wina półki
StoryEditorMateriał promocyjny

Niemiecki sadownik ma łatwiej. Akcyza kontra rozwój

Data:  24 listopad 2025Autor:
24 listopad 2025
Niemiecki sadownik może zrobić owocowe wino ze swoich owoców przy mniejszej biurokracji. Wina owocowe nie są objęte akcyzą… Skoro nasi sąsiedzi mogą mieć takie przepisy, to my też. Przecież to ta sama Unia Europejska.

Niemiecki sadownik ma łatwiej


Produkcja alkoholi z owoców w Niemczech jest znacznie bardziej zliberalizowana niż w Polsce. Chociaż gospodarstwa sadownicze muszą spełnić określone warunki i uzyskać wpis do odpowiedniego rejestru, później mogą liczyć na ułatwienia i wsparcie państwa. Przepisy w Polsce są skrajnie skomplikowane i, mówiąc wprost, czasem wręcz wrogie względem małych przedsiębiorców.
Ponadto wina owocowe w Niemczech nie mają banderoli akcyzowej (zob. galerię poniżej). Powód jest prosty: trunki wyprodukowane w ramach gospodarstw są zwolnione z akcyzy. Na takie ułatwienia nie mogą liczyć sadownicy w Polsce. To nie wszystko – nasz rząd planuje podnieść akcyzę na cydr.
Destylaty owocowe również nie mają banderoli. Wynika to z faktu, że producent płaci akcyzę bezpośrednio, a nie poprzez fizyczne, papierowe banderole. Tak czy inaczej, nadal mówimy o ułatwieniach. Jest to rozwiązanie efektywniejsze i tańsze. Oszczędza też państwo, ponieważ rezygnacja z fizycznych naklejek oznacza mniej biurokracji.
Dzięki temu w lokalnych sklepikach, szczególnie na południu Niemiec, konsumenci mogą bezpośrednio kupić takie produkty. Jak na niemieckie zarobki, ich ceny są bardzo konkurencyjne. Wina owocowe kosztują w detalu najczęściej od 3 do 8 euro za butelkę (13–34 zł za 0,7 l). Destylaty o mocy od 40 do 60 % kosztują 14–20 euro (60–85 zł za 0,5 l). Takie ceny bez wątpienia byłyby akceptowane także przez polskich konsumentów.

wina półkiwina targiwina owocowePotrzebujemy wolności gospodarczej!


Po wizycie na targach expoDirekt w Karlsruhe nie mamy wątpliwości, że potrzebujemy takich samych ułatwień w Polsce. Czy możemy zliberalizować produkcję win owocowych i destylatów? Oczywiście, że tak! Przecież funkcjonujemy w ramach tej samej Unii Europejskiej. Problem w tym, że wówczas „nadepniemy na odcisk” branży piwowarskiej i spirytusowej, a dokładnie największym korporacjom.
Co mamy dziś w Polsce? Skrajnie nieprzyjazne przepisy. Najlepszym przykładem niech będą śliwki. Tani surowiec z Polski kupują słowackie i czeskie destylarnie, a gotowe produkty z wartością dodaną trafiają później z powrotem do Polski. Problem w tym, że nie zarabia na tym ani polski przedsiębiorca, ani Skarb Państwa, ponieważ akcyzę i podatki tamtejsze firmy płacą w swoich krajach. Widzimy także reklamy firm z południa kierowane do polskich klientów. To najlepszy dowód, że dostrzegają potencjał naszego rynku. Szkoda tylko, że nasi rządzący go nie zauważają…
nalewka
wina
22. styczeń 2026 22:44