Na razie minimalne obniżki, ale dużo straszenia
Na razie faktyczne obniżki cen jabłek przemysłowych wyniosły, w zależności od firmy, 1 lub 2 grosze na kilogramie. W zagłębiu grójeckim przeważa stawka 0,63 zł/kg. Fakty są takie, że cena surowca spadła realnie o 1,5 do 3%. Dużo większy, czy wręcz dramatyczny, jest przekaz o nadchodzących obniżkach, ale słyszymy go co roku...
Bardzo łatwo znaleźć przyczynę. To większe dostawy związane ze zbiorami odmiany Szampion. Tylko że zjawisko obserwujemy co roku, praktycznie od dekady. Faktycznie plonowanie Szampiona w tym sezonie raczej nie zawodzi, ale w skali sezonu jedna odmiana nie zrobi plonowania. Dostawy nadal są małe. Mamy absolutny szczyt sezonu i jak dotąd nie uświadczyliśmy kolejek przed zakładami przetwórczymi. Mogą je spowodować na przykład awarie, które „lubią” pojawić się jednej doby w 10 lokalizacjach jednocześnie... Nie sposób też nie łaczyć nagłych obniżek z wyczerpaniem kontyngentu na ukraiński koncentrat jabłkowy.
Na podwórkach nie ma „zapasów”!
Zacznijmy od kluczowej informacji, którą chcą dziś wykorzystać przetwórcy, bo przez lata wykorzystywali to zjawisko. Chodzi o wolumeny zmagazynowane w gospodarstwach. Otóż są one minimalne i ograniczają się do ilości zebranych przez kilka dni. W tym sezonie surowiec sprzedawany jest na bieżąco.
Zapewne są wyjątki, ale w gospodarstwach nie ma zmagazynowanych „hałd” jabłek przemysłowych. W związku z powyższym sadownicy nie ruszą panicznie na punkty skupu i do przetwórni. Owszem, podaż wczoraj i dziś jest nieco większa, bo zawsze ktoś ulega panice, ale ten stan rzeczy będzie trwał bardzo krótko.
Chyba nie robi to już na nas wrażenia...
Sadownicy komentujący posty i wypowiedzi dotyczące omawianej tematyki piszą, że przetwórcom nie pomoże nawet zakrojona na szeroką skalę kampania, ponieważ zbiory za chwilę będą „przepołowione”. W nawiązaniu do poprzedniego akapitu sadownicy są również świadomi, że żadna informacja nie zmusi ich do sprzedaży, ponieważ po prostu nie mają 20, 50 czy 100 ton surowca na podwórku.
Po drugie, obserwując posty na ten temat w mediach społecznościowych, widzimy, że sadownicy są coraz bardziej odporni na tego typu narracje. Młodsi wyłącznie się z nich śmieją. Strategia jest powtarzana co roku, praktycznie od połowy lat 90., i to kilka razy w sezonie. Naprawdę wszyscy zdążyliśmy się już przyzwyczaić do tego, że gdy przetwórnia „straszy” obniżką, to w polskich realiach oznacza zapotrzebowanie na surowiec.
