Jak warunki pogodowe wpływały na ochronę sadów?
Wielu sadowników nie poradziło sobie głównie z grupą roztoczy (przędziorkami i pordzewiaczami), mszycami i zwójką różóweczką. Wynikało to z kilku przyczyn, niewątpliwe tą najważniejszą były niekorzystne warunki pogody, jakie dominowały w strategicznych terminach ich zwalczania, a więc w okresie przed kwitnieniem. Deszcz, wiatry, a przede wszystkim bardzo zimna pogoda przez kilka pierwszych tygodni wegetacji w kwietniu i częściowo w maju (oraz kilka przymrozkowych nocy, z których większość przypadała w ostatniej dekadzie kwietnia) spowodowały spowolnienie/przesunięcie w czasie rozwoju drzew o około 2 tygodnie w stosunku do wielu poprzednich lat i bardzo opóźniło rozwój szkodników. Utrudniło także przeprowadzanie zabiegów zwalczania chemicznego, w związku z tym te były mniej skuteczne, bo wykonywane w warunkach daleko odbiegających od tych zalecanych. Zdecydowanie większe uszkodzenia spowodowane żerowaniem np. przędziorka owocowca czy mszycy jabłoniowo-babkowej obserwowano jednak w tych sadach, w których z braku dobrych okienek pogodowych, niektórzy sadownicy ostatecznie rezygnowali z zabiegów przed kwitnieniem. Tym bardziej, że nie widzieli objawów żerowania szkodników, a stąd błędny wniosek, że nie ma dużego zagrożenia.
UWAGA!
Szkodniki łatwo jest przeoczyć, bo progi zagrożenia są bardzo niskie (w przypadku bawełnicy korówki to tylko 2 drzewa nawet z pojedynczymi mszycami w próbie 50 monitorowanych drzew, w przypadku mszycy jabłoniowo-babkowej – tylko 1 drzewo z koloniami mszyc. Nie bez znaczenia jest fakt, że w sytuacji zbyt długo utrzymującej się niskiej temperatury, szkodniki są mniej aktywne, co powoduje przesunięcie w czasie pojawienia się pierwszych oznak ich żerowania. Jednak rozpoczęcie zwalczania, kiedy widzimy objawy jest już na pewno spóźnione.
Dlatego tak ważne są coroczne wiosenne lustracje, a właściwie aktywnie prowadzony monitoring zagrożenia, zgodnie/ściśle z metodykami IO, niestety sadownicy takiego nie prowadzą albo wykonują go zbyt pobieżnie, dlatego tak łatwo jest przeoczyć problem (np. mszyca jabłoniowo–babkowa przed kwitnieniem była skryta pod spodem liści i nie zdążyła chociażby delikatnie skręcić liści, jak to bywało w sezonach z ciepłą wiosną). Rezygnacja wiosną z ważnych zabiegów zwalczających szkodniki, które praktycznie występują co roku w mniejszym lub większym nasileniu lub rozpoczęcie walki z nimi zbyt późno (często dopiero po kwitnieniu), a więc po pojawieniu się wyraźnych objawów ich żerowania, jest bardzo poważnym błędem. Konsekwencją jest bowiem szybkie rozbudowanie populacji szkodników po ociepleniu do poziomów znacznie przewyższających progi zagrożenia, a to wymusza już konieczność zintensyfikowania ochrony a więc wykonania w kolejnych tygodniach wegetacji dodatkowych 2–4 zabiegów i niestety skutkuje nieodwracalnymi uszkodzeniami liści/zawiązków.
UWAGA!
Spóźniona ochrona jest zawsze droższa, mniej skuteczna i minimalizuje szanse na uzyskanie owoców, spełniających wysokie wymogi dużych sieci handlowych, co do pozostałości (ilości i poziomów) substancji aktywnych (te zastosowane latem nie zdążą się już rozłożyć do zbiorów do poziomu <0,01 mg/kg).
Następną przyczyną obniżonej skuteczności (a czasami nawet nieskuteczności) zabiegów chemicznych był także nietrafiony dobór insektycydów, które w warunkach tak niskich temperatur zawiodły głównie w przypadku niektórych trudniej zwalczanych szkodników (np. pyretroidy czy acetamipryd). Nie powinny więc być wybierane i pozycjonowane szczególnie w tych najważniejszych terminach, decydujących o powodzeniu lub przegranej w walce, np. z mszycami. Z kolei w przypadku mszycy bawełnicy korówki problemem najważniejszym, który zdecydował o słabszych wynikach jej zwalczania był zbyt ubogi asortyment insektycydów zarejestrowanych dla tego gatunku.
