Unijna pomoc głośno odmieniana przez wszystkie przypadki i liczona w milionach euro dosłownie topnieje w zetknięciu z obszarem naszych upraw. A tak naprawdę potrzebują jej tylko nieliczni sadownicy.
„Miliony” euro dla sadowników
Wczoraj wiceminister Kołodziejczak przypomniał o kwocie, jaką z rezerwy rolnej przydzieliła Polsce Komisja Europejska. Ponadto z polskiego budżetu rządzący mogą przeznaczyć na pomoc dla poszkodowanych w wyniku przymrozków i gradobić dwukrotność tej kwoty. Jednak jak dotąd ze strony resortu rolnictwa nie padły jasne deklaracje, że tak właśnie będzie...
Mamy więc 158 milinów złotych z UE. Taka suma pieniędzy robi wrażenie, fakt nie ulega wątpliwości. Jednak w zestawieniu z obszarem upraw gatunków sadowniczych dosłownie topnieje. Według ARiMR w tym roku gatunki sadownicze uprawiane są na niemal 300 000 hektarów. Zatem ogromna unijna pomoc to jedynie około 530 zł do każdego hektara.
Jeśli rząd zdecyduje się na przekazanie na pomoc dla sadownictwa dwukrotności powyższej kwoty to otrzymamy 158 (UE) + 316 milinów złotych (krajowy budżet) = około 474 milionów złotych. W tym wypadku uśredniona pomoc do każdego hektara to około 1580 zł.
Pomoc dla najbardziej poszkodowanych
Można powiedzieć, że zdecydowana większość sadowników poradzi sobie w tym sezonie bez powyższej pomocy. Są jednak lokalizacje, gdzie straty spowodowane przez przymrozki, a następnie przez gradobicia są bliskie całkowitym. Na przykład po kilkanaście miejscowości w okolicach Opola Lubelskiego oraz Warki.
Tam sadownicy na dochody muszą poczekać do przyszłego sezonu. Do tego czasu sady i plantacje wymagają dużych nakładów. To właśnie tacy producenci najbardziej potrzebują pomocy, która w skali kraju dosłownie topnieje do śmiesznych kwot.
Niestety, jak dotąd ministerstwo nie ogłosiło, w jaki sposób i na jakich warunkach w danych lokalizacjach będzie udzielana omawiana pomoc finansowa.

