Szkodliwość
Bakterie
E. amylovora przeżywają zimę na pograniczu zgorzeli występujących na pędach, gałęziach i pniu, czyli zimują w porażonych, ale żywych częściach roślin. Mogą także bezobjawowo zasiedlać tkanki w odległości nawet kilkudziesięciu centymetrów od zgorzeli oraz pąki śpiące.
Największe zagrożenie chorobą ma miejsce w okresie kwitnienia i wzrostu pędów. Porażane są wszystkie organy nadziemnej części roślin (fot. 1, 2). Zgorzelom i nekrozom może towarzyszyć wyciek bakteryjny (fot. 3). Jest on źródłem pierwotnych infekcji kwiatów, liści i rozwijających się pędów, skąd następują infekcje wtórne. W okresie wegetacji bakterie mogą przeżywać i rozmnażać się na powierzchni roślin bez ich zakażania. Stanowią jednak źródło infekcji w ciągu całego sezonu. Rozprzestrzenianie bakterii może odbywać się za pośrednictwem wiatru, deszczu, owadów (ponad 80 gatunków), itp. Do zakażenia roślin dochodzi przez naturalne otwory (szparki, przetchlinki, miodniki, hydatody), a także w miejscach uszkodzenia tkanek (zranieniach).
Warunki atmosferyczne sprzyjające rozwojowi choroby
Stwierdzono, że choroba przejawia największą aktywność w temperaturze 21-24
oC. Porażeniu kwiatów sprzyja wystąpienie maksymalnej dobowej temperatury powietrza wynoszącej co najmniej 18°C (lub średniej dobowej temperatury - co najmniej 15°C) oraz zwilżenie roślin przez deszcz, mgłę bądź silną rosę. Porażenie kwiatów może mieć miejsce nawet przy całkowitym braku zwilżenia roślin, jeśli tylko utrzymuje się wysoka temperatura powietrza (maksymalna dobowa ≥ 27°C i/lub średnia dobowa – 20°C). Do infekcji pędów może dochodzić nawet przy średniej dobowej temperaturze powietrza wynoszącej 13°C, ale tylko wtedy, gdy towarzyszą jej gwałtowne opady deszczu (≥ 10 mm). Należy podkreślić, że przy wyższej temperaturze opady mają mniejsze znaczenie.
Prognozowanie wystąpienia choroby
W określaniu potencjalnego zagrożenia zarazą dużą rolę odgrywa prognozowanie jej występowania. Na podstawie analizy danych meteorologicznych można wskazać dni, w których może dojść do infekcji. Jednak, aby to nastąpiło muszą zaistnieć warunki umożliwiające rozmnożenie się bakterii do poziomu progu infekcji. Analiza prognostyczna musi więc uwzględniać temperaturę panującą przed spodziewaną infekcją.
Na świecie opracowano kilka modeli i systemów prognozujących zagrożenie ze strony zarazy ogniowej. W Europie najszerzej badany, a w niektórych rejonach już stosowany, jest amerykański model Maryblyt. Jest to komputerowy program, który na podstawie danych meteorologicznych oraz fenologicznych przewiduje prawdopodobieństwo pojawienia się zarazy ogniowej, przy założeniu jej obecności w sadzie lub jego sąsiedztwie. Uzyskiwane dane prognostyczne często wskazują większe potencjalne zagrożenie niż faktyczne, co wiąże się ze zmienną obecnością źródła choroby.
Pomimo tego prowadzenie analizy prognostycznej jest uzasadnione i bardzo pomocne w podejmowaniu decyzji dotyczących zastosowania odpowiedniej ochrony upraw.
Ochrona integrowana
Ochrona jabłoni i grusz przed zarazą ogniową ukierunkowana jest zarówno na zapobieganie ich porażeniu, jak i zwalczanie choroby. Obejmuje ona wykorzystanie metod: chemicznej, agrotechnicznej, mechanicznej, biologicznej, hodowlanej i kwarantannowej. Ze względu na to, że żadna z tych metod nie jest w pełni skuteczna dużą uwagę zwraca się na ich odpowiednią integrację.
Według przepisów obowiązujących w Unii Europejskiej,
bakteria E. amylovora ma status organizmu kwarantannowego tylko wtedy, gdy wystąpi na materiale rozmnożeniowym określonych roślin żywicielskich (Dyrektywa Rady UE 2000/29/EC). Oznacza to, że ustawowy obowiązek zwalczania zarazy ogniowej dotyczy szkółek, mateczników, zraźników a także roślin gospodarzy rosnących w bezpośrednim sąsiedztwie tych upraw oraz w tzw. strefach buforowych i chronionych.
Głównym elementem programu integrowanej ochrony są lustracje roślin gospodarzy bakterii E. amylovora. Kontrole te powinny być rozpoczęte zaraz po zakończeniu kwitnienia roślin gospodarzy (np. jabłoni, grusz oraz innych z rodziny różowatych) i kontynuowane przez cały sezon. Porażone części lub nawet całe drzewa czy krzewy należy jak najszybciej usuwać. W rejonach zagrożonych należy opryskiwać rośliny preparatami miedziowymi (m.in. Miedzian 50 WP, Cuproflow 375 SC, Champion 50 WP, Funguran-OH 50 WP, Kocide 200 35 WG). Z powodu zakazu stosowania antybiotyków w sadach na terenie Unii Europejskiej, preparaty miedziowe są jedynymi chemicznymi środkami ochrony roślin polecanymi przeciwko zarazie ogniowej. Mają one dość dobre działanie zapobiegawcze, ale nie leczą roślin już porażonych. Mogą także powodować działanie uboczne w postaci ordzawień liści i owoców, zwłaszcza jabłoni.
Ochronę jabłoni i grusz przed zarazą ogniową mogą wspomóc środki indukujące odporność na tę chorobę. Kilka lat temu zarejestrowano w Polsce Regalis 10 WG (regulator wzrostu), polecany w sadach jabłoniowych do ograniczania wzrostu pędów jabłoni (mniej jest podatnej tkanki). Dodatkowo środek ten indukuje biosyntezę luteoliflawanu – związku toksycznego dla E. amylovora, w efekcie przyczynia się do zwiększenia odporności traktowanych drzew na zarazę ogniową. W sytuacjach dużego zagrożenia i jeśli pozwalają na to warunki agrotechniczne poleca się stosować go po kwitnieniu. Nowe przyrosty powinny mieć wtedy około 5 cm długości i co najmniej 4 lub 5 w pełni wykształconych liści. Zabieg można powtórzyć po upływie 4-5 tygodni, ale w sezonie łączna ilość środka nie może przekroczyć 2,5 kg/ha.
W integrowanej ochronie przed zarazą ogniową bardzo ważną rolę odgrywa dobór odmiany (tab.). Istotny jest także wybór odpowiedniego miejsca pod sad, z uwzględnieniem rodzaju gleby, jej zasobności i odczyn, a także poziomu wód gruntowych. Niezbędne jest także odpowiednie nawożenie i zabiegi agrotechniczne. Nawożenie mineralne powinno być tak prowadzone, aby uniknąć przedłużonego wzrostu wegetatywnego drzew i utrzymać właściwy bilans między poszczególnym składnikami odżywczymi. Nie można dopuścić do nadmiaru azotu, który poprzez stymulowanie wzrostu zwiększa podatność na chorobę. Odczyn gleby powinien być lekko kwaśny. W sadach zagrożonych należy zrezygnować z nawadniania typu deszczownianego.
fot. 1-3 P. Sobiczewski