Wielu sadowników zgłaszało więc, że mają duże problemy z niektórymi szkodnikami głównie z mszycą jabłoniowo-babkową, bawełnicą korówką, przędziorkiem owocowcem/pordzewiaczami, z którymi czasami walczyli prawie do końca sezonu. W wielu sadach łatwo było też spotkać krótko po kwitnieniu objawy żerowania zwójki różóweczki, która również wymagała zwalczania przed kwitnieniem, a więc w tych niekorzystnych warunkach pogody. Po kwitnieniu pogoda stopniowo poprawiała się i w kolejnych tygodniach już łatwiej było przeprowadzić kolejne ważne zabiegi, zwalczające tym razem bawełnicę korówkę, pordzewiacza, przędziorka chmielowca, owocnice, pryszczarki, toczyka, a potem także owocówkę i letnie pokolenia zwójek.
UWAGA!
Jeśli pogoda przed kwitnieniem nie jest optymalna do wykonania ważnego zabiegu przeciwko szkodnikowi, który przekracza próg zagrożenia np. przędziorka owocowca czy mszycy jabłoniowo babkowej, nie rezygnujmy z niego – zadziała słabiej, nie mniej zredukuje część populacji szkodnika, co pomoże w kontynuacji dalszego zwalczania, ale wtedy konieczne jest wykonanie zabiegu uzupełniającego, np. zaraz po kwitnieniu w pierwszym dobrym okienku pogodowym.
Szkodniki są nieprzewidywalne i zawsze trzeba brać pod uwagę ich możliwe potencjalne zagrożenie w kolejnym sezonie, a to, że niektóre z nich od wielu lat nie przekraczały w naszym sadzie progu zagrożenia, nie oznacza, że taka sytuacja musi powtórzyć się w bieżącym sezonie.
Przędziorki i pordzewiacze
Wiosną zaobserwowałam zdecydowanie większą presję ze strony przędziorka owocowca, przeglądając w lutym/marcu bezlistne pędy na obecność jaj z kilkunastu dużych sadów (i kilkudziesięciu kwater), w których prowadzę monitoring i ochronę od wielu lat (w części z nich parę lat temu zaintrodukowaliśmy opaski z dobroczynkiem gruszowym). W sadach tych presja ze strony owocowca była od wielu lat bardzo stabilna i utrzymywała się na niskim poziomie, co oznaczało, że przeprowadzano najczęściej tylko 1 lub czasami 2 zabiegi w sezonie, łącznie na przędziorka owocowca, chmielowca i pordzewiacza (jeden z nich był najczęściej z użyciem Movento 100 SC, głównie pod kątem bawełnicy korówki, a przy okazji również roztoczy). W sezonie 2021 r. sytuacja zmieniła się diametralnie, bo w większości z tych sadów złoża jaj znacznie przekraczały próg zagrożenia (do czego mogła przyczynić się długa, ciepła i bezprzymrozkowa jesień 2020 r.), co oznaczało pilną konieczność przeprowadzenia zabiegów zwalczających już przed kwitnieniem. W sadach tych większość sadowników zdecydowała się na zabieg olejem parafinowym, bo jest najbardziej bezpiecznym rozwiązaniem dla dobroczynka gruszowego. Oleje zostały więc zakupione, ale niestety bardzo trudno było wyznaczyć dobry termin zabiegu ze względu na niekorzystne i długo utrzymujące się złe warunki pogody, które stawiały pod znakiem zapytania skuteczność aplikacji (szczególnie w dużych kilkudziesięciohektarowych sadach, które potrzebowały 2 dni na przeprowadzenie zabiegu olejami).
