Patrząc na kalendarz i sadowniczą tradycję jesteśmy na półmetku zbiorów jabłek. Patrząc jednak na sady, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy już bliżej końca zbiorów. W związku z tym u wielu sadowników końcem zbiorów raczej nie będzie symboliczny 1 listopada, a data znacznie wcześniejsza.
Przejeżdżając przez miejscowości gdzie dominuje uprawa jabłek, zdecydowanie częściej ujrzymy sady oberwane. Żargonowo mówi się o sadach „czystych”, „pustych” czy „posprzątanych”. W zagłębiu grójeckim w większości zakończone są zbiory Szampiona i Red Jonaprince’a. W sadach na drzewach widać jeszcze Idareda, Glostera i inne najpóźniejsze odmiany. Trwają zbiory Golden Deliciousa i pozostałych odmian z grupy Jonagolda.
Jednak w przypadku Idareda, którego nasadzenia nadal są bardzo duże, plonowanie będzie w wielu sadach małe lub nawet bardzo małe. Jest to efektem wiosennych przymrozków oraz tego, że Idared kwitnie najwcześniej spośród uprawianych w Polsce odmian.
Dla kontrastu warto spojrzeć na niezwykle urodzajny rok 2018. Wówczas zbiory jabłek deserowych w wielu przypadkach przeciągnęły się niemal do połowy listopada. Sadownikom brakowało skrzyniopalet i miejsca, aby jabłka przechować. Rekordziści jabłka przemysłowe zbierali jeszcze w grudniu. Aż do pierwszych mrozów.
Wraz z końcem podaży jabłek „prosto z drzewa” skończą się oferty kupna, które w jakimś stopniu wykorzystują przewagę kupujących nad nieposiadającymi opakowań i chłodni sadownikami. Nawiązując do szybkiego postępowania prac w sadach i wcześniejszym końcu zbiorów w tym roku, moment ten nastąpi w tym sezonie nieco wcześniej. Wielu sadowników jest przekonanych, że koniec zbiorów będzie równoznaczny z początkiem wzrostów cen jabłek deserowych.

