Tegoroczny kryzys na rynku malin jest również motorem zmian. Plantatorzy chcą się zrzeszać, ale przede wszystkim zmieniać profil produkcji malin.
Zwykło się mawiać, że „kryzys jest najlepszym motorem zmian”. Sadownicy produkujący jabłka znają doskonale prawdziwość powiedzenia w odniesieniu do rosyjskiego embarga z 2014 roku. Wielu przestawiło się na produkcję odmian poszukiwanych przez zagranicznych odbiorców. Dziś wiele wskazuje na to, że w podobnej sytuacji doświadczają plantatorzy malin. Impulsem zmian jest wyjątkowo trudny sezon 2023.
Jak informuje Sławomir Kopeć, doradca specjalizujący się w uprawie malin, zainteresowanie zakładaniem nowych plantacji malin jest obecnie bardzo duże. Teoretycznie spodziewalibyśmy się raczej masowego karczowania plantacji, jeśli weźmiemy pod uwagę tegoroczne ceny skupu poniżej kosztów produkcji.
Najbardziej istotną kwestią jest to, w jakie plantacje zamierzają inwestować producenci z „zagłębia malinowego"? Nasz rozmówca dodaje, że obecnie ma bardzo dużo pracy z analizami gleby właśnie pod nowe nasadzenia. Plantatorzy chcą jednak zmienić profil produkcji, a głównym założeniem jest uniezależnienie się od zakładów przetwórczych.
Chodzi o maliny deserowe najwyższej jakości. Nie mówimy tu o sprzedaży hurtowej na polskich rynkach czy targowiskach, lecz szukaniu odbiorców większych ilości towaru klasy premium za granicą. Dziś okazuje się, że popyt na taki produkt jest zgłaszany między innymi ze strony odbiorców francuskich. Plantatorzy mają świadomość, że eksport na Zachód może dotyczyć jedynie większych i wyrównanych jakościowo partii owoców najwyższej jakości. W związku z powyższym opisywane zjawisko, a co za tym idzie podejmowane działania dotyczą właśnie odpowiedniego przygotowania gleby, zasadzenia odpowiednich odmian i nakierowania się na produkcję towaru klasy premium.