W minionym sezonie termin na wykonanie tego zabiegu był wytypowany w wielu rejonach Polski na przełomie drugiej i trzeciej dekady kwietnia (bo były stwierdzane pierwsze wylęgające się larwy, a drzewa osiągnęły już wymaganą fazę rozwojową (mysie ucho lub najpóźniej początek zielonego pąka na odmianach Idared i Ligol). Niestety pogoda była cały czas niestabilna, zimna i pochmurna i nie było perspektyw na najbliższe dni na jej poprawę. Dlatego w sadach z dużą presją startową owocowca nie uzyskano tak dobrej skuteczność zabiegu, jak bywało to w stabilnych warunkach pogody w poprzednich sezonach, o czym sadownicy mieli przekonać się wkrótce. Po ociepleniu w czerwcu, lipcu w wielu kwaterach pojawiły się w ciągu kilkunastu dni liczne enklawy szkodnika (liście w wielu punktach zrobiły się szare/żółte, a od spodu można było naliczyć kilkanaście/kilkadziesiąt sztuk owocowca).
UWAGA!
Jeśli pogoda w zalecanym krótkim okresie do aplikacji oleju parafinowego jest niekorzystna i może znacznie obniżyć jego skuteczność, a jest perspektywa jej poprawy, warto rozważyć przesunięcie w czasie terminu zabiegu o kilka dni do fazy zielony/różowy pąk na większości odmian, aplikując mieszaninę: olej w dawce 50% tej zalecanej plus akarycyd Nissorun Strong 250 SC (także w dawce 50%).
Aby uniknąć takiej sytuacji w przyszłości, konieczne jest zawsze sprawdzenie skuteczności zabiegu olejem, (szczególnie jeśli ten był przeprowadzony np. zbyt wcześnie, zbyt późno lub w niekorzystnych warunkach pogody), bo jeśli nie spełnił on oczekiwań, można było jeszcze wykonać aplikację uzupełniającą tuż przed kwitnieniem (ewentualnie krótko po kwitnieniu) z wykorzystaniem jednego z akarycydów (Apollo 500 SC, Nissorun Strong 250 SC, Kanemite 150 SC, Ortus/Xapiro 05 SC).
Niestety w tym sezonie nie zawsze sprawdzały się także aplikacje akarycydami przed kwitnieniem, bo praktycznie w całym okresie do kwitnienia brakowało dobrych okienek pogodowych. Jeśli jednak sadownik był świadomy nieskuteczności wiosennego/wiosennych zabiegów (bo przejrzał rozety liściowo-kwiatowe) i po kwitnieniu wykonał aplikację akarycydu w pierwszym możliwym terminie dobrej pogody (minimum 15°C z tendencją wzrostową), uniknął efektu zaskoczenia przez przędziorka i miał go już pod kontrolą. W tym okresie warto było wybrać akarycydy, ograniczające jednocześnie przędziorka owocowca i chmielowca (który zaczyna wtedy intensywnie żerować), a także pordzewiacza (Ortus/Xapiro 05 SC, Vertigo 018 EC czy Koromite/Milbeknock 10 EC). Co roku bowiem trzeba się liczyć z jednoczesnym zagrożeniem również ze strony tych dwóch kolejnych gatunków (a czas tuż po kwitnieniu jest optymalnym terminem ich zwalczania). W sadach, w których krótko po kwitnieniu sadownik zaplanował aplikację Movento100 SC z reguły nie było już potrzeby zwalczania przędziorka chmielowca i pordzewiacza do końca sezonu (pod warunkiem, że przędziorek owocowiec był pod kontrolą i nie stanowił już zagrożenia).
UWAGA!
Jeśli pordzewiacze wystąpiły w minionym sezonie w dużym nasileniu, w kolejnym trzeba zaplanować dwa zabiegi akarycydami, pierwszy krótko po kwitnieniu (czekając na pierwsze dobre okienko pogodowe), a następny nie później niż po 8–10 dniach. Jeśli nie wykona się powtórki zabiegu w krótkim odstępie czasu, w sadach z dużą presją pordzewiacza, ten często ujawnia się ponownie w lipcu, sierpniu.
Jednak w przypadku tych sadowników, którzy dopiero w czerwcu/lipcu zobaczyli uszkodzone liście, świadczące o nieskuteczności zabiegów wiosennych (lub popełnionych w tym czasie błędów) musieli podjąć pilne działania latem. Dobre efekty uzyskano wykonując zabieg jednym z dwóch akarycydów: Pyranica 20 WP lub Kanemite 150 SC, bo oba skutecznie zwalczają wszystkie formy rozwojowe przędziorków.
UWAGA!
Szczególnie przy większej presji przędziorków, co ma miejsce najczęściej po kwitnieniu, konieczne jest spełnienie kilku warunków aplikacji: większa ilość cieczy roboczej (czyli nie mniej niż 750 l /ha), dodatek adiuwanta i dobre okienko pogodowe!
