Cały materiał filmowy możecie obejrzeć tutaj:
Zabiegi co 2–3 dni
W takich warunkach trzeba działać intensywnie. Doradca mówi o zabiegach co 2–3 dni. Jednego produktu i jednego mechanizmu działania nie warto ciągnąć zbyt długo. Przy takiej częstotliwości łatwo uszkodzić liście.
Magnez zamiast azotu
Nie można też zapomnieć o odżywieniu liści. Nasz rozmówca zaleca duże dawki siarczanu magnezu. Teraz trzeba już zrezygnować z azotu. Chodzi o to, żeby pędy kończyły wzrost. Siarczan magnezu ma tu dwa zadania. Z jednej strony odżywia liście. Z drugiej, przy większej dawce, pomaga podsuszać larwy.
Młode kwatery i wtórne kwitnienie
Jeśli chodzi o choroby bakteryjne, rak bakteryjny schodzi teraz na dalszy plan. Większą uwagę trzeba skierować na młode kwatery. Dotyczy to też sadów, gdzie z powodu braku plonu miejscami pojawia się wtórne kwitnienie. W takich warunkach rośnie ryzyko zarazy ogniowej. Doradca zaleca tu zabiegi oparte na miedzi, połączone z krzemem. Taki kierunek ma wspierać zdrowotność drzew, usztywniać blaszkę liściową i poprawiać twardość owoców.
Sama fertygacja to za mało
Tam, gdzie jest plon, to dobry moment na nawożenie potasem. W gruszach sama fertygacja nie wystarcza. System korzeniowy jest płytki, ale szeroki. Dlatego lepiej podać nawóz szerzej i podlać cały sad, niż ograniczać się do punktowego podawania przez linię nawadniającą.
Biologia bez szkody dla owadów pożytecznych
W otoczeniu sadów gruszowych są sady jabłoniowe, a razem z nimi presja zwójek i owocówki. W sadzie gruszowym ważne jest jednak to, żeby nie wyniszczyć fauny pożytecznej. Jak mówi Michał Malicki, nawet bez introdukcji w sadzie pojawiają się już dziubałki i złotooki, które zjadają larwy miodówki.
Dlatego w ochronie przeciw motylom warto kierować się w stronę rozwiązań biologicznych. Dają skuteczność, a jednocześnie nie niszczą owadów pożytecznych, które wspierają sadownika w walce z miodówką. Przy braku opadów takie zabiegi będą też dłużej chronić owoce.
