Sad24
StoryEditor

Rok temu zbiory niedoszacowaliśmy. Teraz możemy pomylić się w drugą stronę

Data:  01 października 2026Autor:
01 października 2026

Sadownicy sami mówią nam, że liczyli na trochę więcej jabłek. Teraz, w trakcie zbiorów, w wielu gospodarstwach okazuje się, że owoców jest mniej, niż zakładali. Rok temu niedoszacowaliśmy zbiorów, w tym sezonie możemy pomylić się w drugą stronę. A na tej niepewności korzystają dziś kupujący.

Sadownicy sami mówią nam, że liczyli na trochę więcej jabłek. Teraz, w trakcie zbiorów, w wielu gospodarstwach okazuje się, że owoców jest mniej, niż zakładali. Rok temu niedoszacowaliśmy zbiorów, w tym sezonie możemy pomylić się w drugą stronę. A na tej niepewności korzystają dziś kupujący.

W ostatnich dniach rozmawialiśmy z wieloma sadownikami. Zapytaliśmy ich o to, jak na razie oceniają plony, ile ton i skrzyniopalet faktycznie zbierają. Dopiero takie porównania pokazują skalę różnic między tym sezonem a poprzednim. W większości rozmów przewija się ten sam temat: Gala i Golden najczęściej nie zawiodły. Z pozostałymi odmianami jest dużo słabiej.

Przykłady z rozmów z sadownikami z centralnej Polski:

  • W jednym gospodarstwie plon mocno różni się między kwaterami. Red Jonaprince spod zraszaczy – w ubiegłym roku z tego kawałka było około 50 skrzyń, w tym będzie około 10 proc. więcej, choć część owoców trafi do przemysłu przez oparzenia słoneczne. Empire również spod zraszania – było 98 skrzyń, teraz około 70, przy czym plon mocno różni się nawet między poszczególnymi drzewami. Największa różnica jest na Goldenie. Dwa krótkie rzędy po około 160 m znajdują się na zachód od rzędu zraszaczy. Wiatr znosił wodę, przez co kwiaty nie zostały odpowiednio zabezpieczone przed przymrozkiem. W ubiegłym roku zebrano tam 31 skrzyń, w tym roku 4. Ligol, dorosła kwatera bez zraszania: w 2024 roku 60 skrzyń dobrego jabłka i 20 przemysłu, w 2025 roku 40 dobrego i 20 przemysłu, a w 2026 roku już tylko 20 dobrego i 20 przemysłu. Z kolei młoda Gala Schnico Red w ubiegłym roku, bez zraszania, dała zaledwie około 300 kg. W tym roku, już przy ochronie wodą, zebrano 18 skrzyń.
  • W kolejnym gospodarstwie: Ligol – 0,5 ha, w tym roku 9 skrzyń. Boskoop – około 1100 drzew, w poprzednich latach od 40 do 90 skrzyń, teraz 6. Szampion – około 60–70 arów, w ubiegłym roku 130 skrzyń, teraz 50. Red Cap – około 30 arów, wcześniej od 20 do 35 skrzyń, teraz 5. Gloster – w poprzednich latach od 90 do 130 skrzyń, w tym roku będzie około 30. Gala Must – w ubiegłym roku 65 skrzyń, teraz niespełna 35. Sadownik zaznacza, że chodzi o czysty towar. I najważniejszy Red Jonaprince – w ubiegłym roku 290 skrzyń, w tym sezonie będzie dobrze, jeśli uda się zebrać 80. Sadownik liczy na Goldena.
  • W kolejnym gospodarstwie: King Roat – 30 skrzyniopalet z hektara, ale owoce nadrobiły wielkością; Gala – około 50 skrzyniopalet z hektara, czyli standardowy plon; Red Jonaprince – na jednej z kwater powinno być około 200 skrzyniopalet, zebrano 70.
  • W jednym z gospodarstw w rejonie Białej Rawskiej sadownik, z którym rozmawialiśmy, zebrał w ubiegłym roku 730 ton Red Jonaprince’a. W tym roku będzie niespełna 100 ton. Gala i Golden – zbiory na dobrym poziomie.
  • Jeszcze inny rozmówca ocenia, że jest zaskoczony, bo plony ma zbliżone do ubiegłorocznych. Jedynie Szampion zawiódł na jednej z kwater – w ubiegłym roku zbierał około 80 skrzyń z hektara, teraz 42.
  • W kolejnym gospodarstwie: Gala – 50 ton w ubiegłym roku, teraz 58; Decosta – 86, teraz 5; Gloster – 70, teraz 10; Paulared – 55, teraz 30. Zostały jeszcze pojedyncze partie innych odmian, a pozostałe jabłka trafią do przetwórstwa.