Niektórzy sadownicy sięgali też w tych trudnych warunkach pogody po rozwiązania działające mechanicznie – środki silikonowe, np. Next Pro (stężenie 0,1–0,2%), które ograniczało przędziorka owocowca/chmielowca, a przy okazji także mszyce. Wykorzystywali je przed lub po kwitnieniu solo lub np. z abamektyną jako uzupełnienie dla akarycydu/oleju zastosowanego wcześniej w niekorzystnych warunkach pogody.
Walka z mszycami i zwójkówkami
W minionym zimnym sezonie nie sprawdziły się także wiosenne zabiegi pyretroidami, (nawet jeśli przed kwitnieniem zastosowano je dwukrotnie), które w tym czasie często są wybierane do zwalczania mszyc, zimujących gąsienic zwójek, zwójki różóweczki (ta rozwija się z jaj) czy kwieciaka jabłkowca. Przyjęło się bowiem mówić (niestety błędnie), że pyretroidy można stosować w niższej temperaturze, niestety pomija się tu reakcję szkodników na zimno i fakt, że środki te działają kontaktowo (ciecz robocza musi zetknąć się ze szkodnikiem) i żołądkowo, a więc ta grupa nie mogła sprawdzić się w tak zimnych warunkach, kiedy szkodniki są mało aktywne i słabiej żerują. Nie najlepszym wyborem wiosną był też np. acetamipryd na mszycę jabłoniowo-babkową i bawełnicę korówkę, gdyż grupa neonikotynoidów (tania i dominująca ilościowo w PORS) w zalecanych dawkach 0,125 (czy nawet 0,2 kg/ha na bawełnicę korówkę) wykazuje niedostateczne działanie na te trudne szkodniki (od lat obserwuje się bowiem ich coraz mniejszą skuteczność), zwłaszcza jeśli zabieg prowadzono w niekorzystnych warunkach pogody. Niestety nie brakowało też producentów, którzy sięgali jeszcze po chloropiryfos z zapasów, a wiadomo, że ten preparat, jeśli zawodzi, to najczęściej właśnie z powodu zbyt niskiej temperatury w trakcie aplikacji.
UWAGA!
Stosowanie pyretroidów czy acetamiprydu do walki z trudnymi szkodnikami, szczególnie w strategicznych terminach ich zwalczania, nie będzie wystarczająco skuteczne, zwłaszcza w warunkach zimnej pogody i w sadach, w których wypracowano dużą presję tych szkodników.
W warunkach niższych temperatur na mszyce bardzo dobrze sprawdził się natomiast np. Teppeki 50 WG i/lub Sivanto Prime zalecane tylko do zwalczania mszycy jabłoniowo-babkowej. Jednak wybierając takie rozwiązanie przed kwitnieniem, trzeba zawsze brać pod uwagę ryzyko wystąpienia zwójki różóweczki (stosowany w poprzednich latach chloropiryfos niszczył skutecznie i mszyce, i zwójki).
Bawełnica korówka
W przypadku mszycy bawełnicy korówki, która wystąpiła w wielu sadach w dużym nasileniu problem tkwi przede wszystkim w bardzo skromnym asortymencie insektycydów zarejestrowanych do zwalczania tego trudnego gatunku mszyc. Do dyspozycji sadownicy mają tylko dwie grupy preparatów: neonikotynoidy z acetamiprydem i kwasy tetronowe – w produkcie Movento 100 SC. Pozycjonując je odpowiednio w programie zwalczania szkodników, można wygrać z bawełnicą, jest jednak jedno "ale". Movento 100 SC to preparat z wyższej półki cenowej i wielu sadowników, nie znając wszystkich korzyści wynikających z jego aplikacji, nie zdecydowało się nigdy na jego aplikację. Za przegraną walkę z bawełnicą korówką nie można było winić w tym roku pogody. Ten gatunek mszycy zwalczany jest wprawdzie częściowo już przed kwitnieniem przy okazji mszycy jabłoniowo-babkowej (rejestrację na oba gatunki mszyc mają tylko preparaty z acetamiprydem, ale nie jest to najlepsze rozwiązanie), jednak zdecydowanie najważniejszym terminem (szczególnie w tym zimnym sezonie), był czas tuż po kwitnieniu. Część larw bawełnicy zimujących na częściach nadziemnych z pewnością wymarzła zimą, jednak te ukryte najgłębiej na szyjce korzeniowej i w korzeniach przetrwały i rozpoczęły żerowanie/namnażanie się stopniowo, dopiero po ociepleniu w maju. Ponieważ bawełnica żeruje w zakamarkach i jest schowana pod oprzędem, co jest utrudnieniem dla dobrego dotarcia cieczy opryskowej do każdej kolonii, sadownicy, którzy wygrali z tą mszycą, wykonywali dwa opryskiwania: w końcówce kwitnienia i kolejne – kilka dni później.
