wykazać, czy ze względu na wysoką podaż świeżych jabłek oraz poziom zapasów po zeszłorocznych zbiorach nie próbują wykorzystywać trudnego położenia sadowników. Kontrole w pierwszej kolejności są prowadzone przez Wojewódzkie Inspektoraty Inspekcji Handlowej w Warszawie, Lublinie, Kielcach i Rzeszowie. Ich wyników jeszcze nie ma.
Według danych Eurostatu, Polska jest krajem o największej powierzchni sadów w Europie i jednocześnie jedynym, gdzie w ciągu roku (porównanie 2020 z 2019) powierzchnia sadów wzrosła – ze 166 tys. ha do 176 tys. ha. Polska produkuje 3-3,5 mln ton jabłek rocznie, to jest 1/3 trzecią wszystkich w Europie.
AR
