Prof. Hołownicki: Sady przemysłowe stają się niezbędne

jablka przemysłowe

Sady przemysłowe, ostatnio zwane sokowymi, to wciąż powracający temat w dyskusjach, których początek sięga czasów prof. Szczepana Pieniążka. Początkowo zwolennicy takiej koncepcji produkcji jabłek byli w zdecydowanej mniejszości, ale w ostatnim okresie proporcje zdecydowanie zmieniły się i takie sady zyskują nowych zwolenników.

Wśród najczęściej powtarzanych argumentów przemawiających przeciwko zakładaniu sadów przemysłowych legło dotąd przekonanie, że w każdym sadzie części jabłek i tak nie można zakwalifikować do owoców konsumpcyjnych. W związku z tym powinny być one zagospodarowane w inny sposób, ale to skądinąd słuszne przekonanie dotyczy głównie starszych sadów. We współczesnych, poprawnie prowadzonych sadach karłowych ilość jabłek przemysłowych jest niewielka. Kolejnym kontrargumentem są obawy sadowników, którzy dostrzegają w tym pomyśle koniec swoistej „polisy ubezpieczeniowej” na wypadek nieprzewidywanych losowych okoliczności, które zawsze mogą się zdarzyć, jak choćby przypadki nieudanej ochrony lub gradu. W takiej sytuacji przetworzenie mniej wartościowych owoców na zagęszczony sok może okazać się jedynym sensownym sposobem ich zagospodarowania. Z kolei z takim podejściem nie zgadza się przemysł przetwórczy, który oczekuje bardziej przewidywalnego źródła zaopatrzenia w surowiec. Tylko jak pogodzić sprzeczne interesy sadownictwa i przemysłu przetwórczego? Pewną nadzieję na złagodzenie obecnego konfliktu mogą przynieść właśnie sady przemysłowe zakładane z najbardziej odpowiednich odmian, w których produkowane będą owoce o znanym pochodzeniu i spełniające najwyższe standardy. Tylko takie owoce są odpowiednim surowcem, który można przeznaczyć do produkcji odżywek dla dzieci i suplementów diety.

Sady sokowe funkcjonują już w Polsce od dawna, tylko nikt ich tak nie nazywa, bo jak inaczej nazwać sad z odmianami deserowymi, z którego niemal cały plon jest przeznaczony do przetwórstwa. Trudno jednak oczekiwać odpowiedniej opłacalności takiego przedsięwzięcia, mając na uwadze rosnące koszty pracy i środków produkcji. Czy nie warto w takiej sytuacji założyć sad z odmian odpornych na parcha, bez konieczności montażu rusztowań i palików, niewymagających tak intensywnego cięcia i ochrony jak odmiany deserowe? Mogłyby to być np. odmiany o owocach odznaczających się wysokim ekstraktem i kwasowością – tak bardzo pożądane przez przetwórców. Nawet zagraniczni eksperci odwiedzający Polskę nie mogą nadziwić się, że ponad połowa zbieranych jabłek trafiających co roku do przetwórstwa jest produkowana przy użyciu kosztownej technologii charakterystycznej dla owoców deserowych. Jednocześnie nie wykorzystuje się modelu intensywnego sadu sokowego, który jest dużo tańszy i łatwiejszy w prowadzeniu.

Sady sokowe, które umożliwią dostawy dużych jednorodnych partii owoców, ułatwią też nawiązanie bezpośrednich relacji handlowych pomiędzy sadownikiem i przetwórcą z pominięciem pośredników. Przyczynią się także do zmniejszenia nakładów pracy dzięki zastosowaniu maszynowego zbioru. Choć z żalem należy stwierdzić, że wciąż brakuje na rynku takich maszyn, ponieważ ich krajowa produkcja osiągnęła dopiero wstępną fazę rozwoju, ale „potrzeba jest matką wynalazków”. Do tej pory nie było potrzeby, to i nie było maszyn, a mamy w Polsce liczną grupę doświadczonych producentów, którzy bez trudu radzą sobie z wytwarzaniem dużo bardziej skomplikowanych maszyn niż tych do zbioru jabłek przemysłowych. Po wielu latach bezczynności pojawiły się na rynku pierwsze maszyny do dwuetapowego zbioru jabłek. Są one wprawdzie bardzo proste i przez to niezbyt kosztowne, składające się z prostej ciągnikowej otrząsarki, która strząsa owoce na ziemię, i z ładowarki do skrzyniopalet. Zapotrzebowanie na te proste maszyny będzie rosło, o czym świadczą podobne rozwiązania konstruowane samodzielnie przez sadowników posiadających smykałkę techniczną. Jeśli chcemy jednak osiągnąć wyższy poziom jakościowy zbieranych owoców, to aż się prosi, aby wyposażyć te proste maszyny w karuzelowe napełniarki do skrzyniopalet, co znacząco ograniczy wielkość uszkodzeń mechanicznych. Ponadto wadą dwuetapowego zbioru jest zanieczyszczenie jabłek ziemią, liśćmi i chwastami w związku z ich podbieraniem z ziemi. Dlatego kolejnym etapem będą dużo wydajniejsze kombajny do zbioru jednoetapowego. Osiągną one wydajność nawet ponad 200 drzew/godz., choć niewątpliwie będą to kosztowne maszyny i można mieć wiele wątpliwości, czy „zarobią na siebie”, mając na uwadze obecne ceny skupu jabłek przemysłowych i wciąż jeszcze niskie koszty pracy. Jestem jednak głęboko przekonany, że staną się one niezbędne i będzie to szybciej niż się nam wydaje.

PROF. DR HAB.RYSZARD HOŁOWNICKI

IO-PIB SKIERNIEWICE

Artykuł pochodzi z lipcowego wydania Miesięcznika Praktycznego Sadownictwa SAD

2 KOMENTARZE

  1. Jabłka odmian deserowych przeznaczane do przetwórstwa, to z jednej strony profanacja rynku owoców deserowych i jednoczesne niszczenie jakości przetworów. Jabłka odmian deserowych do przetwórstwa się nie nadają – to samo dotyczy jabłek odmian przetwórczych, przeznaczanych na deser. Oczywiście można zjeść Renetę i można zrobić np. sok z Pince’a tylko, czy to jest smaczne? No niestety, nie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here