Oczywiście nie wszędzie wygląda to tak samo. Są rejony, gdzie owoców zostało więcej – to między innymi okolice Sandomierza czy gmin Wilga i Sobienie-Jeziory. Ale tam też nie są to rekordy, a Jonagoldy w naszych rozmowach wypadają kiepsko i zdaniem wielu sadowników o tym mogła zadecydować już zima.

Rok temu pomyliliśmy się w drugą stronę

Celem tych wyliczeń nie jest pokazanie, że jabłek będzie mało, ale zwrócenie uwagi na problem, z którym borykamy się dosłownie w każdym roku. W poprzednim sezonie zbiory były niedoszacowane. Spodziewaliśmy się mniejszych plonów, wielu sadowników zdecydowało się na przechowywanie i efekt dobrze znamy. Ta bolesna pomyłka została wszystkim w pamięci. Dlatego teraz, kiedy z gospodarstw płyną informacje o bardzo niskich zbiorach, jest już dużo więcej niepewności: może jeszcze coś „wyjdzie”, może nie wszyscy mówią prawdę, może w innym rejonie jabłek jest więcej. Tylko że tym razem może być odwrotnie.

Defekty jakościowe

Do samej liczby owoców dochodzi jakość. Red Jonaprince jest dobrym przykładem. To, że jabłek tej odmiany jest mniej, to jedno, ale nie brakuje takich problemów jak przerosty, gorzka plamistość, nierówne wybarwienie itp. Podobnie jest z Szampionem. Na drzewach wygląda dobrze, ale sporo owoców trzeba odrzucać. Do skrzyni jako towar deserowy trafia więc tylko część tego, co wcześniej widzieliśmy na drzewie. Reszta trafia do przetwórstwa.

Kupujący korzystają z niewiadomej

I tu zaczyna się problem rynkowy. Dopóki sadownicy, kupcy i firmy nie wiedzą, ile jabłek rzeczywiście będzie, trudno mówić o normalnej reakcji rynku na niższy plon. Pośrednicy korzystają dziś z tego, że nie ma pewności co do faktycznej ilości jabłek. A jeśli dołożymy do tego fakt, że część sadowników musi sprzedać, bo nie ma gdzie przechować jabłek, i kolejną niewiadomą – ile jabłek mamy z zeszłego sezonu – problem jest jeszcze większy.

Działamy po omacku

Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że dziś nie mamy narzędzia, które pozwoliłoby dokładnie policzyć, ile jabłek zbierzemy w kraju. Mamy prognozy, rozmowy z sadownikami, procenty i obserwacje z poszczególnych regionów. GUS szacuje zbiory na 3,1 mln ton, WAPA na 2,66 mln. Ogromna rozbieżność. Do tego dochodzi jeszcze niepewność po tamtym sezonie. W tle są ceny, kredyty i koszty. Jeżeli gospodarstwo zamiast 10 komór zapełnia dwie, nic dziwnego, że pojawiają się nerwy.

Na razie zgadujemy. Ile jabłek naprawdę zbierzemy? I kiedy się o tym dowiemy? Dziś na rynku panuje bałagan, a na takim bałaganie najlepiej wychodzą kupujący. Sadownicy wiedzą, ile mają u siebie, ale rynek nadal nie zna prawdziwej skali zbiorów w kraju. Do tego część producentów musi sprzedawać od razu, bo nie ma gdzie przechować jabłek. W takiej sytuacji łatwiej rozgrywać cenę.

01. październik 2026 14:18