Dwie doby na rynku hurtowym to często norma. Kiedy przyzwyczaimy się do pewnego modelu handlu, trudno zmienić podejście. Ale czy na pewno dokładnie przeliczamy koszty? Czy liczymy także swój czas pracy?
Sprzedaż jabłek w hurcie to loteria
Sprzedaż jabłek na rynkach hurtowych ma to do siebie, że jest prawdziwą loterią. Oczywiście, ta forma handlu jest bardzo dobra, o ile umawiamy się tylko na przeładowanie towaru umówionego z odbiorcą. Jeśli jedziemy w ciemno, musimy być gotowi na cały wachlarz konsekwencji loteryjnej sprzedaży. Może być dobrze i niebawem wrócimy do domu bez jabłek, a być może będziemy musieli spędzić na rynku hurtowym dobę lub dwie (przy różnych warunkach pogodowych).
Czy dziś są odmiany, które szybko sprzedamy?
Tutaj nie ma wielu prawidłowości. Oczywiście można wskazać odmiany, które w danym okresie charakteryzują się większym popytem, ale zmiennych i w tym przypadku jest wiele. W ostatnich dniach najlepiej na sprzedaży wychodzili sadownicy, którzy w swojej ofercie mieli na przykład Boskoopa. Wczoraj sytuacja zmieniła się o 180-procent. Rozmawialiśmy z sadownikiem, który w tym roku na rynku hurtowym w Broniszach sprzedaje tylko Konferencję i właśnie Boskoopa.
– To jest loteria. Do niedawna w bardzo szybkim tempie sprzedawałem i Konferencję, i Boskoopa. Ceny były na stabilnym poziomie, można powiedzieć, że zadowalające (w przypadku tych odmian). Niestety, tym razem z trudnością sprzedałem 120 skrzynek w ciągu 48 godzin. Spędziłem na placu dwie doby – mówi. Czy w przypadku innych odmian jabłek było jeszcze gorzej? Nie ma reguły. Oczywiście warto dodać, że nie mówimy o owocach niższej jakości.
Koszt pracy własnej. Czy go liczymy?
Z jednej strony można powiedzieć, że wielu sadowników już dawno odeszło od handlu na rynku hurtowym. Owszem, jabłka można sprzedać nieco drożej, ale absorbuje to bardzo dużo czasu. Większość sadowników woli poświęcić ten czas chociażby na cięcie sadu i dziesiątki zadań, które zawsze trzeba zrobić w gospodarstwie.
Dwie doby na rynku hurtowym to dwie dniówki, czyli około 500 zł? A może należy policzyć jeszcze dwie noce? Czy po powrocie sadownik będzie miał siłę do pracy? Czy będzie musiał odpocząć po dwudniowej wizycie na placu w zimnie?
No właśnie, jeśli przyjrzymy się temu bliżej, nie jest już tak kolorowo. Pół biedy, jeśli faktycznie sprzedajemy te droższe odmiany. Na pierwszy rzut oka może się wydawać to opłacalne, ale jeśli w tym czasie mogliśmy ciąć własny sad, sprawa jest już dyskusyjna. Być może wiosną będziemy zmuszeni nająć ekipę? Zapłacimy jej z nawiązką, a mogliśmy przecież nadgonić, zamiast liczyć na loteryjną sprzedaż w wyższej (w teorii) cenie...
Trudno podać precyzyjne wyliczenia, ponieważ każdy sadownik ma inne koszty. Niemniej 500 zł do 100 skrzynek to koszt dodatkowych 5 zł do każdej z nich. Przygotowanie jabłek w gospodarstwie, co kilkukrotnie wyliczaliśmy, to kolejne 5 zł do skrzynki. Zatem sprzedając tańsze odmiany po 2,00 zł/kg (30 zł/skrzynka), realnie sprzedajemy jabłka po 1,33 zł/kg (20 zł/skrzynka). To porównywalna stawka do średniej po sortowaniu w grupie.
Mając na uwadze koszty schłodzenia i przechowania to również stawka porównywalna do najwyższych cen, jakie można było uzyskać za jabłka przemysłowe z przeznaczeniem na soki NFC... Tu nie ponosiliśmy żadnych dodatkowych kosztów sprzedaży.

