Czy dotacje w sadownictwie należy ograniczyć?  

maszyny w sadownictwie

Odpowiedzi na to pytanie zapewne będą skrajne. Chociaż dopłaty i dotacje są już codziennością w sadownictwie, to wielu zwraca uwagę na ich szkodliwość. Jednak zarówno kraje nalężące i nie należące do Unii, sadownictwo dotują. Jest to słuszny krok?

Do systemu dopłat bezpośrednich i różnego rodzaju dotacji przyzwyczailiśmy się przez lata. Na pewno dla dużej części producentów jest to coś naturalnego. Jednak rolnictwo świetnie funkcjonowało i rozwijało się przez setki lat bez dotacji. W wielu częściach świata tak jest do tej pory. W końcu rolnicy to przedsiębiorcy. Inwestują pieniądze, środki, czas i pracę, aby sprzedać owoce z zyskiem. Dlaczego więc mają być na unijnym czy rządowym garnuszku, skoro sami świetnie potrafią się utrzymać i zarabiać?

Zdania są jak zwykle podzielone. Znajdziemy zagorzałych przeciwników i zwolenników dotacji. Część sadowników główny problem upatruje w systemie przyznawania dotacji, a nie w nich samych. Często pozytywna decyzja ze strony urzędników zależy od powiększenia areału nasadzeń czy zwiększania wydajności produkcji.

Produkcja wielu gatunków w Polsce jest na dużym poziomie i przy bardzo urodzajnym roku zapewne wystąpią problemy ze zbytem wielu płodów rolnych po godziwych cenach. Właśnie z tego punktu widzenia przyznawanie dotacji w oparciu o powiększenie produkcji, wydaje się być aberracją.

Zwolennicy są zdania, że dotacje powinny być jeszcze większe i dotyczyć większej ilości aspektów prowadzenia gospodarstwa. Argumenty? Dogonienie rolników z zachodniej Europy i poprawa naszej konkurencyjności na światowych rynkach.

Kraje, które nie należą do UE również to robią.  Dla przykładu Serbia i Mołdawia aktywnie wspierają krajowych sadowników rządowymi dotacjami głownie na budowanie potencjału produkcyjnego i bazę przechowalniczą. Jednak tam sytuacja jest nieco inna niż w Polsce i konkurowanie tonażem i ceną ma sens.

Prawda wydaje się, jak zwykle leżeć po środku. Dotacje – tak. Zwiększanie produkcji – nie. Obserwując zagraniczne rynki zbytu można dojść do wniosku, że można je obecnie podbić wyłącznie jakością. Chociaż ceną również można to zrobić, to w przypadku naszego kraju w perspektywie kilku lat nie będzie to już możliwe. Błyskawicznie rosną koszty produkcji i pracy.

Jeśli chodzi o sadownictwo, to bez wątpienia branży przydały by się dotacje na rozbudowę i powiększenie infrastruktury chłodniczej. Ponadto inwestycje w systemy nawadniania czy ochrony przed ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi.

Do poprawy jakości nie potrzebujemy zwiększania produkcji. Potrzebujemy nowych technologii, nowoczesnych maszyn, obiektów przechowalniczych i przede wszystkim promocji na docelowych rynkach eksportowych. Ten ostatni aspekt wydaje się być szczególnie zaniedbany. W związku z powyższym można dyplomatycznie odpowiedzieć na tytułowe pytanie. Mianowicie, że nie należy zmniejszać dotacji w sadownictwie, tylko kierować je gdzie indziej, niż w powiększanie produkcji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Wpisz swoje imię
Wpisz treść komentarza

Polityka Prywatności