Sprzeczne informacje to sytuacja, która na polskim rynku owoców zdarza się dość często. Nierzadko nie trzeba nawet takich informacji usłyszeć, żeby odnieść mylne wrażenie albo w ogóle mieć problem z oceną rynku. Właśnie do takich wniosków można dziś dojść, bacznie obserwując rynek jabłek przemysłowych. Obecnie widzimy to przede wszystkim w dwóch zjawiskach.
Popyt jest, ale pośredników
Przeglądając sadownicze ogłoszenia na portalach takich jak igrit.pl, na czerwono widzimy oferty sprzedaży, a na zielono oferty kupna. Zatem przewijając kilka stron ogłoszeń w konkretnej kategorii, nawet bez prowadzenia żadnych statystyk czy głębszych analiz, widzimy przewagę jednego koloru nad drugim, co już sugeruje, w jakiej kondycji jest rynek.
Ale to tylko odczucia. Portal posiada funkcję tak zwanego „barometru rynku”. W przypadku jabłek przemysłowych w ciągu ostatnich 7 dni wynosi on 63% ofert kupna do 37% ofert sprzedaży. Krótko mówiąc, popyt jest – a przynajmniej wydaje się być – duży.
Chociaż pojawiają się plotki o nadchodzących wzrostach cen, jest to popyt przede wszystkim po stronie pośredników, czyli firm handlujących surowcem. Towaru do przewiezienia jest znacznie mniej niż przed rokiem. Kolejne firmy poszukują go, żeby mieć czym obracać, i stąd duża liczba ogłoszeń zakupu.
Jeśli chodzi o przetwórstwo, nasi rozmówcy twierdzą, że zakłady na bieżąco odbierają dostarczane ilości. Jedni dopytują o kolejne dostawy i chcą podnosić ceny. Inni przynajmniej nie udają, że owoce są im niepotrzebne, ale nie wykazują chęci do większych zakupów. Są także nieliczne podmioty, które tradycyjnie przetwarzały jabłka, a obecnie tego nie robią.
Mała podaż, więc cena spada
Druga kwestia, która dotyczy całego rynku w październiku, jest chyba jeszcze bardziej niedorzeczna, a na pewno niezrozumiała. Zbiory są niższe niż przed rokiem. Od szczytu dostaw z końca września wolumeny powoli, lecz systematycznie spadają. Nie ma kolejek na skupach ani przed zakładami. W tym czasie ceny spadają i znów nie brakuje plotek. Tym razem o nadchodzących obniżkach. Czyli sadownik słyszy, że surowiec będzie taniał i drożał równocześnie...
W tym wypadku niestety dużo racji mają przetwórcy. Nie zmienia to faktu, że rosnące koszty, a w tym sezonie także ryzyko i niepewność, przerzucają na dostawców w niższych cenach. W skrócie można powiedzieć, że w skali globalnej popyt nie nadąża za podażą koncentratów owocowych. Dotyczy to przede wszystkim dwóch najważniejszych, czyli pomarańczowego i jabłkowego.
Przetwórnie w Niemczech oferują niższe ceny skupu niż te w Polsce. Wspomniana niepewność dotyczy przede wszystkim obaw przed ogromnymi dostawami taniego koncentratu z Chin i Turcji.
