óż „wygryziony” przez kamienie, zetnie wszystko. Warto jednak pamiętać, że odbywa się to kosztem zwiększonego zużycia paliwa (o 30–40%) i znacznego przeciążenia ciągnika, który pewnie nie odwdzięczy się nam długą i bezawaryjną pracą.
Wprawdzie kosiarki z napędem pasowym wymagają wyrównanej powierzchni i usunięcia kamieni z sadu, to w zamian rewanżują się mniejszym niż rozdrabniacze zapotrzebowaniem mocy i wysoką jakością koszenia dzięki wyższej prędkości ścinania trawy. Ze względu na warunki pracy i niezwykle rygorystyczne wymogi bezpieczeństwa, kosiarko-rozdrabniacze muszą mieć znacznie bardziej solidną konstrukcję. W odróżnieniu od kosiarek powinny one sprostać bardzo dużym i zmiennym obciążeniom występującym podczas rozdrabniania grubych gałęzi (do 70–80 mm) przy zróżnicowanym kierunku cięcia. Pociąga to za sobą nie tylko większe niż w przypadku kosiarek zapotrzebowanie mocy, lecz także znacząco zwiększa ich masę. A za masą podążają koszty, co przy stale rosnących cenach stali sprawia, że wzrost ceny gotowych rozdrabniaczy jest nieunikniony.
Gorąco namawiam do zainteresowania się kosiarkami. Mają lekką konstrukcję i wprawdzie nie dorównują solidnością kosiarko-rozdrabniaczom, ale nie konstruowano je w celu wykonywania prac ziemnych, lecz do koszenia murawy. Są od nich mniejsze, lżejsze i znacznie bardziej funkcjonalne, dlatego są tak chętnie używane w sadach karłowych Niemiec, Holandii i Włoch. W zależności od potrzeb i żądanej szerokości roboczej budowane są w wersjach 2–4-wrzecionowych, napędzanych przy użyciu pasów klinowych. Dzięki temu są cichobieżne i bardzo trwałe, a ponadto umożliwiają różną konfigurację zespołów tnących, czego nie da się dokonać w konwencjonalnych kosiarko-rozdrabniaczach. Są wytwarzane w wersjach wielowrzecionowych o regulowanej szerokości roboczej i mogą być wyposażone w boczny odchylany zespół tnący, szczególnie przydatny w produkcji ekologicznej. Niezwykle ważną zaletą kosiarek są niewielkie wymiary zewnętrzne, w tym zwłaszcza długość maszyny, co umożliwia jednoczesne agregatowanie kosiarki i opryskiwacza.
Jak łatwo zauważyć „produkujemy” w naszych sadach coraz mniej drewna, a z drugiej strony jakość pracy rozdrabniaczy rotacyjnych nie zawsze jest zadowalająca. Rozdrabniają one gałęzie tylko częściowo i jednocześnie rozrzucają je po całym sadzie. Powstające ostro zakończone kawałki drewna przecinają opony kół ciągników i są prawdziwą zmorą sadowników. Wady tej pozbawione są rozdrabniacze bijakowe. Nie dość, że doskonale rozdrabniają drewno, to można je również wykorzystać do zbierania pociętej masy w specjalnym koszu, aby można było ją wykorzystać do celów energetycznych. Bijakowy rozdrabniacz doskonale nadaje się również do koszenia murawy, w tym zwłaszcza do niskiego koszenia trawy w węźle krzewienia, co nie było dotąd możliwe. Według naszych badań można w ten sposób zmniejszyć liczbę zabiegów aż o połowę. Można więc oczekiwać, że dzięki swoim możliwościom ten typ maszyny wkrótce stanie się coraz bardziej powszechny w naszych sadach.
Z uwagi na częstotliwość (4–6 zabiegów/rok) trudno pominąć koszty koszenia, które rosną wraz z murawą i nie pozostają bez wpływu na zawartość wody i składników pokarmowych w glebie. Dobrym sposobem na ich redukcję są ostre noże i niedopuszczenie do nadmiernego wzrostu murawy. Badania wykonane w Zakładzie Agroinżynierii IO wykazały, że w skrajnych przypadku, gdy wysokość murawy wynosi 40 cm, to zapotrzebowanie mocy rośnie 3–4-krotnie w odniesieniu do zalecanej wysokości koszenia (15 cm). Koszenie murawy to zapewne jeden z najprostszych zabiegów w sadzie, co nie znaczy, że nie powinien być prowadzony z rozwagą i rozmysłem, aby włożony wysiłek i poniesione nakłady przyniosły możliwie najwyższe efekty.
Prof. dr hab. Ryszard Hołownicki
IO-PIB Skierniewice
Materiał pochodzi z wrześniowego numeru Miesięcznika Praktycznego Sadownictwa SAD

