„Przegięliście”
Prezes Związku Sadowników RP zrobił dokładną analizę rynku jabłek przemysłowych i nie ma wątpliwości, że obecne ceny są sztucznie zaniżane przez przetwórców. Jego zdaniem nie tłumaczy ich ani sytuacja na rynku koncentratu, ani import z Ukrainy, Chin czy Turcji. Owszem, przyznaje, że płacenie dziś 1 zł/kg może być nierealne, ale równie nierealne są stawki na poziomie 50 gr/kg. Jak mówi, sytuacja na rynku koncentratu nie jest na tyle zła, żeby tłumaczyła tak niskie ceny skupu.
– Nie macie żadnego prawa obniżać ceny do poziomu 50 groszy za kilogram jabłek przemysłowych, bo nigdzie na świecie nikt nie kupuje jabłek po tak niskich cenach – mówi. Co więcej, prezes Związku mówi wprost, że to „ekonomiczna bandyterka” i zarzuca zakładom, że próbują wykorzystać swoją pozycję wobec sadowników.
Nie wszyscy mogą wstrzymać dostawy
Mirosław Maliszewski uważa, że ci, którzy mają dobrą sytuację finansową i mogą sobie pozwolić na wstrzymanie sprzedaży, nie powinni dziś wozić jabłek przemysłowych po 50 gr/kg. Ale, jak sam zaznacza, nie dotyczy to gospodarstw, które w poprzednich latach mocno ucierpiały przez przymrozki i mają dziś problemy finansowe. Tutaj przyznaje, że wstrzymanie dostaw jest niemożliwe. Niemniej ci, którzy jabłka mieli, mają i mają jeszcze zasoby finansowe, nie mają prawa moralnego wozić w tej chwili jabłek na punkty skupu – mówi. Według niego to właśnie brak wspólnej reakcji pozwala przetwórcom dalej obniżać ceny. Jego zdaniem sytuacja na rynku międzynarodowym nie daje podstaw do takich spadków, a cena jabłek przemysłowych powinna raczej rosnąć niż spadać.
„Nie dajcie się zmanipulować”
Prezes Związku obala też tezy, które pojawiają się w dyskusjach o powodach spadku cen. Nie zgadza się z tezą, że głównym problemem jest import z Ukrainy albo koncentrat z Chin czy Turcji. Przyznaje, że import z Ukrainy jest duży i że ustalony kontyngent został przekroczony, ale – jak twierdzi – nigdy nie przekroczył 10 proc. krajowej produkcji. Dlatego nie uważa go za przyczynę obecnego załamania cen. – To, co się dzisiaj dzieje, to jest tylko i wyłącznie perfidna gra zakładów przetwórczych – mówi. Przypomina też sezony, kiedy Polska produkowała blisko 5 mln ton jabłek, a ogromna część trafiała do przetwórstwa. Także wtedy koncentrat znajdował odbiorców, więc nie przyjmuje tłumaczenia, że obecnie na rynku nie ma miejsca na polski surowiec.
„Wzięliście ogromne wsparcie”
Mirosław Maliszewski przypomina też, że zakłady przetwórcze przez lata korzystały z dużego wsparcia z budżetu krajowego i unijnego. Jednocześnie same informują o dobrych wynikach, zyskach i inwestycjach. – Wzięliście ogromne wsparcie w minionych latach, zarówno z budżetu krajowego, jak i z budżetu Unii Europejskiej – mówi. Jego zdaniem trudno więc tłumaczyć 50 gr/kg słabą kondycją finansową zakładów.
Nie wyklucza blokowania zakładów
Jeśli jesienią nie uda się doprowadzić do wzrostu cen, Mirosław Maliszewski chce wykorzystać zimę do przygotowania sadowników do kolejnego sezonu. Zapowiada odbudowę lokalnych struktur i znacznie lepsze zorganizowanie producentów. – Ja nie wykluczam blokowania zakładów – zapowiada. Jak dodaje, jeżeli przetwórcy nie będą chcieli rozmawiać, środowisko sadownicze powinno wykorzystać przysługujące mu formy protestu. Do współpracy wzywa również właścicieli punktów skupu. Przypomina, że wielu z nich samych jest lub było sadownikami, dlatego – jego zdaniem – powinni stanąć po stronie producentów, a nie zakładów przetwórczych.
Cena przemysłu ciągnie za sobą deser
W swoim wystąpieniu Mirosław Maliszewski odpowiada również tym, którzy uważają, że Związek Sadowników powinien zajmować się przede wszystkim jabłkami deserowymi. Jego zdaniem tych dwóch rynków nie da się rozdzielić. W tym celu przygotował wyliczenia, z których bezsprzecznie wynika, że ceny jabłek przemysłowych i deserowych od lat są ze sobą powiązane, a dobra cena surowca dla przetwórstwa jest potrzebna również po to, żeby utrzymać wyższe ceny jabłek deserowych.
Na koniec apeluje już bezpośrednio do sadowników:
– Polscy sadownicy, weźmy się wreszcie do kupy i się temu przeciwstawmy. I teraz, i w najbliższej przyszłości. – Zrobię wszystko, co w mojej mocy. Wykorzystam wszystkie swoje możliwości, żeby ten proceder ukrócić. Ale nie zrobię tego, jeżeli nie będę miał ogromnego wsparcia ze strony sadowników – podsumowuje.
Wybraliśmy najważniejsze tezy z wystąpienia Mirosława Maliszewskiego. Warto jednak posłuchać całości, bo wypowiedź jest znacznie szersza. Pełne nagranie jest dostępne na stronie Związku Sadowników RP.
