Na razie zrezygnujmy z miedzi
Z godziny na godzinę przybywa pytań o dalsze kroki w sadach gruszowych. W pierwszej kolejności apelowałbym o spokój. Przed nami kolejne noce z przymrozkami…
Przede wszystkim nie stosowałbym teraz produktów miedziowych, ani zwykłej miedzi kontaktowej, ani tzw. miedzi aktywnych. Wciąż mamy ryzyko kolejnych przymrozków, a podanie miedzi przed spadkiem temperatury może skończyć się fitotoksycznością na liściach i na szypułkach zawiązujących się owoców.
Na zabiegi miedziowe przyjdzie czas wtedy, gdy zrobi się cieplej. Teraz skupiłbym się na wzmacnianiu roślin i podtrzymaniu ich odporności. W tym kierunku widziałbym kwas salicylowy albo fosforyny, czyli rozwiązania, które będą krążyły w roślinie i stale pobudzały ją do obrony.
Niestety, uszkodzenia po przymrozkach są duże. Tam, gdzie pracowała woda, straty bywają czasem większe niż na plantacjach niechronionych.
Nie dokładałbym roślinie pracy
W tej chwili nie sięgałbym po rozwiązania, nad którymi roślina będzie musiała intensywnie pracować, które będzie musiała pobierać i wbudowywać w tkanki. Dlatego w pierwszej kolejności nie wybierałbym teraz ani alg, ani aminokwasów. To może dodatkowo obciążyć roślinę, a przy okazji zwiększyć ryzyko zasolenia, bo w takich produktach są też składniki mineralne.
Jeśli mamy uszkodzenia i myślimy o działaniach po przymrozkach, to raczej polecałbym produkty czysto biostymulujące. W pierwszej kolejności hormony roślinne.
Gibereliny pierwsze, ale po ocenie sytuacji
W pierwszej kolejności sięgałbym po giberelinę GA4. Jeżeli w sadzie mamy bardzo duże uszkodzenia, rozważyłbym też połączenie z GA3. Tu jednak wiele zależy od własnej oceny skali szkód i od odmiany.
W odmianach innych niż Konferencja nie widzę większego ryzyka nadmiernego zawiązania po GA3 ani problemu z pigmejami. W Konferencji trzeba już uważać. Zbyt wysoka dawka może sprawić, że zawiąże się wszystko, a wtedy zamiast dorodnych owoców zostaną drobne gruszki.
Przy giberelinach pamiętałbym też o zakwaszeniu wody i o ewentualnym połączeniu z hormonami działającymi synergicznie, na przykład z brasinosteroidami. To poprawia wykorzystanie samych giberelin, a dodatkowo wspiera rozwój generatywny, czyli rozwój owoców.
Kiedy gibereliny?
Jeśli temperatura byłaby odpowiednia, taki zabieg polecałbym już teraz. Jednak patrząc na prognozy pogody, pomiędzy przymrozkami raczej nam się to nie uda. Zabiegi z użyciem giberelin zacząłbym od razu po ustąpieniu przymrozków, pod koniec tygodnia. Wtedy temperatury będą już pozwalały na efektywny zabieg.
Nie obawiałbym się w tym momencie, że podanie giberelin zaszkodzi zakładaniu pąków na kolejny sezon. Jeżeli w owocu nie powstaną nasiona i będą to owoce partenokarpiczne, same nie będą wytwarzały giberelin. To, że dostarczymy je z zewnątrz, nie powinno więc mieć większego wpływu na zakładanie pąków.
Bliżej weekendu wzmocniłbym wiązki przewodzące
Jeśli chodzi o dalsze wzmacnianie i ograniczanie stresu, bliżej weekendu myślałbym też o produktach poprawiających stan wiązek przewodzących. Dobrym przykładem jest tu DrevGo, który zawiera związki ligninotwórcze wzmacniające wiązki przewodzące oraz glicyny i betainy w małych dawkach, działające odstresowująco na roślinę.