Do pierwszego zabiegu tuż po kwitnieniu (do momentu opadnięcia płatków kwiatowych) stosowano jeden z preparatów z grupy neonikotynoidów z acetamiprydem, np. Mospilan/Kobe 20 SP, bo to jedna z ostatnich grup preparatów (poza pyretroidami) o tak szerokim spektrum zwalczanych szkodników, bardzo przydatna w tym okresie. Acetamipryd zastosowany w tym terminie, przy okazji zwalczania mszycy, ogranicza także kilka innych szkodników, które mogą ujawnić się w sezonie, a które nie są najczęściej monitorowane w praktyce: toczyka, owocnicę, pryszczarka jabłoniaka (wprawdzie są spotykane coraz rzadziej, ale to nie znaczy, że nie stanowią już zagrożenia). W ostatnich latach do ich grona dołączyła także owocówka jabłkóweczka. Coraz częściej bowiem, bo już pod koniec kwitnienia jabłoni obserwujemy w pułapkach pierwsze odławiające się motyle. A ponieważ większość preparatów z acetamiprydem, nawet w wyższej dawce 0,2 kg/ha, jest niestety najsłabszym rozwiązaniem w zwalczaniu właśnie bawełnicy korówki (ze względu na wspomniany i potwierdzony naukowo spadek ich skuteczności), to w tych sadach, w których stwierdzano loty owocówki, zalecałam sięgnąć po nowy preparat z acetamiprydem – Carnadine 200 SL. Do zwalczania owocówki jest bowiem zalecany w dawce od 0,2 do 0,4 l/ha i w tej wyższej jest przy okazji mocniejszym uderzeniem na bawełnicę.
A co można zastosować na drugi zabieg, który jest konieczny, aby uzyskać lepszy efekt zwalczania? Część sadowników od lat stosuje Movento 100 SC i ponieważ po kwitnieniu pogoda była jeszcze chłodna, sadownicy pilnie śledzili prognozy pogody, czekając na pierwsze ocieplenie, aby nie przedłużać zbytnio czasu pomiędzy kolejnymi zabiegami, a jednocześnie aplikację wykonać w warunkach pogody, która nie zaburzy właściwego wchłaniania tego preparatu. Jest on bowiem bardzo wymagający co do warunków pogody (np. temperatury i wilgotności). Pilnując realizacji takich zaleceń sadownicy uzyskiwali bardzo dobre efekty, nie tylko utrzymując w ryzach wszystkie gatunki mszyc, a przy okazji bardzo skutecznie ograniczając przędziorka chmielowca, pordzewiacza (wyhamowując także rozwój owocowca pod warunkiem, że w przypadku tego ostatniego podjęto działania zwalczające już przed kwitnieniem) a także pryszczarki, skorupika jabłoniowego, bielika klonowca czy nawet tarcznika (jeden zabieg Movento zastępował kilka oddzielnych przejazdów opryskiwaczem z zastosowaniem kilku różnych insektycydów).
A jeśli nie Movento 100 SC? W kolejnym z dwóch zabiegów polecanych na bawełnicę korówkę, można było ewentualnie aplikować mieszaninę Teppeki 50 WG/Pirimor 500 WG (w zależności od temperatury) z jednym z neonikotynoidów (jeśli nie przekroczono wcześniej zalecanej dwukrotnej aplikacji tej grupy chemicznej w sezonie). Taka mieszanina zamiast Movento jest koniecznością, dlatego, że aficydy Teppeki czy Pirimor solo w zarejestrowanych dawkach nie są polecane do walki z bawełnicą.
Autor: Barbara Błaszczyńska doradca sadowniczy, Agrosimex
Fot.: H. Czerwiński
