W zakończonym sezonie wyeksportowaliśmy o 0,3% jabłek deserowych mniej niż w sezonie 2021/22. Bardzo pozytywnie zaskakują miesiące letnie, dzięki którym wzrosły ceny we wrześniu.
Eksport jabłek latem, czyli w lipcu i w sierpniu tradycyjnie jest w Polsce najniższy w całym sezonie. Zapasy wyczerpują się, a pierwsze letnie odmiany nie są odpowiednie do zagranicznych wysyłek. Lipcowy i sierpniowy eksport w tym sezonie jednak bardzo pozytywnie zaskakuje i był jedną z przyczyn krótkotrwałego wzrostu cen na początku września.
Porównując te dwa miesiące rok do roku widzimy, że eksport w porównaniu z 2022 wzrósł aż o 60%. Ponadto na przestrzeni ostatni dekady eksport z tego roku prezentuje się również bardzo dobrze i ustępuje jedynie wynikowi sprzed dwóch lat. Łącznie w dwa najsłabsze miesiące wysłaliśmy za granicę kraju niemal 73 tysiące ton jabłek deserowych.
Liczby prezentują się dobrze. Niestety realia, z jakimi stykali się sadownicy latem w handlu jabłkami już tak korzystne nie były. Pomimo tego, że skala zjawiska była mniejsza niż przed rokiem to i tak jabłka deserowe latem trafiały do przetwórni. Ponadto, ceny po 10 miesiącach przechowywania w przypadku Red Jonaprinca czy Idareda również w żaden sposób nie rekompensowały kosztów energii elektrycznej.
W efekcie początek września odznaczał się niedoborami jabłek na rynku. Wtedy to ceny dwóch wspomnianych wyżej odmian wzrosły w bardzo krótkim czasie niemal o złotówkę na kilogramie. Jednak po wyższych cenach sprzedali je bardzo nieliczni sadownicy. W tym samym czasie atrakcyjne ceny osiągały również pierwsze partie Gali. Sytuacja nie miałaby miejsca, gdyby tegoroczne zbiory nie były opóźnione, a jak wiemy było inaczej.
Gdzie wysyłaliśmy jabłka tego lata? Trzy główne rynki docelowe to Rumunia (9 tysięcy ton), Niemcy (8,4 tysiąca ton) oraz Węgry (5,0 tysięcy ton).


