Sad24
StoryEditor

Ta noc mogła przesądzić o plonie. Będą sady, gdzie straty mogą sięgnąć 90–100 proc.

Data:  27 kwiecień 2026Autor:
27 kwiecień 2026

W głównych rejonach produkcji sadowniczej woj. mazowieckiego i łódzkiego po tej nocy straty mogą być bardzo duże. Piotr Zieliński, doradca i sadownik z Gruppa Oragnic, ocenia, że lokalnie można mówić nawet o 90–100 proc. uszkodzeń w sadach. Na dokładne liczenie strat jest jeszcze za wcześnie, ale już dziś wiadomo, że o skali szkód zdecydowały temperatura, faza fenologiczna, ukształtowanie terenu i stan pąków po zimie.

W głównych rejonach produkcji sadowniczej woj. mazowieckiego i łódzkiego po tej nocy straty mogą być bardzo duże. Piotr Zieliński, doradca i sadownik z Gruppa Oragnic, ocenia, że lokalnie można mówić nawet o 90–100 proc. uszkodzeń w sadach. Na dokładne liczenie strat jest jeszcze za wcześnie, ale już dziś wiadomo, że o skali szkód zdecydowały temperatura, faza fenologiczna, ukształtowanie terenu i stan pąków po zimie.

Mazowsze i Łódzkie

Największe spadki temperatury i najtrudniejsza sytuacja, zdaniem Piotra Zielińskiego, dotyczą głównych rejonów sadowniczych woj. mazowieckiego i łódzkiego. Przede wszytskim chodzi o pas od południowego Mazowsza na zachód i południowy zachód. To właśnie tam mróz był najsilniejszy i utrzymywał się najdłużej. Poszkodowane jest także Powiśle Lubelskie i część rejonu sandomierskiego.

W tym obszarze temperatura spadała średnio do -4°C, a lokalnie nawet do -8°C. To zbiegło się z bardziej zaawansowaną fazą rozwojową. W wielu sadach jest już balon, a lokalnie zaczyna się kwitnienie, między innymi na odmianach Idared, Jonagold i Szampion.

– Od południowego Mazowsza na zachód i południowy zachód, między innymi w powiatach zwoleńskim i kozienickim, sytuacja jest dramatyczna. Temperatury spadały tu średnio do -4°C, a lokalnie nawet do -8°C, w zależności od ukształtowania terenu. W takich warunkach straty mogą sięgać 90–100 proc. – mówi Piotr Zieliński.

Zastrzega jednocześnie, że dziś nie da się jeszcze podać pełnych szacunków dla całych rejonów. Wiele zależało od położenia konkretnego sadu.

– Już dziś można powiedzieć, że w części sadów straty będą dotkliwe. Na dokładną ocenę trzeba jeszcze poczekać, ale moim zdaniem średnio dla tych rejonów szkody mogą przekraczać już 50 proc. – dodaje.

Faza zdecydowała

Piotr Zieliński kilka razy podkreśla, że o skali uszkodzeń nie decydowała sama temperatura. Równie ważna była faza fenologiczna. Tam, gdzie wegetacja była mniej zaawansowana, straty są mniejsze.

To, jego zdaniem, tłumaczy sytuację w Małopolsce, na Podkarpaciu, w Świętokrzyskiem i w zachodniej części województwa lubelskiego. W tych rejonach w przeważającej części sadów był jeszcze różowy pąk, lokalnie balon na pąku królewskim. To faza, która lepiej znosi przymrozki.

– Najmniejsze szkody wystąpiły w Małopolsce, na Podkarpaciu, w Świętokrzyskiem i w zachodniej części województwa lubelskiego. W większości kwater jest jeszcze różowy pąk. To faza najbardziej odporna na przymrozki. W tej fazie 90 proc. pąków ulega uszkodzeniu przy temperaturze około -4,4°C. Tymczasem w tych rejonach było najczęściej do -3°C – mówi.

Dlatego szkody są tam mniejsze. Jak zaznacza doradca, uszkodzenia wystąpiły, ale przy dobrym zapąkowaniu plon na dziś nie jest jeszcze zagrożony.

Północ bez większych szkód

Według Piotra Zielińskiego szkody właściwie nie wystąpiły w północnej Polsce. Wskazuje też Wielkopolskę, województwo zachodniopomorskie, Kujawy oraz Warmię i Mazury. Tam przymrozki tej nocy albo nie wystąpiły, albo były na tyle słabe, że obecnie nie mają większego znaczenia. Duże znaczenie miała również faza. W tych rejonach sady są jeszcze w różowym pąku.

