Cała noc walki, rano niedowierzanie
Skutków minionej nocy nie da się jeszcze dziś dokładnie policzyć. Na to potrzeba kolejnych godzin i dni. Już teraz jednak wśród sadowników i plantatorów najczęściej słychać dwa słowa: niedowierzanie i rozczarowanie.
Prognozy od kilku dni zapowiadały bardzo silne przymrozki, ale wielu producentów do końca liczyło, że sytuacja jeszcze się zmieni. Tak się nie stało. Przymrozki objęły cały kraj, a jedne z najmocniejszych spadków temperatury notowano na Powiślu Lubelskim.
„Ten sezon mamy już skończony”
Pani Jolanta, sadowniczka i plantatorka z miejscowości Owczarnia w gminie Józefów nad Wisłą, mówi o tej nocy wprost:
„Ten sezon mamy już skończony, zanim się na dobre zaczął. Od niedzieli ludzie palili w sadach drewno, zamgławiali pola czy włączali deszczownie i niestety na marne. Wczoraj temperatura w ciągu godziny spadła o 10 stopni. To aż nierealne i nie do uwierzenia. Po godzinie 21 było już -4, a do 6 rano spadło do -7. Wszystko zamarznięte i czarne słupki w kwiatach”.
W tych słowach jest dziś bardzo dużo emocji, ale też obraz sytuacji w wielu gospodarstwach. Od niedzieli producenci robili wszystko, by ratować plony. Były ogniska, było zamgławianie, były deszczownie. Po tej nocy w wielu miejscach zostało przede wszystkim pytanie, ile jeszcze da się uratować.
Na ocenę strat trzeba jeszcze poczekać
Pełna skala szkód będzie widoczna dopiero z czasem, jednak po tej nocy najczęściej słychać nie tylko o stratach, ale też o niedowierzaniu. Bo nawet tam, gdzie ochrona trwała przez wiele godzin, spadki temperatury okazały się po prostu zbyt duże.