– W północnej Polsce szkody właściwie nie wystąpiły, i to w całym pasie od wschodu do zachodu. Podobnie jest na przykład w Wielkopolsce, Zachodniopomorskiem, na Kujawach czy na Warmii i Mazurach. Tam przymrozki albo nie wystąpiły, albo były tak słabe, że na ten moment nie mają znaczenia. Dużą rolę odegrała też faza fenologiczna, bo tam sady są jeszcze w różowym pąku – mówi.

Podobnie ocenia część województwa łódzkiego. Od powiatu tomaszowskiego w kierunku zachodnim i północno-zachodnim straty są minimalne albo nie ma ich wcale.

Susza i nawadnianie

Piotr Zieliński ocenia, że susza miała tej nocy dwojakie znaczenie. Z jednej strony sucha gleba szybciej się wychładza, bo nie ma w niej zapasu wody, który magazynowałby energię i oddawał ją nocą. To sprzyjało szybkiemu spadkowi temperatury.

Z drugiej strony susza w części rejonów opóźniła rozwój wegetacyjny. Chodzi zwłaszcza o Świętokrzyskie, szczególnie na ciężkich glebach. To również ograniczyło straty. Zaznacza jednak, że tam, gdzie wcześniej uruchomiono nawadnianie, rozwój roślin mógł przyspieszyć.

Pąki po zimie

Kolejny element, który będzie wpływał na końcowy poziom strat, to stan pąków po zimie. Część z nich wyglądała zdrowo, ale dopiero pod binokularem było widać przebarwienia tkanek. Taki pąk był osłabiony i miał mniejszą odporność na niskie temperatury. To mogło sprawić, że zamiast wytrzymać temperaturę typową dla danej fazy, ulegał uszkodzeniu wcześniej.

– Po zimie były uszkodzenia, których nie było widać gołym okiem. Pąk wydawał się zdrowy, ale dopiero pod binokularem było widać przebarwienia tkanek i jego osłabienie. Jeśli do tego doszły krytyczne temperatury, odporność takich pąków mogła być niższa. Zamiast wytrzymać na przykład -4,4°C w danej fazie, mogły ulegać uszkodzeniu już przy -3°C – mówi Piotr Zieliński.

Regeneracja ma granice

Po tej nocy wielu sadowników pyta o regenerację. Piotr Zieliński stawia sprawę jasno. Przy temperaturach rzędu -5°C i -6°C możliwości są bardzo ograniczone. – Takie temperatury właściwie wykluczają skuteczną regenerację. Może brzmi to brutalnie, ale martwej tkanki nie da się ożywić – mówi Piotr Zieliński.

Jak dodaje, na tym etapie można mówić jedynie o mikroelementach i aminokwasach, głównie prolinie, która ma pomóc przywracać transport w komórkach. Dopiero po kilku dniach można rozważać dalsze działania, chociażby z użyciem giberelin. Podkreśla też, że w takich warunkach giberelina podana od razu nic nie pomoże. Przy temperaturach rzędu -5°C i -6°C nie cofnie już samych uszkodzeń.

Zabiegi mogły ograniczyć szkody

Na końcowy poziom strat wpłynęły również wcześniejsze działania w sadach. W swoich komunikatach Piotr Zieliński informował o uszkodzonych pąkach po zimie i zalecał częstą regenerację, ale nie pełnymi dawkami, żeby nie dokładać roślinom kolejnego stresu.

Z zaplanowanych pięciu zabiegów udało się wykonać tylko dwa, bo warunki pogodowe nie sprzyjały dalszym przejazdom. Jego zdaniem nawet te dwa zabiegi, jeśli ktoś zrobił je wcześniej, razem z nawozami potasowymi przed przymrozkami, mogły uratować pewien procent pąków. Zastrzega jednak, że działało to tylko do pewnego poziomu temperatury.

Jeśli temperatura spadła poniżej -5°C, jego zdaniem nic nie było już w stanie odwrócić sytuacji. Metody ochrony mogły jedynie ograniczyć część skutków.

Na liczenie strat przyjdzie czas

Piotr Zieliński zastrzega, że obecna ocena nie jest jeszcze pełnym liczeniem szkód. Opiera się na temperaturach ze stacji i na fazie fenologicznej w poszczególnych rejonach. To dziś daje podstawę do wstępnej oceny poziomu uszkodzeń.

– Na razie mogę mówić tylko na podstawie temperatur ze stacji w różnych częściach Polski i fazy fenologicznej w tych rejonach. To pozwala dziś mniej więcej ocenić poziom uszkodzeń – mówi Piotr Zieliński.

Na dokładne liczenie strat przyjdzie czas. Po tej nocy jedno jest jednak pewne: w głównych rejonach produkcji sadowniczej woj. mazowieckiego i łódzkiego straty mogą być bardzo duże, a lokalnie – jak ocenia P. Zieliński – mogą sięgać nawet 90–100 proc.

27. kwiecień 2026 17:59